Archiwum | bycie RSS feed for this section

Uwierzyłabym, że jestem ok

5 Lu

nie okZaczyna się w niemowlęctwie, już wówczas uczymy się wychwytywać czy ważne osoby – rodzice lub inni opiekunowie są z nas zadowoleni i dostosowywać się do ich, wyrażonych mniej lub bardziej wprost, oczekiwań – od tego przecież zależy nasze przeżycie i spełnienie fundamentalnych życiowych potrzeb.

Potem jest już tylko gorzej: przechodzimy do ery „grzecznych chłopczyków” i „grzecznych dziewczynek” albo „łobuzów”, „niewdzięcznic”, „leniów” i „ty mnie wykończysz” czyli etykietowania nas pod różnymi względami – otoczenie na rożne sposoby daje nam znać, czy jesteśmy ok czy nie. Najczęściej nie. Uczymy się zatem, że to na zewnątrz istnieje źródło, które ma prawo zdecydować o naszej wartości i wielu prawach (np. prawie do doświadczania miłości, uwagi, troski). Zamiast mocno stanąć na własnych nogach, stajemy się jak wiotkie drzewa na wietrze – zależne od jego kaprysów.

Później dochodzi szkoła, z jej głównym komunikatem – „coś jest z tobą nie tak i zaraz ci to udowodnię” i kultura konsumpcyjna, która na tysiące mniej lub bardziej subtelnych sposobów wciska nam przekaz – jeszcze nie jesteś ok, ale już za chwilę – gdy kupisz kolejny produkt lub usługę – może się to zmienić i poczujesz wreszcie ulgę. Tak się oczywiście nie stanie. W tym scenariuszu nigdy nie osiąga się mety, a poprzeczka w wyścigu do poczucia się wreszcie ok  jest podnoszona wyżej i wyżej. Nie jesteś i nie będziesz ok.

Można podsumować, że żyjemy w cywilizacji opartej na tym, że prawie wszyscy jej uczestnicy wierzą w kilka wielkich kłamstw:  „Ja nie jestem ok”, „Ty/Wy nie jesteś/cie ok”, „Ona/ona/oni nie są ok”.

Byron Katie, autorka metody The Work mówi o tym tak: ” Większość ludzi od dzieciństwa przeznacza ogromną ilość energii na niestrudzone poszukiwanie tych rzeczy, posługując się rozmaitymi metodami mającymi zagwarantować, że zostaną dostrzeżeni, zadowolą druga osobę, zrobią na niej wrażenie i zdobędą jej miłość. Uważają, że na tym polega sens życia.”

Praktyka

Pierwszy krok to uświadomienie sobie, że choć to najprawdopodobniej nasi rodzice byli pierwotnymi autorami przekazu „Nie jesteś ok”, dziś nie muszą nic już robić. Robimy to za nich – dogłębnie zinternalizowaliśmy przekaz, że musimy się zmienić, by zasłużyć na miłość, bycie widzianym, zrozumianym, docenionym, wziętym pod uwagę. Potrzebna jest więc decyzja, że chcę zmienić komunikat, który do siebie kieruję na: „Jestem ok, bo po prostu istnieję” lub „Istnieję, więc jestem ok”. Dla mnie pomocne są słowa  Piotra Fijewskiego z książki „Jak rozwinąć skrzydła”: „Daję sobie prawo do istnienia. Jestem na tym świecie i mam prawo tu być. Mam prawo istnieć i akceptuję to, niezależnie od tego, na ile i komu jestem potrzebny i co inni myślą o mnie i moim myśleniu, Mam prawo do własnych potrzeb i przyjemności, podobnie jak inni ludzie. mam prawo do korzystania ze swoich osobistych praw. Mam prawo do robienia tego, co chcę, dopóki nie rani to kogoś innego. ”

Praktyka

Kolejny krok to umocnienie tego przekonania w sobie. Tutaj pomocne mogą być następujące praktyki:

  • Stworzenie listy osób, od których w ciągu swojego życia dostałaś/dostajesz  przekaz: „Jesteś ok”.
  • Jeden z nauczycieli duchowych – Adyashanti – opowiadał jak w dzieciństwie doszedł do bardzo zdrowego wniosku, że dorośli są szaleni – wierzą w rzeczy, które nie istnieją, przejmują się rzeczami, które nie są ważne, nie cieszą się życiem. Zauważmy, że większość z nas na podstawie tego, co mówili do nas i o nas dorośli, wysnuła zupełnie odmienny, nieprawdziwy i bardzo obciążający dla nas wniosek – że to z nami jest coś nie tak… A gdyby tak, skonstatować dziś – jak mówi moja znajoma do swoich synów, gdy przybiegają ze skargą: „Mamo, on powiedział, ze jestem głupi!” – on się po prostu pomylił? On, ona, oni – byli w błędzie – nie widzieli mojej prawdziwej natury, mojej niezbywalnej i stałej wartości biorącej się stąd, ze żyję. Uff, nagle życie jawi się w nowym świetle, z ramion spada wielki ciężar. Oni się pomylili…
  • Powtarzanie sobie „jestem ok” i rozkoszowanie się uczuciem jedności z życiem, które to wywołuje. Ja wyobrażam sobie, że mówię to do siebie na rożnych etapach rozwoju: niemowlaka, małego dziecka, nastolatki, teraz …
  • Bardzo dobrze działa na mnie podpowiedziany przez terapeutkę sposób – gdy spotykamy się z niezrozumieniem, brakiem docenienia, itp. , możemy sobie powiedzieć: „On, ona, oni nie są jeszcze na mnie gotowi”:-), a w przypadku, gdy czujemy, że ktoś próbuje przekazać nam, że nie zasługujemy na miłość – „To on/ona/oni nie zasługują na mnie”.
  • Piękna podpowiedź z metody Mind-Body Bridging: Zamknij oczy, wsłuchaj się w dźwięki płynące z otoczenia i poszukaj wewnątrz siebie swojego uszkodzenia. Gdy naprawdę skontaktujemy się ze sobą, nie sposób go znaleźć. Czujemy, ze jesteśmy pełni i kompletni, niczego nam nie brakuje i wszystko jest dokładnie takie, jak ma być.
  • Byron Katie proponuje zastanowić się, czego nie lubimy w zabieganiu o aprobatę innych oraz kim jesteśmy, gdy rezygnujemy z prób zdobycia miłości i uznania innych. „Jak postępujesz, gdy sądzisz, że potrzebujesz miłości innych ludzi? Czy stajesz się niewolnikiem ich aprobaty? Czy prowadzisz sztuczne życie, ponieważ nie potrafisz myśleć, że możesz zostać odrzucony? Czy starasz się odgadnąć ich oczekiwania, a później usiłujesz je spełnić? Szczerze mówiąc, w ten sposób nigdy nie zdobędziesz ich miłości. Będziesz próbował stać się kimś innym niż jesteś, a gdy powiedzą „kocham cię”, nie uwierzysz, ponieważ w rzeczywistości kochają sztuczna atrapę. Zabieganie o miłość innych jest bardzo trudne, a nawet śmiertelnie niebezpieczne. Dążąc do tego można utracić swoje prawdziwe ja. „
  • Zapytanie siebie: Jaka mogłaby być inna moja motywacja do działania niż potrzeba aprobaty?
  • Zapytanie siebie: Jakie ważne potrzeby chcę spełnić próbując dostosować się do oczekiwań innych, którzy ewentualnie wydadzą werdykt „Jesteś ok”? Miłości, akceptacji, przynależności, bezpieczeństwa, kontaktu, doświadczania troski…? Jak mogę spełniać te potrzeby nie rezygnując z siebie, bez poświęcania się i dopasowywania?
  • Uświadomienie sobie, jak mało  skuteczną strategią (a nawet nieco szaloną:-)) jest nieustannie próbować zasłużyć na miano „osoby ok” – potrzeby i oczekiwania innych zmieniają się jak w kalejdoskopie, są często ze sobą sprzeczne (np. dziecko chce, abyś była osobą bardziej wyrozumiała, mąż – bardziej stanowczą w byciu matką. Szef – więcej czasu spędzała w pracy, córka – w domu, itd.). Można oszaleć miotając się w tym wszystkim.
  • Zadawanie sobie codziennie pytań: „Co w sobie kocham?”,  „Za co się dziś doceniam?” oraz „Jak świat mnie wspiera?” (będziecie oszołomieni na ile rożnych sposobów – musicie więc być ok)
  • Czego nie robię, bo boję się, że dostanę komunikat „Nie jestem ok”? Co najgorszego by się stało, gdybym to zrobiła? Czy odważę się sprawdzić?
  • Zauważenie nieustannej presji, którą na siebie wywieramy, nigdy nie dając sobie prawa, by być takimi, jacy jesteśmy: zrób listę, jaki/a powinnaś się stać: bystrzejsza, kreatywniejsza, bardziej skuteczna w pracy, bogatszy, szczęśliwszy, silniejsza, piękniejsza, mniej agresywny, bardziej decyzyjny, bardziej niezależna, chudsza, lepsza jako matka, bardziej zorganizowany, itp. itd. Na pewno uderzy Cię długość i okrucieństwo płynące z tego spisu podstawowej nie-akceptacji siebie. Oraz nierealność tych oczekiwań.
  • Miki Kashtan – trenerka Nonviolent Communication z USA dzieli się swoją praktyką, a jest nią mówienie sobie – moja wartość jest taka sama jak wszystkich ludzi, którzy żyli przede mną, żyją teraz i będą żyć.
  • Przypominanie sobie, ze wszyscy pochodzimy z dokładnie tego samego  Źródła, czymkolwiek ono jest – jesteśmy manifestacją energii, kreatywnej siły, która nas stworzyła.
  • Uświadomienie sobie ile energii poświęcamy na to, by robić „właściwe rzeczy”. Właściwe – z punktu widzenia innych. A gdyby tak włożyć tę energię w rzeczy właściwe dla mnie, dla mojej duszy? Jak wyglądałoby moje życie?

Praktyka

Krok trzeci – uświadomienie sobie jak swoimi działaniami podtrzymuję w innych poczucie, że nie są ok i praca w kierunku zmiany tej postawy.

  • Zauważenie jak użytkuję innych próbując czy zmusić ich do tego, by zaspokajali moją potrzebę bycia ok. Czy widzę w pełni mojego partnera , moje przyjaciółki, moich rodziców, współpracowników, adoratorów? Co tracę przez takie ograniczone patrzenie? Przede wszystkim  kontakt  żywym człowiekiem – a nie z narzędziem do spełniania moich potrzeb.
  • Jak używam manipulacji „Nie jesteś ok” w stosunku do innych, których chcę „zmusić” do podporządkowania się moim potrzebom, żądaniom czy wizji świata?
  • Czy dzielę świat na tych, którzy są ok, bo mają podobną wizję świata jak ja i obcych, którzy jej nie podzielają? Jakie potrzeby próbuję w ten sposób spełnić? Bezpieczeństwa, stabilności, przewidywalności, bycia ok właśnie? Co tracę? Czy poczuie takiego oddzielenia nie jest bolesne?
  • Koniec z plotkowaniem. Pięknie analizuje to zjawisko Avikal E. Constantino w książce „Freedom to be Yourself. Mastering the Inner Judge”. Według autora plotkujemy, bo przeżywamy wówczas chwilę ulgi – sprzymierzając się z naszym wewnętrznym krytykiem wobec kogoś innego, nie musimy sobie radzić z oskarżeniami wobec siebie samych. Przez chwilę czujemy, ze wiemy, co jest słuszne, czujemy się lepsi od innych. Jednak to broń obosieczna, bo ma bardzo negatywny wpływ na nasze relacje i podtrzymuje kulturę „nie bycia ok” i daje siłę wewnętrznemu krytykowi. Ulga zaś jest tylko chwilowa.

Byron Katie trochę żartobliwie,  a trochę nie,  mówi, że kiedy wchodzi do sali pełnej ludzi jest pewna, że wszyscy ją kochają. Tylko o tym jeszcze nie wiedzą:-) Jak rozumiem, jeszcze nie przebudzili się na  tyle, aby widzieć swoją i innych prawdziwą naturę – a tego właśnie nam wszystkim życzę.

Reklamy

Byłabym w swoim życiu

13 List

Kilka dni temu moja niespełna trzyletnia córka zadała mi pytanie, które wgniotło mnie w fotel: „Mamo, czy jesteś w swoim życiu?„. Zaskoczyło mnie niewątpliwie, że trzylatka potrafi skonstruować takie zdanie, ale jeszcze większe wrażenie zrobiła na mnie próba odpowiedzenia jej i sobie na to pytanie.

Otóż córeczko, z przykrością muszę odpowiedzieć, że nie – nie za bardzo jestem w swoim życiu.

Po pierwsze: nie ma mnie tu i teraz

Większość czasu spędzam myśląc o tym, co może się wydarzyć w przyszłości – negatywnego i pozytywnego. Rozpamiętuję, co się nie wydarzyło, a powinno (bo wówczas moje życie byłoby spełnione), planuję rożne rzeczy, które chciałabym, żeby się wydarzyły (bo wówczas moje życie wreszcie będzie spełnione), dużo energii tracę na wypieranie trudnych uczuć, słowem – robię wiele, aby uciec od bieżącej chwili. Ronald D. Siegel w swojej książce „Uważność. Trening pokonywania codziennych trudności  (Wydawnictwo Czarna Owca) pokazuje jak bardzo mechanizm myślenia, przewidywania problemów i planowania  działań w calu zaspokajania potrzeb pomógł nam w ogóle przetrwać i jednocześnie, jak jest kosztowny – pozbawia nas prawie całego bogactwa doznań płynących z bycia w obecnej chwili. Kiedy myślimy o tym, co może się nie udać, płacimy także na poziomie fizjologii – włącza się system reakcji obronnych, powodując lęk, przygnębienie i zniechęcenie. Bardzo często także mózg wyolbrzymia to, co dobrego mogłoby się zdarzyć i jak przyjemnie wówczas byśmy się czuli – spędzamy więc wiele nieprzyjemnych chwil, frustrując się, że jeszcze tego nie mamy, albo  – gdy wymarzona sytuacja wreszcie się wydarzy – próbując sobie poradzić z rozczarowaniem, że wcale nie jest tak pięknie jak w naszych wcześniejszych wyobrażeniach. Czytaj dalej

Byłabym dobrą matką. Według swojej definicji.

30 Sty

Być dobrą matką – która z nas tego nie chce? Tylko, co to w ogóle znaczy? Od dwóch lat, czyli odkąd urodziła się moja córka, próbuję odnaleźć się w gąszczu dziesiątek oczekiwań i zaleceń (często sprzecznych), które sprawią, że zasłużę na ten tytuł, a moje dziecko zyska szansę na udane życie.

W pewnym momencie ta presja osiągnęła już we mnie takie natężenie, że groziła utratą jakiejkolwiek radości z bycia matką.

Ekologiczne warzywa – zorganizuj co tydzień i zarób na nie, codziennie musi jeść świeżo ugotowane potrawy, najlepiej w pełni zrównoważone, z mięsem (koniecznie – inaczej grozi jej anemia – to mój pediatra;  absolutnie – to zbyt obciążające dla małego organizmu – to mój pediatra homeopata), szczepienia – najlepiej wszystkie dostępne – to mój pediatra;  żadne, albo jak najmniej – bo to zupełnie zniszczy jej odporność – to kilku lekarzy holistycznych, także pediatrów. Potrzeby – najlepiej spełniać wszystkie (Rodzicielstwo bliskości); trzeba dążyć, by zawsze znaleźć rozwiązanie pozwalające wziąć jej potrzeby pod uwagę na równi ze swoimi (Nonviolent Communication), lepiej nie spełniać wszystkich potrzeb, szczególnie gdy nie mamy na to najmniejszej ochoty, bo straci poczucie bezpieczeństwa i stanie się egocentryczna (terapeutka). Dbaj, by nie było jej zimno, ale jednocześnie uważaj, bo przegrzanie jest równie groźne. Organizuj jej kontakty z innymi, ale chroń przed chorobami. Bądź cały czas blisko, ale nie poświęcaj się dla niej. Już teraz pomyśl o najlepszym przedszkolu i szkole. I tak dalej, i tak dalej… Czytaj dalej

Czasem usprawiedliwiałabym się zbyt dobrym samopoczuciem, by coś robić

29 List

Ten pomysł Paula Pearsall’a, autora „Toksycznego sukcesu”, na przywrócenie równowagi w życiu bardzo mnie rozbawił i jednocześnie zwrócił uwagę na głębszy problem. To bardzo symptomatyczne, że aby pozwolić sobie nic nie robić musimy mieć zazwyczaj fatalne samopoczucie. Dopiero migrena, grypa czy depresja dają nam usprawiedliwienie, aby po prostu przez chwilę pobyć. Co takiego jest w robieniu czegoś? Czy istniejemy tylko kiedy coś robimy? W rok po urodzeniu córki zaczęłam mieć dziwne nastroje. Marzyłam tylko o tym, by wślizgnąć się do łóżka i spędzać tam całe dnie. Nic nie robiąc. To było oczywiście niewykonalne, ale ta chęć się pogłębiała i w końcu, gdy nie reagowałam, moje ciało zdecydowało „Basta!  Teraz jest czas odpoczynku”. Straciłam kompletnie energię do czegokolwiek. Wciąż nie chciałam się poddać – robiłam badania krwi – wszystko było w porządku, poszłam na terapię – bo może to depresja. Ale to było po prostu ogromne zmęczenie i potrzeba zintegrowania tej ogromnej zmiany, która zaszła w moim życiu. Czytaj dalej