Wykorzystałabym życiowy kryzys, by zalśnić prawdziwym blaskiem

19 Sty

lsniaca2

Wiele z nas stara się zrobić jak najwięcej, aby zapobiec temu, by naszym udziałem stały się trudne i traumayczne życiowe doświadczenia. Choćbyś jednak przeznaczała na to większość życiowej energii, to jeśli masz pępek (czyli jesteś człowiekiem:-), raczej nie uchronisz się przez tym, by przeżyć życie i nie musieć konfrontować się z jakiegoś rodzaju kryzysem. Taka jest bowiem natura naszej ludzkiej kondycji. To może być bolesne rozstanie z kimś najbliższym i wydawało się – nierozerwalnie z tobą związanym, utrata pracy, choroba twoja lub kogoś bliskiego, śmierć rodziców, utrata środków do życia albo komfortu i wygody, przeprowadzka do innego kraju, utrata młodości czy złudzeń na swój temat, odkrycie, że przez większość cennego czasu nasza drabina była przestawiona do niewłaściwej ściany.

Byłam jedną z osób, która na różne sposoby stara się kontrolowac rzeczywistość, aby uchronić się przed dyskomfortem i cierpieniem. Stałam się mistrzynią przewidywania i zapobiegania, ale – jak można się łatwo domyśleć – to nie mogło się udać.

Rok 2016 mnie nie rozpieszczał. 3 groźne dla  życia operacje taty, bardzo poważna choroba wzroku mamy, i wreszcie dramatyczne rozstanie, z tatą mojej córki, moim partnerem przez ostatnie 22 lata – wszystko to złożyło się na niespodziewany i potężny życiowy kryzys.

Przechodziłam kolejne fazy procesu żałoby: złość, szok, niedowierzanie, targowanie się, smutek  i w końcu depresja tak poważna, że z trudem podnosiłam się z łóżka, by zrobić mojej córce śniadanie.

Kiedy zaczęłam myśleć, że w zasadzie śmierć nie jest tak straszna, jak mi się zawsze wydawało, jakaś część mnie poczuła, że musi być jakieś inne wyjście. Chciałam dać przestrzeń wszystkim uczuciom, które się przeze mnie przetaczały. I jednocześnie wewnętrzny obserwator (albo obserwatorka) nie mógł nie widzieć, że duża część mojego codziennego przemożnego cierpienia jest kreowana przez moje myślenie: negatywne myśli o sobie, obwinianie siebie i innych, snucie najgorszych scenariuszy przyszłości i samostraszenie się nimi…

Zobaczyłam, że to mój największy obszar wpływu.

 

Ratunkiemi oraz inspiracją stała się dla mnie też wypowiedź Brandon Bays, twórczyni metody The Journey:

„Kiedy przytrafia ci się niszczące doświadczenie, powinnaś rozpoznać je jako wezwanie do przebudzenia i rozpoczęcia twojej podróży.

Za każdym razem, kiedy przeżywasz traumę,  jest to sposób życia na powiedzenie ci: Obudź się! To czas, aby przybyć do domu, wysłuchać, czego chce nauczyć cię twoja dusza i odkryć, dokąd chce cię ona zabrać.”

Daphne Kingma, psychoterapeutka z USA twierdzi wręcz, że kryzys to wezwanie do rozwoju, do tego, byśmy stali się inni, lepsi, byśmy byli sobą bardziej niż do tej pory:

„Kryzys, w jakim się aktualnie znajdujesz, ma swój cel, a częścią tego celu jest, żebyś w jego toku odczuł w sposób bardzo głęboki inne doświadczenie życia i siebie samego. Rzeczywistość zdaje się dawać ci kuksańca w bok i mówić: myślałeś, że w życiu chodzi o to, aby – mówiąc słowami poety Wiliama Wordswordha (tutaj w świetnym przekładzie Stanisława Barańczaka): „być zaprzedanym codziennej pogoni” – ale tak nie jest. Chodzi o to, aby znaleźć pełniejszy wyraz siebie, poszukać swojego prawdziwego ja, znaleźć własną drogę prze życie i kroczyć nią do realizacji wyłącznie twojego celu życia, do jego pełni.”

Postanowiłam zaprojektować dla siebie rozwojowy proces, którego celem było wykorzystanie tego rozległego kryzysu do tego, by stworzyć życie pełne miłości, śmiechu, piękna, przyjaciół i sensu. Dla mnie i dla mojej 6-letniej córki. Chciałam zrobić swój projekt RISE AND SHINE.

Świadomie nadać sens temu, co mi się przydarzyło, i co z pozoru wydawało się kompletnie bezsensowne.

Zobaczyć, jakie są moje najważniejsze wartości. Pragnienia. Marzenia. Potrzeby. Tęsknoty.

Skąd biorą się moje największe lęki i przeszkody nie pozwalające żyć zgodnie z moją prawdziwą naturą.

Co mogę zrobić w odpowiedzi na nie.

Okryć swoją prawdziwą naturę i zacząć nią lśnić na co dzień.

Dorosnąć w kryzysie.

Jednym zdaniem: chciałam się podnieść z kolan, na które rzuciło mnie życie i zacząć prawdziwie żyć, z głębi swojej natury.

Udało mi się to, ale droga była długa i mocno pod górę…

Zobacz, co z tego wszystkiego wyniknęło…

baner1

Reklamy

Jedna odpowiedź to “Wykorzystałabym życiowy kryzys, by zalśnić prawdziwym blaskiem”

  1. franticabyss Styczeń 23, 2017 @ 10:10 pm #

    Kryzys bywa ozdrowieńczy, ale potrzeba bardzo dużo czasu i udanego wglądu w siebie i w stan rzeczy. Jeszcze nie raz będą Cię dopadały te myśli, (obwinianie siebie i innych, wizje przyszłości), wracaj wówczas mocno do siebie samej.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: