Archiwum | odpowiedzialność za siebie RSS feed for this section

Czasem usprawiedliwiałabym się zbyt dobrym samopoczuciem, by coś robić

29 List

Ten pomysł Paula Pearsall’a, autora „Toksycznego sukcesu”, na przywrócenie równowagi w życiu bardzo mnie rozbawił i jednocześnie zwrócił uwagę na głębszy problem. To bardzo symptomatyczne, że aby pozwolić sobie nic nie robić musimy mieć zazwyczaj fatalne samopoczucie. Dopiero migrena, grypa czy depresja dają nam usprawiedliwienie, aby po prostu przez chwilę pobyć. Co takiego jest w robieniu czegoś? Czy istniejemy tylko kiedy coś robimy? W rok po urodzeniu córki zaczęłam mieć dziwne nastroje. Marzyłam tylko o tym, by wślizgnąć się do łóżka i spędzać tam całe dnie. Nic nie robiąc. To było oczywiście niewykonalne, ale ta chęć się pogłębiała i w końcu, gdy nie reagowałam, moje ciało zdecydowało „Basta!  Teraz jest czas odpoczynku”. Straciłam kompletnie energię do czegokolwiek. Wciąż nie chciałam się poddać – robiłam badania krwi – wszystko było w porządku, poszłam na terapię – bo może to depresja. Ale to było po prostu ogromne zmęczenie i potrzeba zintegrowania tej ogromnej zmiany, która zaszła w moim życiu. Czytaj dalej

Reklamy

Stworzyłabym wspólnie misję swojej rodziny

23 List

Stephen R. Covey, autor bestsellera „7 nawyków skutecznego działania” zachęca w książce „7 nawyków szczęśliwej rodziny” do potraktowania rodziny jako najbardziej podstawowej organizacji na świecie. Skoro więc deklaracja misji odgrywa tak kluczową rolę w osiąganiu sukcesu przez organizacje biznesowe, dlaczego nie wykreować wizji rodziny, kótrą wszyscy członkowie będą chcieli wspierać i która zapewni im poczucie przynależności i bezpieczeństwa? To szczególnie ważne, gdy pojawiają się dzieci, bo bez wspólnego systemu wartości i jednoczącego poczucia wspólnej wizji mogą dać się unosić bezwolnie rożnym prądom – twierdzi Covey.

Mnie ten pomysł bardzo zainspirował. Wydaje mi się, ze wizja celu i świadomość wartości jest zawsze wzmacniająca, spajająca i jest się do czego odwołać w razie trudnych sytuacji. Czytaj dalej

Wzięłabym odpowiedzialność za to, aby czuć się kochaną

21 List

Gary Chapman, amerykański terapeuta i autor wielu książek na temat związków dzieli się swoją teorią o tym, że strategie zaspokajania potrzeby miłości można podzielić na 5 grup, które nazwał 5 językami miłości.

Oto one:

Słowa docenienia i wsparcia

Wyrażanie naszej miłości słowami, mówienie o tym, co nam się w partnerze/rce podoba, dlaczego przebywanie z nią/nim sprawia nam radość. Zachęcanie go jej/jego do tego, by robiła to, co daje jej spełnienie, wzmacnianie jej/jego poczucia własnej wartości.

Publiczne docenianie swojego partnera/ki, świętowanie jego/jej talentów.

Jak często wychodzimy poza patrzenie na bliską osobę tylko jako na główne źródło zaspokajania naszych potrzeb i zaczynamy się zachwycać tym człowiekiem, z którym mamy zaszczyt dzielić życie? Czytaj dalej

Pamiętałabym, że nic nie muszę i zawsze mam wybór

16 List

Marshall Rosenberg, twórca metody Nonviolent Communication (Porozumienie Bez Przemocy) wierzy, że wszystkie nasze zachowania mają swój cel – zaspokoić jakąś potrzebę. Jednak tylko w wyjątkowych przypadkach jesteśmy w stanie je wyrazić, ponieważ na ogół nie jesteśmy świadomi ich istnienia. Najczęściej nasza uwaga skupia się na tym, co nas otacza. Widzimy, słyszymy i czujemy, co dzieje się wokół nas i umacniamy naszą wiarę w to, że zdarzenia te powodują nasze reakcje. Jednak w rzeczywistości błyskawicznie porównujemy to, co rejestrują nasze zmysły z naszymi potrzebami i czujemy się dobrze jeśli to, co zachodzi, zgadza się z nimi, lub źle, gdy jest inaczej.

Nasza kultura uczy nas negowania prawa wyboru;  tłumaczymy nasze działania okolicznościami, nie bierzemy odpowiedzialności za swoje myśli i uczucia.

Muszę, powinienem/powinnam, nie mogę, przez ciebie czuję się, tak trzeba… to typowe sformułowania zaciemniające fakt, że wybór mamy zawsze. Czytaj dalej

Przestałabym wierzyć, że moje szczęście zależy od mojego partnera

28 Paźdź

To naprawdę niezłe kłamstwo, które przysparza mnie, a pewnie i wielu innym kobietom sporo cierpienia.  Bo gdyby był bardziej czuły, gdyby lubił rozmawiać, gdyby mnie bardziej doceniał, słowem –  robił to, czego oczekuję, wtedy, tak wtedy wreszcie mogłabym być szczęśliwa. Cóż, a skoro on nie współpracuje, jestem skazana na bycie nieszczęśliwą. To rodzaj współuzależnienia – gdy moje samopoczucie uzależniam od jego humoru, umiejętności, działań. Tłumaczę, namawiam, obwiniam, kontroluję, szantażuję, krytykuję, chwalę to, czego chciałabym od niego więcej – czyli manipuluję na wszystkie możliwe sposoby, a on wciąż jest jaki jest. Chyba już czas uwierzyć, że się nie zmieni. A moje szczęście zależy tylko ode mnie. O ile łatwiej było przerzucać tę odpowiedzialność  na niego. Jesli przestanę wierzyć, że moje szczęscie to jego sprawa (i obowiązek!), będę musiała coś zrobić ze swoim życiem. Na przykład zobaczyć jakie są moje najważniejsze potrzeby i co robię, żeby je zaspokoić. Oprócz już wspomnianej niefektywniej pracy nad partnerem, żeby to on się tym zajął:-)

Robin Norwood w książce „Kobiety, które kochają za bardzo” pięknie to podsumowuje: „Prawdziwa akceptacja drugiego człowieka, zaprzestanie wszelkich prób, by go zmienić, stosując zachetę, manipulację bądź przymus, to bardzo wysoka forma miłości i, dla większości z nas, bardzo trudna. U podstaw wszystkich naszych dążeń do przeobrażenia drugiej osoby leży zasadniczo egoistyczny motyw: przeświadczenie, że dokonawszy transformacji w partnerze, staniemy się szczęśliwe. W pragnieniu szczęścia nie ma nic złego, lecz szukając źródeł tego szczęścia poza nami, w drugim człowieku, unikamy odpowiedzialności  za ulepszenie naszego życia. (…) Wiekszośc z nas potrafi zaznawać szczęścia i pełni życia w stopniu większym niż nam sie zdaje. Często jednak nie sięgamy po szczęście, gdyż wierzymy, że to czyjeś zachowanie nam nie pozwala. Ignorujemy obowiązek rozwijania i ulepszania samych siebie, bo uparcie próbujemy przeobrażać innych – knujemy, manewrujemy, manipulujemy, a gdy poniesiemy klęskę, ogarnia nas złość, zniechęcenie i depresja. Próby odmienienia drugiego człowieka zawsze powodują frustrację i przygnębienie, lecz jeśli właściwie wykorzystamy swoją moc i postaramy się ulepszyć własne życie, czeka nas radość.”

Myślę sobie coraz częściej,  że uzależnianie własnego szczęścia od zachowania innego czlowieka, to strategia szalona, wręcz samobójcza-  pozbawia możliwości życia w pełni. To ciągłe czekanie aż partner pozwoli mi rozpocząć prawdziwe życie – kiedy tylko się zmieni – jest wielkim samooszukiwaniem siebie.

Podoba mi się koncepcja szkła powiększającego i lustra przedstawiona przez Susan Jeffers. Szkło powiekszające to symbol obwiniania parnera za nasze poczucie bycia nieszczęśliwą, co przyczynia się do odczucia bezsilności i braku mocy. Susan proponuje by zamienić szkło powiększające na lustro – aby patrzeć wgłąb siebie i wziąc odpowiedzialność za nasze działania i reakcje na to co dzieje się w relacji. Przyglądam się zatem nie temu, co robi mój partner, ale co ja robię lub nie robię, co czyni mnie nieszczęśliwą. I nie chodzi o to, by teraz zacząć obwiniać siebie, ale by wreszcie coś zrobić. Podnosząc lustro, sięgasz po swoją siłę, mówi Susan.

Praktyka

Szkło powiększające:  On za mało opiekuje się naszym dzieckiem, przerzucając na mnie odpowiedzialnosć za nie

Lustro: On naprawdę ciężko pracuje, a prawie cały czas poza pracą poświęca na opiekę nad małą. Co mogę zrobić, żeby opieka nad nią była mniejszym obciążeniem dla mnie? Co możemy zrobić razem? Czy nie jest tak, że chcę się nią opiekować perfekcyjnie, może potrzeba mi w tym więcej luzu? Może z większą determinacją powinnam korzystać z czasu, kiedy małą opiekuje się niania lub partner? Trudno mi też odpuścic kontrolę nad większością spraw jej dotyczących – więc sama dźwigam ten ciężar. Może mój partner może jeden dzień w tygodniu wrócić wcześniej z pracy?

Praktyka

Odpowiedzialność za jakie swoje potrzeby przerzucam na partnera? Potrzebę docenienia. Potrzebę bezpieczeństwa. Potrzebę przygody, oczuwania namiętności, radości życia, kontaktu. Poczucia własnej wartości. Intymnosci i bliskości. Sporo tego jak na jednego mężczyznę.

Co mogę zrobić sama?


Praktyka

Przez tydzień będę żyła tak, jakbym nie mogła na nikim, a szczególnie na moim  partnerze polegać. Zobaczę jak to jest – wykorzystywać swoje talenty do załatwiania spraw, na których mi zależy i dbania o swoje potrzeby.

Praktyka

Ta afirmacja ma mi przypominać, że:

ABY BYĆ SZCZĘŚLIWĄ, POTRZEBUJĘ TYLKO SIEBIE.