Zatrudniłabym swoje ciało jako konsultanta

16 Paźdź

cialokonsutantemNie znoszę podejmować decyzji. To dla mnie prawdziwy koszmar, dni i noce pełne męczarni, które sama sobie funduję. I co gorsza wiem, że decyzje, które podejmę za pomocą „kory nowej”, czyli przemyślane, przegadane z innymi, rozkminione na wszystkie strony, nigdy mnie nie usatysfakcjonują i nie zapewnią spokoju ducha. Listy „za i przeciw” kompletnie się w moim przypadku nie sprawdzają. Przeważnie jeden zestaw potrzeb jest spełniony, a inny równie ważny zestaw – nie. Dalej nie wiadomo, w którą stronę się ruszyć.

Ale na szczęście odkryłam inny sposób. Jest zupełnie wbrew temu, czego nas uczono i co wpiera nam kultura masowa. To działanie wywrotowe. Nie podoba się nauczycielom, politykom, producentom, twórcom reklam, przedstawicielom kościoła i rządu. Nawet bliscy mogą mieć z tym problem.
Wciąż i wciąż jeszcze się tego uczę. Nie jest prosto bowiem zrezygnować z tego, co prowadziło mnie do tej pory: słuchania podpowiedzi umysłu na temat tego, w którą stronę się skierować, co wybrać.
Ale jedno już jest da mnie jasne: moja głowa nie zawsze wie, co jest dla mnie dobre. Kalkuluje, boi się, waha, pożąda, szuka potwierdzenia i miłości na zewnątrz. Często kieruje się tym, co powinnam. Co warto, co trzeba zrobić. Czego się boję. Czego chcą czy oczekują ode mnie inni. Co uznają za słuszne. Co wybiera większość. Miotam się i miotam, męczę niekiedy niemożebnie, próbując wytyczyć jasną drogę w gąszczu sprzecznych często zaleceń i strategii.

Tymczasem moje ciało proponuje mi o wiele mniej skomplikowaną drogę. Dla niego sprawa jest prosta – ma na coś ochotę albo nie. Odpręża się, wibruje radością i ekscytacją, albo napina mięśnie czy wysyła mi czysty sygnał, że coś jest ciężkie.
Lekkie albo ciężkie. Tylko i aż tyle. Uczę się, że to doskonały drogowskaz. Upraszcza i ułatwia życie – już nie muszę poświęcać czasu na nieustanne analizowanie, czy coś zrobić, czy nie. Czy do dobra decyzja, czy niekoniecznie. Ciało po prostu wie: wychwytuje o wiele więcej sygnałów niż logiczny umysł i potrafi wziąć pod uwagę całość naszego jestestwa, a nie tylko racjonalne argumenty.

Taka sytuacja na przykład: uczestniczę w spotkaniu poświęconym możliwości robienia niezwykłego projektu, zgodnego z moimi marzeniami i najgłębszymi wartościami, ze wspaniałymi ludźmi, z którymi chętnie bym współpracowała (to znaczy przekonany co do tego jest mój umysł). A jednak w ciele cały czas czuję duży opór. Jest mi bardzo ciężko. Próbuję mówić sobie, że to nic takiego, że to jest świetny pomysł, ale moje ciało nie odpuszcza. To napięcie i ciężkość to oczywista informacja, że projekt cudowny, ale nie pasuje do mnie i nie przyniesie mi spełnienia. Po krótkiej walce postanawiam sobie zaufać. Przypominam sobie jak kiedyś zmusiłam się do uczestniczenia w międzynarodowej sieci związanej z metodą komunikacji, którą się wówczas pasjonowałam. To była decyzja zupełnie „z głowy”, wręcz przemocowa, bo całą sobą czułam, że nie mam na to najmniejszej ochoty: nie przepadłam za tworzącymi ją ludźmi, nie pasowały mi metody jej funkcjonowania. Bałam się jednak, że coś stracę, że ominą mnie jakieś możliwości działania. Kiedy pojechałam na spotkanie sieci do innego kraju, dostałam prawdziwego ataku paniki, miałam wrażenie, że zaraz umrę. Wówczas aż tyle było mi trzeba, żeby zrozumieć i zaufać, że to nie jest dobre miejsce dla mnie. Odpuściłam więc ten pomysł. Notabene, niedługo po tym spotkaniu, sieć upadła i nigdy nie zwiększyła niczyich możliwości działania:-)

Zgadzam się z Rafałem Ohme, profesorem psychologii, który od blisko 20 lat prowadzi badania nad emocjami i komunikacją, że ciało to nasz najlepszy konsultant. Twierdzi on, że nasza intuicja, szczególnie dotycząca ludzi, nigdy nas nie zawiedzie. Że mówi do nas nieustannie, ale zabiegani, zmęczeni, zbyt pragmatycznie nastawieni, nie dajemy jej zielonego światła. Warunek jest jeden – aby w pełni skorzystać z cichych podszeptów wewnętrznego głosu, trzeba się najpierw wyciszyć. Krótka lub dłuższa medytacja, spacer w parku bez telefonu, i już można skupić się na ciele i tym, co ma nam do powiedzenia, patrząc całościowo na naszą sytuację. Okazuje się, że w naszym brzuchu naprawdę mieszka coś w rodzaju „drugiego mózgu” i „gut feeling” to coś, czemu rzeczywiście możemy dać się prowadzić.
Tezę, że najlepiej zaufać ciału, potwierdza Ann Weiser Cornell, propagatorka i znana w świecie nauczycielka metody Focusingu, czyli w skrócie akceptującego słuchania sygnałów swojego ciała i odkodowywania, jaką ważną wiadomość próbuje nam ono przekazać. Jej wypowiedź z książki „Focusing. Mądrość ciała. Przewodnik po emocjonalnym uzdrawianiu siebie” (właśnie ukazała się po polsku w Wydawnictwie MiND) bardzo we mnie rezonuje i pozwala zrozumieć, dlaczego umysł niekoniecznie, a ciało zawsze wie, dokąd się udać.
„Wielu ludzi rozumie, że ciało „wie”, co jest dla nas dobre i zdrowe, i pokazuje nam drogę do optymalnego stanu zdrowia. Jednak możliwości ciała nie ograniczają się tylko do aspektów fizycznych. Tak naprawdę posiada ono wszechstronną mądrość, która w naszej kulturze bywa rzadko dostrzegana. Nosi w sobie informacje o tym, jak przeżywamy życie, w jakim obszarze potrzebujemy być bardziej sobą, co cenimy i w co wierzymy, co nas zraniło i jak to uzdrowić. Nasze ciała wiedzą, które osoby wokół nas wydobywają z nas nasze najlepsze cechy, a które nas osłabiają i umniejszają. Nasze ciała wiedzą, jaki jest kolejny krok, który zbliży nas do bardziej satysfakcjonującego i pełniejszego życia. Umysł sam w sobie nie ma takiej wiedzy. Pamięta przeszłość, powtarza to, co inni nam powiedzieli, i wymyśla możliwe scenariusze przyszłości – te upragnione i przerażające. Ale przeszłość i przyszłość – pierwotne domeny umysłu – nie są obszarami, gdzie może zajść zmiana. Zmiana odbywa się w teraźniejszości. Darem ciała jest to, że zawsze jest ono obecne w czasie teraźniejszym, jest zawsze tu i teraz.”
To bardzo dobra wiadomość. Ostatnio coraz bardziej jestem przekonana, ze drogą do szczęścia jest życie zgodne z wewnętrznym poczuciem słuszności, innymi słowy w zgodzie z tym, co czujemy, że jest dla nas dobre, zgodne z naszymi wartościami, potrzebami, talentami i darami, które mamy do wniesienia do świata. Słuchanie ciała jest niezwykle skutecznym narzędziem, które nam to umożliwia.
Odkąd zdecydowałam, że zaufam sobie i swojemu ciału, życie naprawdę stało się lżejsze. Czuję, że w każdej sytuacji dysponuję punktem odniesienia, który mnie nie zawiedzie. Że mam jakiś potężny fundament, pewnego rodzaju życiową bazę. I jestem coraz bardziej tu i teraz. To bardzo dobre uczucie.

Praktyka
Ann Weiser Cornell twierdzi, że słuchanie swojego ciała i podążanie za tym, co próbuje nam pozawerbalnie przekazać, to technika stara jak świat, oduczyliśmy się jej tylko w procesie wychowania i socjalizowania, kiedy tłumaczono nam, że powinnyśmy skupiać się zdecydowanie bardziej na tym, czego oczekują od nas inni, niż na sygnałach, które wysyła na ciało. Uczono nas wręcz, aby tym sygnałom i uczuciom pod żadnym pozorem nie ufać („Nie płacz, przecież nic się nie stało!” , Mama wie lepiej, czy jest ci zimno”, „Nie ma powodu, żeby się smucić”, „Na pewno jeszcze jesteś głodna”, itp.)
Jak więc na nowo zbudować w sobie kontakt z ciałem i zaufanie do niego?
1. Kilka razy dziennie zatrzymaj się i sprawdź, co czujesz. Skup się szczególnie na obszarze gardła, karku, klatki piersiowej, żołądka i brzucha. U mnie na przykład najwięcej zawsze dzieje się w gardle i w żołądku. Możesz wykorzystać główne pytanie stosowane w Focusingu – „Co teraz domaga się mojej uwagi?”, a kiedy uda ci się złapać jakieś odczucie w ciele, nawet bardzo subtelne i mgliste (może być również pozytywne!), po prostu je powitaj, albo zaakceptuj i potraktuj z otwartością i ciekawością. Potem opisz je sobie jak najdokładniej – jakie jest? Możesz zapytać delikatnie, co takiego w twoim życiu wywołuje takie odczucie. Czego od Ciebie potrzebuje? Co ciało próbuje Ci zasygnalizować?
2. W sytuacji, gdy czujesz trudne emocje, powróć do swojego ciała i sprawdź, jak ono się czuje? Focusing uczy, że ważne jest, by być w relacji ze swoimi uczuciami, a nie zanurzać się w nich. Ann Weiser Cornell przyrównuje taką sytuację do siedzenia na brzegu jeziora zamiast wskakiwania do niego. Tylko w tym pierwszym przypadku, istnieje słuchacz gotowy wysłuchać wiadomości, które te intensywne emocje próbują przekazać. Powiedz sobie więc: „Jakaś część mnie jest przerażona” zamiast „Jestem przerażona”.
3. Kiedy potrzebujesz podjąć decyzję, przyjrzyj się po kolei możliwym strategiom i reakcji swojego ciała na każdą z nich. Jak odczuwasz w ciele każde konkretne rozwiązanie?

Praktyka
Profesor Ohme proponuje: zwizualizuj sobie w wyobraźni sytuację, czy osobę, której dotyczy decyzja, którą potrzebujesz podjąć. Wsłuchaj się w swoje ciało: czy słyszysz pozytywne czy negatywne „brzęczenie”? Zaufaj tej informacji.

Praktyka
Chciałabym wesprzeć moją córkę w tym, aby nie straciła kontaktu ze swoim ciałem. Obiecuję sobie, że będę bardzo uważna na komunikaty dotyczące jej odczuć, które jej daję. Będę używać języka „ja”, jeśli moje postrzeganie będzie się różnić od jej oceny sytuacji. Czyli na przykład zamiast: „Niemożliwe, że jest ci ciepło, przecież jest kosmicznie zimno”, powiem: „O, to ciekawe, że jest ci ciepło. Ja dzisiaj trzęsę się z zimna”. ”Zamiast: „Nie ma się czego bać, w przedszkolu jesteś bezpieczna.”, powiem: „Widzę, że bardzo się boisz być sama w przedszkolu? To bardzo trudne być tam bez mamy?” Zamiast: „Przytul dziadka, przecież już jedzie do domu!” powiem: „Widzę, że dziś naprawdę nie masz ochoty przytulić dziadka, prawda?” I tak dalej…:-)

A Wy? Czy macie za sobą takie doświadczenia, że Wasze ciało wiedziało więcej niż umysł? I czy go posłuchałyście? A jeśli tak, co z tego wniknęło? Jestem bardzo ciekawa…

Reklamy

Komentarze 4 to “Zatrudniłabym swoje ciało jako konsultanta”

  1. monika Październik 16, 2015 @ 8:19 pm #

    Nie zgadzam się ze stwierdzeniem, ze kierowaniem sie rozumem i namysłem zleca kościół…Ja znam inny kościół ten, który radź by słuchać siebie i tego co mówią nasze emocje i ciało. Bo Bóg chce byśmy byli w pani sobą! 🙂 Tez tak mam tzn na głowę przekonuje siebie do czegos, a cale moje ciało i serducho krzyczą nie. Najlepsze decyzje to te zgodne z lekkością ciała i serca w moim przypadku. Pozdrawiam i dziękuję!

  2. Anita M Październik 17, 2015 @ 8:35 pm #

    Bardzo mądry artykuł. Częściowo stosuję powyższe, np. odnośnie dolegliwości; pytam i próbuję się dowiedzieć w czym jest problem. Jednak nie wiem czy to możliwe, aby słuchać ciała w przypadku podejmowania decyzji. Bo co w przypadku, gdy ciało jest leniwe. Gdy umysł go nie zmobilizuje to się nie ruszy. Albo jeśli czuję napięcie i sztywność w ciele na myśl, że mam pójść na jakieś badanie to mam nie iść? Albo, gdy czuję to samo na myśl o oddaniu dziecka do żłobka to zrezygnować z tego?

  3. kasia łukaszczyk Październik 19, 2015 @ 10:05 pm #

    Reblogged this on Empatia w Życiu.

Trackbacks/Pingbacks

  1. Ekspercki przegląd prasy – Ewa Tyralik – Biblioteka Strefy Rozwoju: wszystko o rozwoju osobistym i zdrowym stylu życia - Luty 28, 2017

    […] mam wrażenie, że Ewa ma wewnętrzny radar do odkrywania ważnych tematów i osób. Bardzo polecam mój ulubiony wpis o słuchaniu ciała. Ewa pięknie pisze w nim o tym, że głowa nie zawsze wie, co jest dla nas dobre. Kalkuluje, boi […]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: