Przestałabym kolonizować ludzi

8 Mar

Naprawdę to robię. Często zapominam, że inni nie są tu po to by spełniać moje potrzeby. A więc osądzam, manipuluję, krytykuję, gniewam się, wycofuję, sabotuję, dąsam, ochładzam uczucia wobec tego kogoś, kto niekoniecznie chce wyjść mi naprzeciw. Alden Josey, psychoanalityk cytowany przez Jamesa Hollisa w książce „Odnaleźć sens w drugiej połowie życia” uważa, że „skrycie dążymy do skolonizowania drugiej osoby i, podobnie jak większość mocarstw, mnożymy racjonalizacje, mające usprawiedliwić nasze dążenie do zaspokojenia własnych interesów”. Mocna metafora, która sprowokowała mnie do zatrzymania się i przyjrzenia w jaki sposób ja uzurpuję sobie prawo do wykorzystywania innych. Największy podbój odbywa się na pewno na polu bliskiej relacji. Tutaj najłatwiej pomylić bliską osobę z rodzicami (w dodatku idealnymi) i oczekiwać, że nasze potrzeby będą dla niej zawsze na pierwszym miejscu. Gdy się tak nie dzieje, zaczyna się walka o władzę. Jeśli się nie zmienisz, odejdę… Jeśli dalej będziesz robił to, co mi się nie podoba, przestanę cię kochać….będę nieszczęśliwa. Będę wściekła. Obdarzę cię niechęcią. Odgrodzę murem. Nie będę się z tobą kochać. Wycofam swoją aprobatę. Wsparcie.
Wytłumaczeń, dlaczego postępujemy w ten sposób, jest kilka.
James Hollis pisze o typowej skłonności, aby projektować na drugą osobę nasze pragnienia z okresu dzieciństwa, infantylne tęsknoty oraz obowiązek rozwoju osobistego, który należy wyłącznie do nas. „Ze wszystkich ideologii, które władają współczesną duszą, prawdopodobnie żadna nie jest bardziej potężna, bardziej uwodzicielska i potencjalnie bardziej rozczarowująca od romantycznego wyobrażenia o tym, że gdzieś tam istnieje od tak dawna poszukiwana bratnia dusza. Ten jedyny, którego nazywam magicznym innym, kto naprawdę nas zrozumie, zatroszczy się o nas, zaspokoi nasze potrzeby, uleczy rany i przy odrobinie szczęścia oszczędzi nam udręki dorastania i samodzielnego zaspokajania własnych potrzeb”.
Eckhart Tolle twierdzi z kolei, że kiedy ego odczuwa złość, frustrację czy irytację, ma wrażenie, że jest silne oraz kontroluje rzeczywistość – celem wyrażania tych uczuć jest zmiana sytuacji (np. poprzez wpłynięcie na działania innych) na korzystną dla nas.
Harville Hendrix, amerykański doradca i terapeuta (autor jednej z najbardziej polecanych przeze mnie książek na temat związków „Zdobędziesz miłość jakiej pragniesz”) uważa, że bierze się to z naszej wiary, że jeśli nasz partner doświadczy od nas wystarczająco dużo cierpienia – powróci do spełniania naszych potrzeb, co odbierzemy jako dowód miłości. Według niego, nauczyliśmy się tego w dzieciństwie – im głośniej krzyczeliśmy, tym szybciej ktoś z naszych opiekunów reagował na nasze potrzeby i je spełniał.
Jedno jest pewne – jak mówi Byron Katie – manipulowanie innymi (choćby w najlepszej wierze, czy w poszukiwaniu miłości), oznacza zawsze oddzielenie – a konsekwencji cierpienie. Aby przerwać to błędne koło niezbędne jest zakwestionowanie kilku podstawowych przekonań, w które głęboko wierzymy.

Pierwsze z nich: Życiowym celem naszego partnera/ki jest troszczenie się o nas
Chociaż racjonalnie dobrze wiemy, ze tak nie jest, to nasze wygłodniałe wewnętrzne dziecko wciąż ma nadzieję, że to jednak prawda.

Praktyka
Ronald D. Siegel w książce „Uważność. Trening pokonywania codziennych trudności” proponuje praktykę, która głęboko mnie porusza oraz może być doskonałym remedium na to nierealne oczekiwanie i sposobem na widzenie bliskiej osoby nie tylko przez wąski pryzmat tego, czy spełnia nasze oczekiwania..
Można ją wykonywać medytując wspólnie z partnerem, ale można także użyć jej w różnych naszych relacjach. „Wyobraź sobie partnera lub partnera jako małe dziecko. Zobacz jego lub ją z rodzicami i to, jak dorasta z innymi dziećmi. Wyobrażaj sobie, jak przechodzi przez te same doświadczenia, które były twoim udziałem: chodzenie do szkoły, stawanie się nastolatkiem, w końcu opuszczenie domu rodzinnego. Miej świadomość, że on lub ona przeżył/przeżyła tysiące chwil radości i smutku, lęku i złości, tęsknoty i poczucia spełnienia – tak, jak ty. Teraz wizualizuj starość partnera lub partnerki. Bądź świadomy, że podobnie jak ty, będzie on lub ona musiał/a radzić sobie z następnymi etapami w życiu. (…) Kiedy już wyobraziłeś sobie partnera lub partnerkę we wszystkich etapach życia, zwróć uwagę na to, jak wygląda on lub ona obecnie. (..)

Praktyka
Jak często, nawet gdy mój partner troszczy się o mnie, przyjmuję to jako oczywistość (przecież to jego zadanie!) Dobrą odtrutką i przypomnieniem sobie, że to jego wybór i że mam ogromne szczęście, będzie praktyka wdzięczności za to wszystko, co wnosi do mojego życia – zaczerpnięta z pięknej i ważnej dla mnie książki Flavii Mazelin Salvi „Zen w życiu we dwoje”:
„Odczuj głęboko, jak bardzo doceniasz to, co jest, niezależnie od wszelkich braków i niedociągnięć. Odczuj miłość jaką doświadczasz dla całej jego istoty. Oto ten mężczyzna czy ta kobieta, która żyje z tobą, wędruje dzień po dniu u twojego boku. Czasem jedno z was się potyka lub upada, potem się podnosi. Podziękuj za tę długą drogę, usianą przeszkodami, po której kroczycie, najlepiej jak możecie, razem”.

Drugie: Potrzebuję miłości i wsparcia partnera, aby czuć się spełnioną/nym i szczęśliwą/ym
W rozprawianiu się z tym przekonaniem pomaga mi to, co mówi Hendrix Harville „Jednym z powodów, dla których zainteresowaliśmy się swoimi partnerami, było to, że mieli oni siły i możliwości, których nam brakowało. W związku z tym, bycie z nimi dawało nam iluzoryczne poczucie pełni istnienia. Jedynym jednak sposobem na prawdziwą integrację i poczucie tej pełni jest rozwijanie tych pożądanych cech w sobie”. (Są głęboko ukryte, ale są w nas, skoro umieliśmy je dojrzeć i pożądać u partnera). Wspiera mnie też myślenie, że tak naprawdę wcale nie chcę uzależniać poczucia swojego szczęścia od zachowań innych – to przecież bardzo ryzykowna gra. Jako dorosła mam wszelkie podstawy, aby pominąć pośrednika – do czego wciąż i wciąż nawołuje Baron Katie – i zadbać o swoje poczucie spełnienia i satysfakcji z życia.

Praktyka
Za jakimi jakościami tęsknię? Co projektuję na partnera? Jak mogę włączyć je w moje codzienne doświadczenie? O co proszę partnera, co sam/a powinieniem/nnam zrobić dla siebie?

Trzecie: Nasz partner/ka ma nam wynagrodzić nasze krzywdy z dzieciństwa
Tymczasem, jak pisze Hendrix, partner to nie nasz zbawca, ale jeszcze jedna skrzywdzona ludzka istota, walcząca o to, by zagoić swoje rany. Jesteśmy razem w tej tęsknocie za byciem kochanym, akceptowanym i traktowanym z szacunkiem. Mylenie bliskiej osoby z naszym byłym opiekunem to silna tendencja naszego starego, gadziego mózgu, ale bezrefleksyjne podążanie za nią to skuteczna recepta na frustrujący związek.

Czwarte: Jeśli partner czy partnerka mnie kocha, będzie spełniał/a moje oczekiwania
Choć to przekonanie wspólne dla wielu z nas (w dzieciństwie nauczyliśmy się mylić posłuszeństwo z miłością), bardzo łatwo je zakwestionować. Mnie wspiera obserwowanie sytuacji z córką – kocham ją z całego serca, a jednak nie zawsze chcę i mogę zrobić to, czego by w danej chwil chciała. Czasem mam większą wiedzę o konsekwencjach niż ona, czasem moje potrzeby nie idą w parze z jej strategią. Wiara w to przekonanie może doprowadzić do tego, że związek będziemy traktować w kategoriach zysków i strat, swoistej wymiany handlowej.

Praktyka
Marshall Rosenberg, twórca metody Porozumienia Bez Przemocy twierdzi, że każde NIE to w rzeczywistości TAK dla innej niż wspieranie nas potrzeby drugiej osoby, priorytetowej dla niej czy dla niego w tym momencie. Kiedy partner/ka nie spełni twoje prośby, zamiast nawykowo zacząć go/ją obwiniać, że mnie nie kocha, spróbuję zobaczyć, jakiej swojej ważnej potrzebie mówi „tak”, a następnie sprawdzę, czy mogę spełnić swoją prośbę sama lub poprosić kogoś innego.

Praktyka
To bardzo dobre ćwiczenie, aby zobaczyć bezmiar i absurd naszych oczekiwań wobec bliskiej osoby. Zainspirowała mnie do niego książka Byron Katie „Kłamstwa o miłości”

Czego chcę od mojego partnera:
Żebyś mnie rozumiał. Żebyś myślał podobnie jak ja. Żebyś sprawiał, że będę czuła się kochana. Żebyś mnie wspierał. Stawiał moje potrzeby przed swoimi. Spędzał ze mną więcej czasu. Był empatyczny. Żebyś opiekował się dzieckiem w sposób, który ja uznaję za bezpieczny. Żebyś nie ryzykował. Żebyś ryzykował. Był dostępny emocjonalnie. Opowiadał mi, co czujesz. Był nieustannie ciekawy, co ja czuję. Dzielił się ze mną swoimi pieniędzmi. Żebyś mniej pracował. Żebyś był bardziej otwarty. Żebyś podzielał moje pasje. Żebyś wspierał moje poczucie własnej wartości. Zgadzał się ze mną. Nie sprawiał trudności. Dawał mi poczucie bezpieczeństwa. Był romantyczny. Odgadywał moje pragnienia. Lubił muzykę, która mi odpowiada. Chodził spać o określonej godzinie. Dawał mi poczucie sensu życia. Jeździł na warsztaty rozwojowe. Rozwijał się. Mniej ode mnie oczekiwał. Akceptował mnie bezwarunkowo. Celebrował moje urodziny, imieniny i naszą rocznicę. Wspierał mnie w pracy i w życiu. Troszczył się o mnie. Wynagrodził krzywdy z dzieciństwa. Nie unosił gniewem. Nie odczuwał frustracji. Był bardziej czuły.

Głęboko do mnie przemawia, kiedy Byron Katie pyta:
„Czy naprawdę chciałbyś wtargnąć do wewnętrznego sanktuarium, w którym rodzą się uczucia drugiej osoby? Czy chcesz sprawować kontrolę nad jej umysłem, dyktując myśli i uczucia, jakie ty pragniesz, aby przeżywała? Czy to w ogóle jest możliwe?
Nawet, gdy jesteś w fizycznej bliskości z partnerem, nadal żyjecie w różnych światach i w tym fakcie tkwi niezwykłe piękno – piękno przebywania z nieznaną, a jednocześnie znajomą osobą. Kiedy przestajesz wierzyć własnym teoriom na temat partnera, powracasz do rzeczywistości własnego życia. Stajesz na solidnym gruncie, z którego możesz docenić druga osobę, bez ingerowania w prywatną sferę, gdzie powstają jej uczucia. Zaczynasz dostrzegać, jaka naprawdę jest . Zaczynasz ją kochać z całego serca i nie oczekiwać niczego w zamian. Kiedy przestaniesz naruszać jej prywatność oraz zaniechasz prób manipulowania i sprawowania nad nią kontroli, poznasz kogoś, kto jest bardziej zdumiewający niż sądziłeś.”

Piąte: Nasz partner/ka ma sprawić, że nasze życie będzie ciekawe i spełnione, a my pełni chęci życia i ekscytacji, pasji
Łatwo w to uwierzyć, bo okres zakochania przynosi nam tyle hormonalnie uwarunkowanych pozytywnych emocji, które błędnie łączymy z naszym partnerem czy partnerką. Jak dzieci, chcielibyśmy, aby życiowe spełnienie przyszło bez konieczności podejmowania przez nas żadnego wysiłku. Kiedy mija zakochanie wydaje nam się zatem, że coś stało się z naszym partnerem i zaczynamy się rozglądać za kolejnym – tym razem tym właściwym – który podtrzyma w nas radość życia już na zawsze… Ale to kolejne złudzenie i bez wzięcia odpowiedzialności za swoje szczęście powtórzymy stary scenariusz.

Praktyka
Dobrym sposobem może tu być poszukanie swojego daru dla świata, swojej pasji, pielęgnowanie kontaktów z innymi, odszukanie momentów, kiedy czujemy, ze jesteśmy w przepływie. Co nam w tym pomaga?

Ostatnio, kiedy widzę mojego partnera, mam ochotę się śmiać. Wzbiera we mnie lekkość i pojawiają się małe przebłyski zrozumienia, co robiliśmy sobie przez te wszystkie lata – wierząc w to, że oto ta najbliższa osoba ma spełnić moje oczekiwania, niezaspokojone w dzieciństwie potrzeby, tęsknoty za pełnym, soczystym życiem, budować poczucie mojej wartości.

A może da się inaczej? Żyć razem, celebrując odmienność bliskiej osoby i wyzwania jakie ona stwarza, niezbędne przecież do rozwoju i wzrostu? W jak największym stopniu dbać o swoje potrzeby samodzielnie i uwolnić bliskich od ciężaru troski o nasze szczęście? Traktować innych z szacunkiem, akceptując w pełni ich prawo do powiedzenia „nie”? Jestem gotowa spróbować.

Reklamy

Komentarze 2 to “Przestałabym kolonizować ludzi”

Trackbacks/Pingbacks

  1. Przestałabym walczyć o miłość, aprobatę i przynależność | Gdybym dorosła - Maj 22, 2014

    […] tą z nich, która określa warunki dla innych. Może odświeżę sobie dawny wpis na ten temat: „Przestałabym kolonizować ludzi”, aby mieć więcej świadomości wokół tego, jak wykorzystuję naturalną potrzebę miłości, […]

  2. … gdybym dorosła … przestałabym walczyć o miłość,aprobatę i przynależność … | Medycyna naturalna, nasze zdrowie, fizyczność i duchowość - Styczeń 11, 2016

    […] tą z nich, która określa warunki dla innych. Może odświeżę sobie dawny wpis na ten temat: „Przestałabym kolonizować ludzi”, aby mieć więcej świadomości wokół tego, jak wykorzystuję naturalną potrzebę miłości, […]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: