Przestałabym czuć się samotna

18 Czer

rozlaczonaRedakcja Polityki” bije na alarm: w Polsce mamy do czynienia z postępującą erozją empatii. Autorka analizy tego zjawiska (artykuł „Wolność, równość, obojętność” z 10 czerwca 2014), Ewa Wilk, pokazuje, że od lat coraz mniej sobie ufamy – według ostatniego badania CBOS z lutego 2014 już 75% z nas deklaruje nieufność wobec obcych. Nieufność łączy się z coraz większą atomizacją – wolny czas spędzamy głownie z partnerem lub najbliższą rodziną, coraz rzadziej utrzymujemy jakiekolwiek kontakty z sąsiadami, w sieci oraz innych mediach aż roi się od hejterskich wypowiedzi, pełnych nienawiści i niczym nieuzasadnionego jadu, normą staje się odczuwanie niechęci do ludzi o innych niż nasze poglądach. I niby wszystko to da się uzasadnić: autorka szuka przyczyn tego stanu m. in. w tym, iż Polakom przez ustawiczną okupację wykształciła się „kultura krzywdy”, nieufności wobec obcych, pozostałości PRL-owskiej propagandy wciąż są przekazywane kolejnym pokoleniom (podział na naszych i zdrajców, kto nie z nami, ten przeciwko nam), a w nas buzuje strach przed nieistnieniem (jeśli się nie wyróżnię, nie będę ważny – zniknę, nie będę nic wart), autorytaryzm Kościoła i szkoły podtrzymuje iluzję, że jest jakaś jedna właściwa filozofia życia. A wszystko to w atmosferze pośpiechu u znikających miejsc pracy oraz sprawnie wyolbrzymianego przez media poczucia zagrożenia i niedostatku. Ale nawet pełne zrozumienie przyczyn tego stanu, nazywanego przez Ewę Wilk wyuczonym autyzmem, nie przesłania faktu, że wciąż płacimy za to ogromną psychologiczną cenę: czujemy się coraz bardziej oddzieleni od innych, więc coraz bardziej samotni.

Tymczasem, co ciekawe, ludzie, którzy doświadczyli oświecenia donoszą, iż tak naprawdę wszyscy jesteśmy ze sobą połączeni, a nawet jesteśmy jednym. Na razie oświecenie mi się nie przytrafiło i chociaż nie tracę nadziei:-), stwierdziłam, że nadszedł czas, aby skończyć z iluzją samotności wspomagając się standardowymi, dostępnymi nam wszystkim sposobami.

A tak naprawdę zainspirowało mnie do tego pewne poruszające doświadczenie.

Jako uczestniczka Worldworku – międzynarodowego seminarium, podczas którego setki osób z wielu krajów zbierają się razem w potężne forum, pracujące nad społecznymi, środowiskowymi i politycznymi kwestiami – miałam okazję obserwować proces grupowy poświęcony nierównościom w dostępie do dóbr i dobrostanu. W pewnym momencie na środku pojawił się czarnoskóry mężczyzna, mieszkaniec Kenii, który szlochając i drżąc na całym ciele wykrzyczał między innymi takie słowa (cytat z pamięci): „I want to live to my highest potential! I want to live my life fully! And I can not and nobody listens! Nobody listens!”

Nie wiem czy miał na myśli siebie, czy też upominał się o uwagę świata w roli reprezentanta takich niedostrzeganych i niewspieranych osób, które w walce o godne warunki życia są pozostawione same sobie (tak się często dzieje w procesie grupowym inspirowanym Psychologią Procesu), ale jedno jest pewne – jego wystąpienie poruszyło mnie i wiele innych osób z kilkusetosobowej widowni bardzo głęboko.

Po raz pierwszy tak namacalnie  zdałam sobie sprawę, że wszyscy – ludzie – jesteśmy dokładnie tacy sami. Gdzieś w głębi, pod powierzchownymi różnicami mamy prawdopodobnie takie samo pragnienie (jedno z wielu nam wspólnych) – żyć w pełni, nie musieć zajmować się tylko przetrwaniem; doświadczać, że wykorzystaliśmy swój potencjał i po prostu nie zmarnowaliśmy życia.

Płynie dla mnie stąd ważne pytanie: „Czy nie jest tak, że sami organizujemy sobie poczucie oddzielenia od innych – przyjmując za prawdę tylko powierzchowne, prymitywne wyobrażenia na temat innych ludzi?”

Do tej pory mieszkańcy Afryki byli, wstyd się przyznać, zbici w mojej świadomości w jedną, walczącą z ogromnymi przeciwnościami masę i oprócz przeznaczania środków na cele mające ich wspierać w walce o przetrwanie, niezbyt potrafiłam się wczuć w ich potrzeby, zobaczyć ich jako takich samych ludzi jak ja. Może to naturalny mechanizm umysłu, ale uświadomienie go sobie daje wybór – tkwić dalej w pułapce uproszczenia i oddzielenia czy poczuć jak wiele nas łączy z każdym innym człowiekiem na świecie. Mnie osobiście ta ostatnia opcja przynosi pocieszenie i znakomicie pozbawia poczucia samotności.

Praktyka

W mojej głowie mocno pracuje teraz pytanie: „Jak możemy siebie nawzajem wspierać w pełnym życiu?”,  „Jak mogę w tym wspierać innych, których spotykam na swojej drodze albo tych, o których wiem, że istnieją i takiego wsparcia potrzebują?”

Praktyka

Kiedy spotykam teraz nowe osoby i obserwuję w sobie pewnego rodzaju dystans, niepokój, poczucie wyższości lub niższości, etykiety; przypominam sobie – ta oto osoba jest taka sama jak ja, chce przeżywać swoje życie w pełni. Do tego dąży wszelkimi znanymi jej sposobami. Chce zrealizować swoje najgłębsze tęsknoty, które na podstawowym poziomie nie różnią się od moich: chce być kochana i kochać, chce być w kontakcie z innymi, przynależeć, realizować się, odnaleźć sens życia. Już samo to wystarczy, aby odegnać uczucie samotności i oddzielenia.

Praktyka

Swojego czasu pisałam na tym blogu o odnajdywaniu swojego plemienia. O tym, że przynależność do wspólnoty, bycia częścią grupy, która podziela moje wartości, docenia mnie i wspiera, to jeden z najważniejszych składników mojego poczucia sensu życia i szczęścia.
Wciąż zgadzam się  z tym, że to świetne remedium na samotność, ale pociąga mnie również zrobienie kroku dalej –
Poszerzanie rodziny/plemienia, czyli grupy ludzi, których uważam za swoich. Pomocne jest w tym dla mnie Nonviolent Communication – metoda, która bazuje na przekonaniu, że jako ludzie dzielimy dokładnie te same potrzeby: bezpieczeństwa, akceptacji, dobrostanu fizycznego i emocjonalnego, autentyczności, przynależności, bycia widzianym, przestrzeni, samorealizacji, zaufania, otuchy, kontaktu z przyrodą i wiele, wiele innych; a różnimy się tylko gdy dochodzi do sposobów, w jakie próbujemy te potrzeby zrealizować. Za każdym działaniem innego mogę wypatrywać zatem dobrej intencji – czego ta osoba pragnie, jakie ważne pragnienie stoi za tym, co zdecydowała się zrobić?

W kontekście ostatnich wyborów jeszcze pogłębił się w Polsce podział na dwa zwalczające się obozy. Ale jeśli spojrzeć na to tak, iż zwolennikom z przeciwnych ugrupowań chodzi w głębi o to samo? Żeby czuć się bezpiecznie, stabilnie, móc żyć w pełni, być pewnym możliwości dobrego życia dla swoich bliskich? Cóż, strategie na to samo mają rożne, ale gdy odwołamy się do tego, co się za nimi kryje, może rozpocząć się przekraczanie poczucia oddzielenia – warunek prawdziwej rozmowy.

Praktyka

Pomocny w poszerzaniu mojego plemienia jest sposób, którym dzieli się Bridget Belgrave, trenerka metody Nonviolent Communication (Porozumienie Bez Przemocy) z Wielkiej Brytanii – praktyka kontaktu z potrzebami, która także w moim przypadku daje bardzo wiele satysfakcji i poczucia łączności z innymi.

Kiedy Bridget jest w kontakcie ze swoją niespełnioną potrzebą, formułuje to tak:

Tęsknię za spokojem. Jest tyle osób na świecie, które też za nim tęsknią. Niech, tak jak i ja, znajdą spełnienie tej potrzeby.”

Gdy kontaktuje się z potrzebą zaspokojoną – mówi sobie: „Czuję się teraz wdzięczna i radosna, bo moja potrzeba bliskości jest spełniona. Tyle innych osób na świecie marzy o jej spełnieniu, oby im się to udało.”

Bridget Belgrave bardzo ceni sobie fakt, iż w momencie, kiedy jest w kontakcie ze sobą, dzięki tej praktyce może być jednocześnie w kontakcie z innymi oraz spełniać swoją potrzebę troski o innych. Uświadomienie sobie, że także wielu innych ludzi w tym momencie tęskni za spełnieniem danej potrzeby, przypomina jej o tym, że na głębszym poziomie jesteśmy tacy sami i zaspokaja tym samym potrzebę wspólnoty.

Praktyka

Dobrym wsparciem w treningu rozszerzania kręgu ludzi, których uważamy za „swoich” jest medytacja miłującej dobroci, podczas której skupiamy się na życzeniu innym, aby byli bezpieczni, szczęśliwi, zdrowi, odnaleźli spokój. Zaczynamy od siebie („Obym była bezpieczna, obym była szczęśliwa, obym była zdrowa, obym odnalazła spokój”) i najbliższych osób, stopniowo rozszerzając grono: nieznajomy z ulicy, ktoś, go kogo czuję urazę,  mieszkańcy mojego miasteczka, mieszkańcy mojego kraju, wszyscy ludzie na świecie, wszystkie istoty na świecie, wreszcie wszechświat…

Praktyka

Odkryłam, że cennym sposobem na przegnanie, a przynajmniej nie pogłębianie, samotności jest dla mnie jak najmniej czasu albo wcale spędzać na Facebooku. Przez długo czas mnie to dziwiło: mimo kilku setek „znajomych”, ilekroć tam zaglądałam, pogłębiało się moje wrażenie samotności. Trochę sprawę rozjaśnił mi film, który przygotował  Shimi Cohen: „The Innovation of Loneliness” – według niego samotność to najbardziej wspólne doświadczenie w dzisiejszym świecie. Sprawy nie polepsza fakt, iż potrzebując kontaktu i więzi, zwracamy się po nią do ostatniego miejsca, gdzie moglibyśmy ją poczuć – i gdzie czeka na nas jedynie jej iluzja. Mamieni złudzeniem, że będąc wciąż w kontakcie, nie poczujemy się samotni, poświęcamy wiele czasu na edytowanie, przykrawanie i dopieszczanie swojego społecznościowego wizerunku, rezygnując z prawdziwej rozmowy (w której głębia kontaktu i intymność bierze się między innymi z tego, że nie możemy do końca kontrolować tego, co za chwilę powiemy). O tym już była mowa – przedstawiając światu swój prze-edytowany obraz, nie możemy liczyć na to, że zrodzą się z tego prawdziwe więzi.Mniej Facebooka to większa szansa na kontakt w realu.

Praktyka

Brene Brown w książce „Z wielką odwagą” zwraca uwagę jak oddzielenie manifestuje się w przestrzeni publicznej – w naszych kontaktach z ludźmi, którzy świadczą nam rożnego rodzaju usługi: sprzedawcami, pracownikami poczty, stacji benzynowej, urzędnikami, itp. Często traktujemy ich przedmiotowo, jak element otoczenia. Nie wykorzystujemy więc okazji, by nasze spotkanie przekształcić w moment prawdziwego międzyludzkiego kontaktu – zamiast rozmawiać przez komórkę w trakcie płacenia, spojrzeć ekspedientce w oczy, powiedzieć świadomie, a nie rutynowo  – dziękuję.  Łączy mi się to z obecną silnie w dzisiejszych czasach tendencją, której również często ulegam, patrzenia na innych wyłącznie przez pryzmat tego, czy i jak mogą zaspokoić nasze potrzeby.  Nie obchodzi mnie co czujesz, czego ty pragniesz, ważne jest, co mogę uzyskać, poświęcając czas na kontakt czy budowanie relacji z tobą? Przy takim podejściu poczucie samotności gwarantowane. Chciałabym być na to bardziej uważna.

Praktyka

W przywracaniu poczucia połączenia z innymi ludźmi pomaga mi również inspiracja płynąca od stoików. Naturalną ludzką reakcją jest, że gdy spotyka nas coś trudnego, zamykamy się w sobie i swoim nieszczęściu, co pogłębia rozżalenie na niesprawiedliwość losu i samotność. Stoicy udowadniają, że pytanie: „Dlaczego tylko mnie to spotkało?” praktycznie nigdy nie jest zasadne.

Piotr Stankiewicz, w książce  „Sztuka życia według stoików” przywołuje słowa Marka Aureliusza: „W każdej przygodzie miej przed oczami tych, których to samo spotkało.”  i dodaje, że: „Na każdej kłodzie, którą los nam rzuca pod nogi znajdziemy prowadzące na druga stronę ślady czyiś stóp. (…) Nic nie spotyka wyłącznie nas, zawsze już kogoś przed nami spotkało, lub dotknie kogoś po nas – zawsze możemy się rozejrzeć, żeby znaleźć kogoś, kto z czymś podobnym musiał się zmierzyć. Nie jesteśmy w swoim nieszczęściu sami. (…) Świat jest po prostu zbyt duży na to, by rozmaite przygody ludzkie nie musiały się od czasu do czasu powtarzać. Zawsze najdziemy jakąś bratnią, współudręczoną duszę, najczęściej zaś – cały legion. I świat nie będzie już musiał się walić na nasza osamotnioną głowę: bo będziemy mieć obok siebie głowy innych. (…) Mocny uścisk dłoni tych, którzy mocują się dzisiaj z tym samym losem, i którzy mocowali się z nim wczoraj, doda nam otuchy i wiary, że można się ni  poddać.”

Według autora współtowarzyszy niedoli możemy zatem szukać w przeszłości, w przyszłości, w literaturze, filmie, teatrze, w bliższym i dalszym otoczeniu. I nie chodzi o to, żeby ich naprawdę fizycznie znaleźć, a raczej o to, by mentalnie mieć wrażenie, że podobny trudny moment, który nam się przytrafił, przeżywało lub przeżywa właśnie wiele innych osób.

Praktyka

Czasami, kiedy zauważam swój oddech, uświadamiam sobie, że nabieram właśnie powietrza razem z kilkoma miliardami innych ludzi – i jak tu się czuć samotną?

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: