Archiwum | Listopad, 2011

Czasem usprawiedliwiałabym się zbyt dobrym samopoczuciem, by coś robić

29 List

Ten pomysł Paula Pearsall’a, autora „Toksycznego sukcesu”, na przywrócenie równowagi w życiu bardzo mnie rozbawił i jednocześnie zwrócił uwagę na głębszy problem. To bardzo symptomatyczne, że aby pozwolić sobie nic nie robić musimy mieć zazwyczaj fatalne samopoczucie. Dopiero migrena, grypa czy depresja dają nam usprawiedliwienie, aby po prostu przez chwilę pobyć. Co takiego jest w robieniu czegoś? Czy istniejemy tylko kiedy coś robimy? W rok po urodzeniu córki zaczęłam mieć dziwne nastroje. Marzyłam tylko o tym, by wślizgnąć się do łóżka i spędzać tam całe dnie. Nic nie robiąc. To było oczywiście niewykonalne, ale ta chęć się pogłębiała i w końcu, gdy nie reagowałam, moje ciało zdecydowało „Basta!  Teraz jest czas odpoczynku”. Straciłam kompletnie energię do czegokolwiek. Wciąż nie chciałam się poddać – robiłam badania krwi – wszystko było w porządku, poszłam na terapię – bo może to depresja. Ale to było po prostu ogromne zmęczenie i potrzeba zintegrowania tej ogromnej zmiany, która zaszła w moim życiu. Czytaj dalej

Nie mówiłabym mojej córce, że jest grzeczną dziewczynką

25 List

Wiadomo, „grzeczne dziewczynki idą do nieba, a niegrzeczne tam, dokąd chcą”. Uczenie dziewczynek konformizmu i spełniania oczekiwań wszystkich innych na pewno nie zapewni im spełnionego życia na własnych warunkach. Kiedykolwiek słyszę jak w stronę dziecka jest kierowany taki komentarz, coś ściska mnie w żołądku z niezgody – to prawie jak uderzenie. Stawiamy się w roli „boga”, który decyduje jaki jest inny człowiek. Czasem na całe życie. Joanna Berezowska – psychoterapeutka związana z Instytutem Ericksonowskim  w wywiadzie z Tatianą Cichocką mówi, że historie opowiadane przez innych  o nas, często zaczynają nami kierować. Sami zaczynamy pomijać momenty, które nie potwierdzają historii (etykiety), a wzmacniać te, które ją podkreślają. A ponieważ nasza ranga rodzica czy innej dorosłej osoby jest nieswpólmiernie wyższa niż kazdego dziecka, stajemy się odpowiedzialni za to jak się ono postrzega i zachowuje.

Jest jeszcze jeden powód, dla którego powstrzymuję się od mówienia Jaśminie, że jest grzeczna. A także miła, niemiła, pomocna, spokojna, niegrzeczna, rozbrykana, niesforna, posłuszna, dobra, zła, itp., itd. Czytaj dalej

Byłabym świadoma, że codziennie głosuję na konkretny świat swoimi pieniędzmi

24 List

Robię to kilka razy dziennie – małe głosowania, które kształtują wielki świat.

Kiedy na przykład kupuję kawę w MacDonald’s, głosuję na to, żeby na świecie istniało MacDonald’s  i jego zasady funkcjonowania.

Kiedy kupuję książkę w Empiku, głosuję na to, by być może w przyszłości dyktował on jakie książki będa do kupienia w Polsce oraz na to, że znikną mali, kulturotwórczy wydawcy (http://kultura.newsweek.pl/jak-doic-wydawcow,82833,1,1.htm).

Kiedy kupuję w dużym supermarkecie głosuję na to, by większość zysków opuściła Polskę, a pani w kasie nie mogła pójść przez wiele godzin do toalety.

Kiedy biorę kredyt lub zakładam konto w dużym banku, głosuję na to, by istniał system odsetek i zgadzam się na to, że moje pieniądze będą wspierały rzeczy, których nie mam ochoty popierać (np. zbrojenia w niektórych krajach, kryzys finansowy, duże korporacje).

Bardzo często wydaje nam się, że nasze jednostkowe wybory mają żaden, albo znikomy wpływ na to jak wygląda świat. A jednak to nieprawda.  Czytaj dalej

Stworzyłabym wspólnie misję swojej rodziny

23 List

Stephen R. Covey, autor bestsellera „7 nawyków skutecznego działania” zachęca w książce „7 nawyków szczęśliwej rodziny” do potraktowania rodziny jako najbardziej podstawowej organizacji na świecie. Skoro więc deklaracja misji odgrywa tak kluczową rolę w osiąganiu sukcesu przez organizacje biznesowe, dlaczego nie wykreować wizji rodziny, kótrą wszyscy członkowie będą chcieli wspierać i która zapewni im poczucie przynależności i bezpieczeństwa? To szczególnie ważne, gdy pojawiają się dzieci, bo bez wspólnego systemu wartości i jednoczącego poczucia wspólnej wizji mogą dać się unosić bezwolnie rożnym prądom – twierdzi Covey.

Mnie ten pomysł bardzo zainspirował. Wydaje mi się, ze wizja celu i świadomość wartości jest zawsze wzmacniająca, spajająca i jest się do czego odwołać w razie trudnych sytuacji. Czytaj dalej

Wzięłabym odpowiedzialność za to, aby czuć się kochaną

21 List

Gary Chapman, amerykański terapeuta i autor wielu książek na temat związków dzieli się swoją teorią o tym, że strategie zaspokajania potrzeby miłości można podzielić na 5 grup, które nazwał 5 językami miłości.

Oto one:

Słowa docenienia i wsparcia

Wyrażanie naszej miłości słowami, mówienie o tym, co nam się w partnerze/rce podoba, dlaczego przebywanie z nią/nim sprawia nam radość. Zachęcanie go jej/jego do tego, by robiła to, co daje jej spełnienie, wzmacnianie jej/jego poczucia własnej wartości.

Publiczne docenianie swojego partnera/ki, świętowanie jego/jej talentów.

Jak często wychodzimy poza patrzenie na bliską osobę tylko jako na główne źródło zaspokajania naszych potrzeb i zaczynamy się zachwycać tym człowiekiem, z którym mamy zaszczyt dzielić życie? Czytaj dalej

Pamiętałabym, że ból jest czasem nieunikniony, ale cierpienie jest sprawą wyboru

17 List

Rick Hanson, autor książki „Budda’s Brain” przypomniał mi o tej prawdzie przywołując buddyjską metaforę „drugich strzał”. Różne trudne sytuacje, które nam się przytrafiają wywołują konkretne bolesne odczucia – to „pierwsze strzały”. Ale bardzo często zwielokrotniamy ten ból, dodając sobie cierpienia poprzez swoje myśli i reakcje na temat sytuacji, i to są „strzały drugie”. Można pokusić się o podejrzenie, ze większość cierpienia jest rezultatem tego drugiego uderzenia. A ono zależy wyłącznie od nas.

Pomocna będzie świadomość swoich myśli na temat doświadczenia wywołującego ból. Wyobraźmy sobie, ze czeka nas rozmowa kwalifikacyjna na wymarzone stanowisko. Samo w sobie to wydarzenie jest stresujące, jeśli jednak dołożymy jeszcze wewnętrzne komentarze” i tak ci się nie uda, na pewno poznają, że nie masz wystarczającego doświadczenia, inni są lepsi, skończę w nielubianej pracy, nigdy nic mi się nie udaje, itd., to nie dość że zwiększymy stres i zmniejszymy w ten sposób szansę, że dobrze się zaprezentujemy, to jeszcze przysporzymy sobie dodatkowej porcji  zupełnie niepotrzebnego cierpienia. Czytaj dalej

Pamiętałabym, że nic nie muszę i zawsze mam wybór

16 List

Marshall Rosenberg, twórca metody Nonviolent Communication (Porozumienie Bez Przemocy) wierzy, że wszystkie nasze zachowania mają swój cel – zaspokoić jakąś potrzebę. Jednak tylko w wyjątkowych przypadkach jesteśmy w stanie je wyrazić, ponieważ na ogół nie jesteśmy świadomi ich istnienia. Najczęściej nasza uwaga skupia się na tym, co nas otacza. Widzimy, słyszymy i czujemy, co dzieje się wokół nas i umacniamy naszą wiarę w to, że zdarzenia te powodują nasze reakcje. Jednak w rzeczywistości błyskawicznie porównujemy to, co rejestrują nasze zmysły z naszymi potrzebami i czujemy się dobrze jeśli to, co zachodzi, zgadza się z nimi, lub źle, gdy jest inaczej.

Nasza kultura uczy nas negowania prawa wyboru;  tłumaczymy nasze działania okolicznościami, nie bierzemy odpowiedzialności za swoje myśli i uczucia.

Muszę, powinienem/powinnam, nie mogę, przez ciebie czuję się, tak trzeba… to typowe sformułowania zaciemniające fakt, że wybór mamy zawsze. Czytaj dalej

Byłabym świadoma swoich rang

14 List

W ostatnich dniach bardzo mnie poruszyła koncepcja rang i konsekwencji wynikających z tego, czy je sobie uświadamiamy czy nie.

Według Arnolda Mindell’a, twórcy psychologii zorientowanej na proces (POP), rangi to zestaw przywilejów, odziedziczonych lub nabytych, których najczęściej nie jesteśmy świadomi. A brak tej świadomości sprawia, że patrzymy z góry na tych, którzy mają mniejsze możliwości, marginalizujemy ich frustrację, wyzwania i cierpienie. „Konflikty spowodowane rangą są wszędzie na porządku dziennym. Słabsi czują się zranieni i wściekli, kiedy silni nie zdają sobie sprawy ze swojej siły. Uświadomienie sobie własnej rangi zmniejsza ogólne napięcie i redukuje konflikty.” To m. in. skutkiem nieświadomości jest terroryzm – wynikające  z totalnej bezradności wołanie o dostrzeżenie rang oraz działanie w kierunku zniwelowania nierówności w dostępnie do przywilejów.

„Ranga psychologiczna jest jak narkotyk, który zmienia naszą świadomość, nie pozwalając nam dostrzec cierpienia innych. Powoduje, że patrzymy na nich z góry i widzimy w nich tylko „ofiary”. Pozwala nam odciąć się od ich problemów, nasze ego nas od nich izoluje. Nawet jeśli kiedyś doświadczyliśmy bólu, teraz nie przejawiamy żadnej ochoty aby pomóc krzywdzonym. Żądamy, żeby czuli się tak jak my, nie chcemy zrozumieć ich położenia.”

Rangi wydają się czymś naturalnym i oczywistym – kiedy próbuję sprawdzić gdzie nie dostrzegam swoich przewag i przywilejów, uderza mnie jak jest tego dużo .

Rasa – nawet w Polsce można zauważyć, że biała cieszy się większym poważaniem niż inne, pozwala na identyfikację z większością.

Polska narodowość – demokracja, stabilność polityczna, pokój, brak walk etnicznych, klęsk żywiołowych (oprócz powodzi), swobodne podróżowanie (moja znajoma nie mogła przez 9 lat odwiedzić syna, którego pozostawiła w Mongolii, bo nie mogłaby legalnie wrócić do Polski, gdzie zdobywa środki na jego utrzymanie i studia), możliwość prowadzenia własnego biznesu, rozwoju, wykształcenia, dostępu do służby zdrowia, jedzenia, możliwość posiadania swojego domu i wiele, wiele więcej.

Klasa ekonomiczna  – mam własną firmę, pracuję w Warszawie, nie muszę się martwić o codzienne przetrwanie jak wielu Polaków. Własna firma daje mi przywilej robienia tylko tego, co jest zgodne z moimi wartościami, decydowania o godzinach pracy i wielu innych rzeczach, spotykania inspirujących ludzi, spełniania życiowej misji.

Wiek – w porównaniu z moją 2-letnią córką mam ogromną przewagę w liczbie możliwości działania i przeprowadzania swojej woli (plus ogromna ranga wynikająca z bycia rodzicem), jestem jeszcze stosunkowo młoda w kulturze, w której ceni się młodość. Alicja Długołęcka, seksuolożka opowiada wywiadzie z Pauliną Reiter w Wysokich Obcasach Extra („Pokaż swoją Pippi”) o fenomenie znikających kobiet – w Polsce kobieta po 50-tce stają się niewidzialne nie tylko dla mężczyzn, ale i dla swoich dzieci oraz na rynku pracy.  Co jest wielkim absurdem oczywiście, bo takie kobiety są w w pełni sił twórczych, mają doświadczenie i przestrzeń na zaangażowanie się w nowe rzeczy. Tymczasem mają już tylko do wyboru zostać aseksualną babcią albo zamilknąć w domowych pieleszach.

Zdrowie – pełnosprawność, wzrok, słuch, mowa, możliwość poruszania się – gdy pomyślę o  6 -miesięcznym leżeniu w ciąży, kiedy byłam całkowicie zależna od innych, zadziwia mnie, jak szybko zapomina się o tym, że te możliwości sa teraz dostępne i ile dają przywilejów w społeczeństwie;

Orientacja heteroseksualna  – o ile łatwiejsze jest moje życie od życia osób o orientacji homoseksualnej w rożnych sferach: społecznej, rodzinnej, zdrowotnej, możliwości zawarcia formalnego związku, adoptowania dzieci (chociaż tutaj akurat mam niższą rangę od tych, którzy zawarli związek małżeński)

Wykształcenie – wyższe wykształcenie daje mi więcej możliwosci zarabiania i szacunku społecznego niż doświadczają tego osoby bez takiego wykształcenia

Bycie w związku – choć coraz bardziej bycie singlem zdaje się być wartością, jednak w mniejszych miejscowościach i na wsiach trudniej się wówczas cieszyć  pewnego rodzaju społecznym szacunkiem. Plus możliwość dzielenia obowiązków, korzystania ze wsparcia  drugiej osoby.

Ranga psychologiczna – umiejętność nazywania uczuć i potrzeb, wyrażania próśb, empatia dają mi przewagę lepszej ekspresji nad moim partnerem oraz innymi, którzy tą umiejętnością nie dysponują.

Zawód – bycie trenerem daje mi więcej możliwości niż gdybym wykonywała pracę fizyczną

Mieszkanie w dużym mieście – ułatwiony dostęp do kultury, służby zdrowia, klientów, itd.

Szczupła budowa ciała – w naszej kulturze bardziej ceniona niż odwrotna

Znajomość angielskiego – możliwość bycia bardziej obecną w świecie, więcej opcji wyboru zawodów, więcej opcji szkoleniowych i samorozwojowych

Podczas warsztatu, który ostatnio prowadziłam, uczestnicy przyglądali się swoim rangom i wiele osób było zupełnie zdumionych, że mozna ich znaleźć aż tyle. Chociażby to, że ma się włosy, albo nie ma się ich za dużo poza głową (gdy się jest kobietą) i w ogóle wygląd który trafia w wymagania mainstreamu – to dopiero jest ranga.  Łatwość pisania, którą ktoś wymienił jako przywilej przypomniała mi o niedocenianej przez osoby, które tym dysponują, randze polegającej na łatwości zabierania głosu w grupie – przez lata cierpiałam w milczeniu, bo nie potrafiłam przełamać swojego strachu przed publicznym wypowiadaniem się. Wielokrotnie rosła też moja uraza do osób, którym przychodziło to z łatwością i zabierały czas i przestrzeń nie dbając o to, że inni cały czas milczą – tak jakby było to tylko osobisty wybór i problem, który w żaden sposób nie wpływa na grupę. Podczas pewnego warsztatu zawiązaliśmy nawet małą grupę wsparcia, aby przyjrzeć się co możemy zrobić, aby pomóc sobie w zabieraniu głosu. Oczywiście, ci, którzy nie mieli z tym problemu, nie byli zainteresowani aby nas w tym wesprzeć, bo zupełnie nie czuli, jaki to jest przywilej i że nie jest to tylko kwestią woli. Wzbudziło to sporo mało przyjaznych emocji wynikających z poczucia bycia niewysłuchanymi i niezrozumianymi. Zabrakło po prostu świadomości tej rangi i wzięcia za nią odpowiedzialności, choćby w postaci wsparcia tych, którzy do nie j nie mieli dostępu (np. zaproponowanie i wprowadzenie procedur, które pomogłyby wszystkim członkom grupy się wyrazić, np. pisemnie, czy w mniejszych grupach – tak, aby mogło to być w jakiś sposób wniesione do całej grupy, lub chociażby proste upewnienie się, że inni milczą, bo nie mają potrzeby nic powiedzieć, czy też mają z tym problem ). Teraz, w roli trenera staram się być uważna na takie sytuacje i czasami sprawdzam w przerwie z osobami, które milczą, czy to naprawdę ich wybór. Nie jestem do końca pewna, czy mężczyźni, którzy wypowiadają się w mieszanej genderowo grupie są świadomi, że kultura i wychowanie sprawia, że kobiety oddają wówczas często przestrzeń i milkną, obdarzając ich swoistą rangą. I czy kobiety są  świadome, że to robią? Oj, przydałaby się jakaś męsko-damska dyskusja na początku takiego spotkania, aby wnieść to zjawisko do świadomości grupy. Mógłby z tej refleksji nad szablonami, w które wtłacza nas kultura  wyniknąć jakiś nowy wzorzec bycia razem  – partnerski i autentyczny, pełen wrażliwości i chęci dzielenia się przywilejami. Marzenie?

A gdzie przejawia się moja niższa ranga?

Na pewno w relacji z partnerem, szczególnie gdy pojawia się dziecko – z automatu to on ma większą szansę, że będzie kontynuował pracę (bo przecież więcej zarabia – m. in. dlatego, że jest mężczyzną) i codziennie miał 10 godzin dla siebie, gdy nie musi się martwić opieką nad dzieckiem.

W byciu kobietą w Polsce – szklany sufit, utrudniony dostęp do polityki, mniejsze płace za tę samą pracę, ogromne wymagania co do wyglądu – od którego uzależnia się powodzenie społeczne – plus presja zarabianie na kolejne kosmetyki i ciuchy.

W byciu matką – to jednocześnie ranga, jak i mniejsze przywileje – zamknięcie w domu z dziećmi, coraz większe wymagania (rodź naturalnie i bez znieczulenia, bądź matką w kontakcie, noś dziecko przez pół roku przy piersi, codziennie gotuj dziecku – i to eko, stosuj i pierz eko pieluchy, dbaj o rozwój dziecka, karm 2 lata piersią – ale nie publicznie, itp., itd), zmniejszone możliwości swobodnego poruszania się, skoncentrowania uwagi, samorozwoju.

Niski wzrost sprawia, że często nie jestem traktowana poważnie. Podobnie z niezbyt donośnym głosem.

Przeżywanie emocji, bycie nieracjonalnym (nie tylko myślenie logiczne) prowokuje często do oceniania mnie jako „słabszą”, trudniej przebić się z informacją dostarczaną przez intuicję w porównaniu z informacją pochodzącą z racjonalnego umysłu.

Trudność w wyrażaniu złości to przyczynek do tego, ze osobom, które tego ograniczenia nie mają, łatwo mnie zakrzyczeć czy zastraszyć gdy zdecydują się na krzyk czy innego rodzaju wyrażenie agresji.

Uderza mnie, jak często jestem niezrozumiana przez osoby, które mają większą tolerancję na niska temperaturę – jestem oceniana, jako dziwna, nadwrażliwa,  zmarźluch, i żadna z tych osób nawet przez chwilę nie cieszy się świadomie przywilejem, który jej się przytrafił, uważając, że to one są ok, a ze mną jest coś nie tak i że marznięcie to mój osobisty wybór.

W byciu pacjentem w Polsce – kiedy podczas ciąży leżałam w jednym z najlepszych szpitali według rankingu akcji „Rodzić po ludzku”, doświadczyłam boleśnie, jak znika cała moja osobowość, godność, prawo do informacji i wyboru,  i prawie wszystkie inne demokratyczne oczywistości. Byłam tylko brzuchem, w którym usiłowano przytrzymać ciążę. Wszelkie próby dyskusji z lekarzami, niezgadzania się na przyjmowanie niektórych leków, spotykały sie z nagonką i groźbą, że oto mogę przestać być leczona. Pacjenci, dzieci i ryby głosu nie mają. Mocna lekcja jak działają rangi, gdy nie są uświadomione przez tych, którzy nimi dysponują. To była też doskonała okazja, aby przekonać się jak to jest nie być pełnosprawną, w całości być uzależnioną od pomocy innych (nie zdarzyło się np. aby pielęgniarka zrobiła mi coś do picia – nawet mimo prośby –  chociaż miałam zakaz nawet siadania, nie mówiąc o chodzeniu).

Czy w tym wszystkich chodzi o świadomość i wrażliwość – uznanie, że moje przywileje to po prostu wielki łut szczęścia i że to, że mam lepiej nie czyni mnie lepszą/lepszym od innych, którzy tego nie mają. Oraz, że w tym miejscu – wdzięczności za to uprzywilejowane miejsce, w którym się znalazłam, może się narodzić empatia i współodczuwanie, a nawet chęć podzielenie się korzyściami, jakie niesie moja wyższa ranga.

Praktyka pierwsza

Mindell zachęca, aby jak najwięcej mówić o swoich rangach – cieszyć się wyższymi i przekazywać innym, jakie wyzwania niosą ze sobą niższe. Ostatnio spotkałam świeżo upieczoną mamę, która we łzach wyznała, że jest w rozpaczy, bo jest okropną matką. Polegało to na tym, że jest jej trudno poradzić sobie z zamknięciem w domu, nagłym skurczeniem większości życiowym możliwości i spełniania swoich potrzeb oraz całą odpowiedzialnością i troską o dziecko na swojej głowie. Była przekonana, że to wyłącznie jej historia, i że wszystkie inne matki radzą sobie koncertowo. To oczywiście skutek tego, że tak bardzo boimy się czasem przyznać, że nie spełniamy społecznych oczekiwań.  Wówczas nie tylko nie doświadczamy wspólnoty wynikającej z trudnego położenia i bardzo niesprawiedliwych oczekiwań względem kobiet w roli rodzica w porównaniu z mężczyznami – ojcami, ale i nie dajemy takiej szansy innym matkom, wzmacniając w nich nieprawdziwe przekonania, że to tylko one nie sobie nie radzą i system społeczny nie ma z tym nic wspólnego.

Rozmowa może wiele zmieniać . W mojej relacji od zawsze borykamy się z różnicami w przeżywaniu rzeczywistości – mój partner to siła spokoju, zaufania do życia, bycia tu i teraz;  ja – przeciwnie – mam bardzo wiele obaw związanych z przyszłością, swoim zdrowiem, często wierzę, że możliwa jest tylko najczarniejsza opcja. Mojego partnera bardzo to złościło bo wydawało mu się, że to tylko mój wybór, który w każdej chwili silnym postanowieniem mogę zmienić i polepszyć swoje i nasze życie. To z kolei doprowadzało mnie do szewskiej pasji i budowało głęboką urazę wobec niego, bo ja wiedziałam, że te schematy mają źródło bardzo głęboko w moich przeżyciach z dzieciństwa i mimo wieloletniej pracy rożnymi metodami nie jest łatwo je przeprogramować.  Kiedy zwróciłam uwagę mojego partnera, że ma on w porównaniu ze mną ogromną rangę psychologiczną, wynikającą z tego, że nie doświadczył równie traumatycznych przeżyć gdy się rozwijał – było to dla niego wielkim odkryciem i bardzo go poruszyło. Był to moment dużej bliskości – poczułam się wreszcie zrozumiana, zobaczona.  Mam wrażenie, że ta świadomość wpłynie pozytywnie na nasze dalsze radzenie sobie z tym tematem.

Podobną sytuację opisuje Mindell.

„Powiedzmy, zę tój partner jest w depresji spowodowanej nadmiernym samokrytycyzmem. Jeśli ty nie cierpisz na to samo, to odczuwasz wobec msiebie szacunek, będący rodzajem psychologicznej rangi. Jesli nie używasz tej rangi świadomie, możesz lekceważyć problem twojego partnera, tracąc do niego cierpliwośc. Możesz też myśleć – „No tak, to typowe dla takich mężczyzn. Nic nie mogę z tym zrobić. W ten sposób popierasz porządek społęczny, przyjmując założenie, że twój partner nie może uwolnić się spod jego wpływu i minimalizując znaczenie tego problemu w ogóle.

W tej samej sytuacji możesz postąpić odwrotnie i pokazać, że społeczeństwo wywiera presję na nas wszystkich, abyśmy lepiej wyglądali, mieli wyższe wykształcenie i aby się nam finansowo lepiej wiodło. Na Zachodzie powinniśmy być raczej konformistami, a nie ludźmi szalonymi, powinniśmy być logiczni, a nie czujący, mocni, a nie podatni na zranienie, szczupli, anie pulchni i mieć jasną, a nie ciemną skórę. Większość wewnętrznych krytyków staje po stronie kultury,  w której dana osoba żyje. Spytaj swego partnera, czy jego wewnętrzny krytyk jest rasistą , seksista, homofobem, antysemitą lub też czy może uwewnętrzni jakieś inne uprzedzenia pochodzące z kultury większości. Badając te kwestie, ty i twój partner przeprowadzacie jednocześnie pracę wewnętrzną, relacyjną i polityczną. Możecie się nawzajem wyzwolić od norm kulturowych i dać sobie wzajemne przyzwolenie na bycie emocjonalnym, wrażliwym na zranienie, dziecinnym, śmiesznym, obdarzonym bogatą wyobraźnią lub bulwersującym otoczenie, i kimkolwiek jeszcze zechcecie być”.

Praktyka druga

Bardzo podoba mi się praktyka wdzięczności za rangi i wynikające z nich przywileje, które przypadły nam w udziale.

„Ciesz się swoimi przywilejami w myślach lub z przyjaciółmi. Bądź wdzięczny(a) za swoje szczęście, za to, że twoje przywileje oszczędzają ci bólu i za sposób, w jaki wzbogacają twoje życie. Bądź szczęśliwy(a), że je masz. Wyobraź sobie, jeśli chcesz, boską istotę dającą ci te przywileje. Spytaj tej istoty, dlaczego otrzymałeś (łaś) te dary. ” – proponuje Mindell.

To także przyczynek do tematu przeprowadzki do świata obfitości – kiedy decydujemy się zauważać swoje ragi i wynikające z nich przywileje, czujemy się niezwykle obdarowani.

Praktyka trzecia

„Ludzie świadomi swojej rangi wiedzą, że wiele swoich przywilejów odziedziczyli i że przywileje te nie są dostępne dla wszystkich. Nie patrzą z góry na tych, którzy mają mniejsze możliwości. (…) jeśli używasz rangi świadomie, to bywa ona lekarstwem. W innym przypadku jest trucizną. Nie możesz pozbyć się rangi, więc może postaraj się, aby wynikło z niej coś dobrego.  (…)  Spytaj innych jak możesz się nimi podzielić. (…) Pomyśl o paru jednostkach lub grupach, które nie mają tego przywileju. Czy potrafisz dzielić się lub używać swoich przywilejów w taki sposób, aby inni czuli się dumni z własnych? Aby potrafili mówić głośno o swoich problemach i uprzedzeniach?”- proponuje Mindell.

Jak mogę używać swoich rang do  do zmieniania moich relacji,  społeczności,  świata?

Co miesiąc wpłacam pieniądze na konto organizacji Avaaz, która, mam wrażenie, ma realne możliwości wpływania na palące światowe kwestie (chociażby wywierając presję na polityków czy organizacje międzynarodowe poprzez petycje podpisywane przez setki tysięcy osób na całym świecie).

Mój profil na facebooku w większości poświęcam na publikowanie wiadomości z obszaru budowania umiejętności współodczuwania i empatii oraz na ważne akcje społeczne.

Bardzo dużo opowiadam o tym, jakie to wyzwanie przez 2 lata opiekować się małym dzieckiem domu, jakie oprócz oczywistych radości jest to frustrujące, męczące, pozbawiające wielu możliwości, w tym niezbędnych mi do życia stymulacji intelektualnej oraz kontaktów z innymi.

Przez 2 lata prowadziłam bezpłatnie program Ambasadorzy Empatii, który miał zainspirować do większej empatycznej uważności i współodczuwania z innymi. Udział w nim wzięło 850 osób.

W rozmowach z partnerem staram się mieć świadomość mojej rangi polegającej na swobodnym mówieniu o emocjach i albo prowadzę ich mniej (wiedząc jaki to dyskomfort dla niego) albo próbuję pomagąć mu empatycznie w wyrażaniu siebie w ten sposób.

Podczas dwudziestu trzech edycji Festiwalu PROGRESSteron wciąż i wciąż mówimy głośno, jakie to ważne dla kobiet, aby realizować siebie, spełniać także swoje potrzeby. Festiwal jest miejscem, gdzie to się dzieje. Pokazujemy drogi wzmacniania siebie:  emocjonalnego, zawodowego, finansowego, itp.

W Dojrzewalni bardzo wspieramy empatyczne podejście w biznesie, organizujemy festiwale (Korporacja z duszą), warsztaty (Leadership from the Heart, Making Cooperation Real), dyskusje.

Chciałabym być uważna na wielkie przywileje, które daje ranga bycia rodzicem. W porównaniu z moją córką mam ogromną możliwość decydowania o swoich działaniach. Miki Kashtan, trenerka Nonviolent Communication z USA zachęcała mnie, aby jak najczęściej przypominać sobie swoje odczucia z dzieciństwa i stawiać się na miejscu dziecka – często bezrefleksyjnie wykorzystujemy władzę jaką mamy nad dzieckiem, na pierwszym miejscu stawiając swoje potrzeby. A także i tutaj chodzi po prostu o współodczuwanie – wczucie się w emocje i potrzeby dziecka i branie ich pod uwagę na równi ze swoimi (potrzeba jest duża kreatywność w szukaniu rozwiązań, które spełnią nasze potrzeby jednocześnie. No i empatia wyrażana wobec dziecka, gdy takiego rozwiązania nie uda się znaleźć. ).

To wszystko to tylko kropla w morzu.

Chciałabym przez następny miesiąc odnaleźć więcej sposobów na dzielenie się moimi rangami.

A co ty możesz zrobić?

Zamiast „Co tu mogę dostać?” pytałabym „Co mogę tu dać?”

2 List

„Co mogę tu dać?” jest pytaniem, które wszystko zmienia. Nasza kultura jest oparta na braku, a więc nieustannie zadajemy sobie pytania z tym związane: „Czy wystarczy dla mnie”?, ” Czy ta osoba mi to da?”,  „Czego mi brakuje?” , „Czy tutaj to dostanę?”, „Co muszę zrobić, aby mi to dali?”, „Czy mogę kochać, jeśli on/ona mi tego nie daje?”

Kiedy postrzegam siebie jako kogoś, komu cały czas czegoś brakuje, a świat jako miejsce, w którym nigdy niczego nie jest wystarczająco dużo, jak wygląda moje życie? Dosyć smutno.

A gdyby tak założyć, że nic mi nie brakuje, i zacząć patrzeć, czym mogę się dzielić?

Pamiętam, jak ta zmiana perspektywy wpłynęła na mój egzamin na prawo jazdy. Podchodziłam do niego już 2 razy i zawsze byo to związane z paraliżującym stresem. Na sesji coachingowej pracowałam nad tym jak go zminimalizować, m. in. szukając warunków, które powinny być spełnione przez egzaminatora (powinien być spokojny, ciepły, nie krytykować, kontaktowy, itp.) . Budziło to tylko coraz większa frustrację i poczucie bezradności, bo byłam przecież świadoma, że nie mam żadnego wpływu na to, jakiego egzaminatora wylosuję.   Osoba, która prowadziła coaching zapytała więc w pewnym momencie:  „A co ty mogłabyś dać egzamininatorowi?” To pytanie na początku bardzo mnie rozśmieszyło, tak było dalekie od tego, jak normalnie myślimy. Ale podjęłam wyzwanie i zaczęłyśmy szukać tego, czego potrzebuje osoba, która przez wiele godzin ma do czynienia z przerażonymi kierowcami, którzy nie są zbyt kontaktowi. Pomyślałam, że mogę mu dać empatię i zrozumienie, zobaczyć w nim żywego człowieka, a nie tylko rolę,  za którą się skrywa. Ja mogę być bardziej kontaktowa. To spowodowało naprawde znaczącą zmianę przy następnym egzaminie. Dalej byłam zestresowana, ale nie czułam się bezradna – nie czułam się ofiarą totalnie zależną od egzaminatora, który okazał się niezbyt ciepły i dosyć skłonny do krytyki. W trudnych momentach skupiałam sie na pytaniu, co mogę zrobić, aby jemu i sobie ułatwić te sytuację. Naprawdę, to doświadczenie było inspirujące – czułam, że bardziej panuję nad całą sytuacją i mimo kilku słów krytyki – egzamin ostatecznie zdałam. Do dziś jestem przekonana, że pomogła zmiana nastawienia.

Mój przyjaciel przez długi czas zmagał się z problemem, że jego pracownicy nie okazują mu szacunku, np. spóźniając się do pracy albo niestarannie wykonując jego polecenia. W jego umyśle pojawiało się wiele niepochlebnych ocen na ich temat, wiele irytacji, poczucia oddzielenia. Zastosowaliśmy wówczas metodę odwróceń (turnings around) Byron Katie i myśl „Oni powinni mnie szanować” zamieniliśmy na „Ja powinienem szanować ich” oraz „Ja powinienem szanować siebie”. Przy każdym odwróceniu należy znaleźć przynajmniej trzy przykłady, że są równie albo bardziej prawdziwe jak pierwotna myśl, która sprawia ból. Przyjaciel zauważył wówczas, że oceniając pracowników, przydając im etykiety leniwych, niestarannych, itp. np. bez zapytania o przyczyny tych zachowań, również ich nie szanuje. Nie szanuje również siebie interpretując zachowania pracowników jako wymierzone przeciwko niemu czy umniejszające jego wartość jako szefa.  To było dla niego bardzo uwalniające – postanowił od tej pory okazywać szacunek pracownikom na różne sposoby. Relacje w jego firmie uległy wielkiej zmianie.

„Co mogę tu dać?” – to szczególnie transformujące pytanie w bliskich związkach.  Zazwyczaj traktujemy związki jako miejsce, gdzie powinniśmy wiele dostawać i dopiero wówczas gdy tak się dzieje, jako element swoistego handlu wymiennego możemy także dawać, także miłość,  akceptację, zrozumienie, wsparcie.

„Związek to dwoje ludzi, którzy nawzajem zgadzają się ze swoimi opowieściami. Jeżeli zgadzam się z tobą, kochasz mnie. A w chwili, kiedy się z tobą nie zgadzam, w chwili gdy poddaję w wątpliwość jedno z twoich świętych przekonań, w myślach się ze mną rozwodzisz. Następnie zaczynasz szukać wszelkich argumentów, aby udowodnić, że masz rację, i skupiasz się na tym, co jest poza tobą. (…) Partner to twoje lustro (…), kiedy więc dostrzegasz u niego jakiekolwiek niedoskonałości, to możesz być pewien, że są to twoje niedoskonałości. (…) Nie ma innego sposobu, by autentycznie połączyć się z partnerem, jak tylko uwolnić się od przekonania, że potrzebujesz od niego czegoś, czego ci nie daje. (…) Stanowisz jedność ze swoim mężem, dopóki nie uwierzysz, że powinien wyglądać w określony sposób, że powinien ci coś dać, że powinien być czymś innym niż jest.” Byron Katie, Stephen Mitchell, „Radość każdego dnia”

To jest dla mnie cytat, który przypomina o tym, jak często przywiązujemy się do pomysłu, że nasi najbliżsi maja być narzędziami do spełniania naszych potrzeb i od tego, czy to robią, uzależniamy nasze pozytywne uczucia do nich. Nic dziwnego, że przy takim podejściu często się buntują, uruchamia się ich potrzeba wolności i autonomii – sami chcą decydować, czy i w jaki sposób będą wzbogacać nasze życie swoimi działaniami. I nie chodzi o to, by naszych potrzeb w związkach nie wyrażać i nie prosić o pomoc w ich zaspokojeniu – wręcz przeciwnie – taka szczerość to podstawa relacji; ale by pozbyć się przekonania, że ktoś udowodni nam swoją miłość tylko, jeśli je spełni. Taka zmiana pomoże nam pozbyć się energii żądania z naszych wypowiedzi i zwiększy intymność pomiędzy nami a bliskimi.

Praktyka

Zrób listę potrzeb, jakie chciał(a)byś, aby były spełnione w twojej relacji z partnerem/ką. Zakreśl 5 kluczowych dla ciebie. Wyobraź sobie, że partner/ka przyczynia się do ich spełnienia. Co czujesz? Czy wpływa to na stan twoich uczuć do niego/niej? A teraz wyobraź sobie odwrotność tej sytuacji – czy twoje uczucia do partnera/ki się zmieniły na mniej pozytywne? Jeśli tak, może to oznaczać, że podtrzymujesz w sobie przekonanie, że partner/ka powinien spełniać twoje potrzeby i może on to wyczuwać jako żądanie (potencjalną karą za odmowę jest wycofanie ciepłych uczuć do niego) i reagować buntem lub poddaniem się – żadna z tych reakcji nie wzmacnia waszej więzi, a wręcz przeciwnie – buduje poczucie zranienia i odrzucenia.

Praktyka

Często, gdy oceniam kogoś negatywnie, bo czegoś nie nie dał (a ja oczywiście tego od niego/niej) oczekiwałam), proste odwrócenie przywraca poczucie mocy, zaczynamy widzieć, że tak naprawdę chcieliśmy od kogoś czegoś, co sami możemy zaofiarować światu. Któregoś dnia miałam za złe mojemu partnerowi, że za mało ze mną rozmawia. Kiedy to odwróciłam, znalazłam wiele dowodów, że to ja za mało z nim rozmawiam – kiedy inicjuje rozmowę, często na przykład chcę rozmawiać o swoich przemyśleniach, uczuciach itd. Nie jest to prawdziwa rozmowa – wymiana. Zaczęłam sie przyglądać uważniej swoim motywacjom i być ciekawa co interesuje mojego partnera. Chciałabym automatycznie dokonywać odwróceń gdy oskarżam kogoś, że czegoś mi nie daje i patrzeć co z tego wynika, jeśli chodzi o odzyskiwanie poczucia osobistej mocy.

Praktyka

Jak otworzyć się na dawanie w związku? Często latami buduje się w nas poczucie żalu do partnera, z powodu naszych niespełnionych potrzeb. Czekamy wówczas na pierwszy krok z jego/jej strony, mówiąc sobie, że dopiero wtedy my możemy zacząć okazywać miłość.

Poniżej trzy ćwiczenia, które pomogą rozpuścić to nastawienie

Ćwiczenie

1. Dokończ 3 razy następujące zdanie:

Będę szczęśliwy/a, gdy ty….. (co konkretnie powinien zrobić twój partner/ka)

Będę szczęśliwy/a, gdy ty będziesz wracał wcześniej z pracy.

Będę szczęśliwy/a, gdy ty będziesz zgadywała czego potrzebuję i dawała mi to.

Będę szczęśliwy/a, gdy ty będziesz mniej grał w gry komputerowe.

2. Zadaj sobie teraz następujące pytania:

Czy to prawda? Czy nie zdarzyło się w przeszłości, że partner zrobił to, o czym mówisz, a ty i tak byłaś/łeś nieszczęśliwy (np. z innego powodu).

Jak traktuję swojego partnera/rkę gdy wierzę tej myśli, a on/ona nie reaguje w określony sposób?

Jak bym go/ją traktował/a bez tej myśli?

Byron Katie zachęca, aby „pominąć pośrednika” na naszej drodze do odczuwania satysfakcji i radości życia. Kiedy przestaniemy wierzyć myśli, że nasze szczęście zależy od tego, co robią inni, w tym nasz partner/ka, nie dość, że będziemy mieli na to odczucie o wiele większą szansę, to jeszcze otworzymy się na jego/jej potrzeby. Przestaniemy bowiem traktować wspieranie go/jej w ich zaspokajaniu jako transakcję wymienną. Pojawi się w nas czysta radość dawania – wzbogacania czyjegoś życia.

Ćwiczenie

1. Pomyśl o 5 rzeczach, które denerwują cię w twoim partnerze/rce i wypisz je.

Na przykład: Mój partner jest leniwy.

2. Teraz, zgodnie z teorią, że partnerzy są naszymi lustrami i projektujemy na nich obszary, w których potrzebujemy się rozwinąć, dokonaj odwrócenia:

Ja jestem leniwy/a.

3. Podaj 5 przykładów ze swojego życia, kiedy tobie nie chciało się np. czegoś zrobić.

4. A teraz jeszcze inne odwrócenie:

Mój/a partner/ka nie jest leniwa.

5. Podaj 5 przykładów potwierdzających to zdanie.

Ćwiczenie

1. Kiedy złapiesz się na myśli: ”On/a powinien/nna mnie kochać”, zamień ją na myśl: „Ja powinnam kochać jego/ją.”

2. Zastanów się jaki jest główny język miłości twojego partnera/rki.

3. Zrób listę rzeczy, które według ciebie sprawiają, że bliska osoba ma poczucie bycia kochaną.

4. Poproś ją o weryfikację listy i jej uzupełnienie, pytając: „Co mogę zrobić, aby twoje życie było lepsze?”

Bardzo mi się podoba zestawienie, które zrobiła Susan Jeffers, autorka wielu książek o rozwoju osobistym i funkcjonowaniu w relacjach, pokazujące, co dla niej oznacza prawdziwa miłość do drugiej osoby. Wybrałam z jej listy te punkty, które mnie kojarzą się z głęboką troską o bliską osobę i zmianą nastawienia z „Co tu mogę dostać?” na „Co mogę tu dać?”.

1. Kiedy nasza bliska osoba zaczyna wątpić w swoje „piękno”, przypominamy jej jak jest piękna.

2. Wspieramy jej rozwój, nawet, gdy oznacza, że zmieniając się może się od nas oddalić.

3. Troszczymy się o swój rozwój, aby móc być dla niej jak największym wsparciem, a nie obciążeniem.

4. Cieszymy się jej sukcesami niezależnie od tego, czy sami w danym momencie ich doświadczamy.

5. Zachęcamy ją, aby rozwijała swoją niezależność, nawet jeśli jej zależność od nas dawałaby nam poczucie bezpieczeństwa w relacji. I odwrotnie – my również staramy się wzmacniać naszą niezależność.

6. Nie oczekujemy, że zapewni nam szczęście i spełnienie w życiu, a raczej chcemy się z nią dzielić tym stanem.

7. Zdajemy sobie sprawę, że jak każdy, ma w sobie zranienia, których doświadczyła w dzieciństwie i które łatwo mogą wydobyć się na wierzch sprowokowane naszym zachowaniem. Staramy się ich nie zaogniać.