Archiwum | Uncategorized RSS feed for this section

Byłabym świadoma swoich rang

14 List

W ostatnich dniach bardzo mnie poruszyła koncepcja rang i konsekwencji wynikających z tego, czy je sobie uświadamiamy czy nie.

Według Arnolda Mindell’a, twórcy psychologii zorientowanej na proces (POP), rangi to zestaw przywilejów, odziedziczonych lub nabytych, których najczęściej nie jesteśmy świadomi. A brak tej świadomości sprawia, że patrzymy z góry na tych, którzy mają mniejsze możliwości, marginalizujemy ich frustrację, wyzwania i cierpienie. „Konflikty spowodowane rangą są wszędzie na porządku dziennym. Słabsi czują się zranieni i wściekli, kiedy silni nie zdają sobie sprawy ze swojej siły. Uświadomienie sobie własnej rangi zmniejsza ogólne napięcie i redukuje konflikty.” To m. in. skutkiem nieświadomości jest terroryzm – wynikające  z totalnej bezradności wołanie o dostrzeżenie rang oraz działanie w kierunku zniwelowania nierówności w dostępnie do przywilejów.

„Ranga psychologiczna jest jak narkotyk, który zmienia naszą świadomość, nie pozwalając nam dostrzec cierpienia innych. Powoduje, że patrzymy na nich z góry i widzimy w nich tylko „ofiary”. Pozwala nam odciąć się od ich problemów, nasze ego nas od nich izoluje. Nawet jeśli kiedyś doświadczyliśmy bólu, teraz nie przejawiamy żadnej ochoty aby pomóc krzywdzonym. Żądamy, żeby czuli się tak jak my, nie chcemy zrozumieć ich położenia.”

Rangi wydają się czymś naturalnym i oczywistym – kiedy próbuję sprawdzić gdzie nie dostrzegam swoich przewag i przywilejów, uderza mnie jak jest tego dużo .

Rasa – nawet w Polsce można zauważyć, że biała cieszy się większym poważaniem niż inne, pozwala na identyfikację z większością.

Polska narodowość – demokracja, stabilność polityczna, pokój, brak walk etnicznych, klęsk żywiołowych (oprócz powodzi), swobodne podróżowanie (moja znajoma nie mogła przez 9 lat odwiedzić syna, którego pozostawiła w Mongolii, bo nie mogłaby legalnie wrócić do Polski, gdzie zdobywa środki na jego utrzymanie i studia), możliwość prowadzenia własnego biznesu, rozwoju, wykształcenia, dostępu do służby zdrowia, jedzenia, możliwość posiadania swojego domu i wiele, wiele więcej.

Klasa ekonomiczna  – mam własną firmę, pracuję w Warszawie, nie muszę się martwić o codzienne przetrwanie jak wielu Polaków. Własna firma daje mi przywilej robienia tylko tego, co jest zgodne z moimi wartościami, decydowania o godzinach pracy i wielu innych rzeczach, spotykania inspirujących ludzi, spełniania życiowej misji.

Wiek – w porównaniu z moją 2-letnią córką mam ogromną przewagę w liczbie możliwości działania i przeprowadzania swojej woli (plus ogromna ranga wynikająca z bycia rodzicem), jestem jeszcze stosunkowo młoda w kulturze, w której ceni się młodość. Alicja Długołęcka, seksuolożka opowiada wywiadzie z Pauliną Reiter w Wysokich Obcasach Extra („Pokaż swoją Pippi”) o fenomenie znikających kobiet – w Polsce kobieta po 50-tce stają się niewidzialne nie tylko dla mężczyzn, ale i dla swoich dzieci oraz na rynku pracy.  Co jest wielkim absurdem oczywiście, bo takie kobiety są w w pełni sił twórczych, mają doświadczenie i przestrzeń na zaangażowanie się w nowe rzeczy. Tymczasem mają już tylko do wyboru zostać aseksualną babcią albo zamilknąć w domowych pieleszach.

Zdrowie – pełnosprawność, wzrok, słuch, mowa, możliwość poruszania się – gdy pomyślę o  6 -miesięcznym leżeniu w ciąży, kiedy byłam całkowicie zależna od innych, zadziwia mnie, jak szybko zapomina się o tym, że te możliwości sa teraz dostępne i ile dają przywilejów w społeczeństwie;

Orientacja heteroseksualna  – o ile łatwiejsze jest moje życie od życia osób o orientacji homoseksualnej w rożnych sferach: społecznej, rodzinnej, zdrowotnej, możliwości zawarcia formalnego związku, adoptowania dzieci (chociaż tutaj akurat mam niższą rangę od tych, którzy zawarli związek małżeński)

Wykształcenie – wyższe wykształcenie daje mi więcej możliwosci zarabiania i szacunku społecznego niż doświadczają tego osoby bez takiego wykształcenia

Bycie w związku – choć coraz bardziej bycie singlem zdaje się być wartością, jednak w mniejszych miejscowościach i na wsiach trudniej się wówczas cieszyć  pewnego rodzaju społecznym szacunkiem. Plus możliwość dzielenia obowiązków, korzystania ze wsparcia  drugiej osoby.

Ranga psychologiczna – umiejętność nazywania uczuć i potrzeb, wyrażania próśb, empatia dają mi przewagę lepszej ekspresji nad moim partnerem oraz innymi, którzy tą umiejętnością nie dysponują.

Zawód – bycie trenerem daje mi więcej możliwości niż gdybym wykonywała pracę fizyczną

Mieszkanie w dużym mieście – ułatwiony dostęp do kultury, służby zdrowia, klientów, itd.

Szczupła budowa ciała – w naszej kulturze bardziej ceniona niż odwrotna

Znajomość angielskiego – możliwość bycia bardziej obecną w świecie, więcej opcji wyboru zawodów, więcej opcji szkoleniowych i samorozwojowych

Podczas warsztatu, który ostatnio prowadziłam, uczestnicy przyglądali się swoim rangom i wiele osób było zupełnie zdumionych, że mozna ich znaleźć aż tyle. Chociażby to, że ma się włosy, albo nie ma się ich za dużo poza głową (gdy się jest kobietą) i w ogóle wygląd który trafia w wymagania mainstreamu – to dopiero jest ranga.  Łatwość pisania, którą ktoś wymienił jako przywilej przypomniała mi o niedocenianej przez osoby, które tym dysponują, randze polegającej na łatwości zabierania głosu w grupie – przez lata cierpiałam w milczeniu, bo nie potrafiłam przełamać swojego strachu przed publicznym wypowiadaniem się. Wielokrotnie rosła też moja uraza do osób, którym przychodziło to z łatwością i zabierały czas i przestrzeń nie dbając o to, że inni cały czas milczą – tak jakby było to tylko osobisty wybór i problem, który w żaden sposób nie wpływa na grupę. Podczas pewnego warsztatu zawiązaliśmy nawet małą grupę wsparcia, aby przyjrzeć się co możemy zrobić, aby pomóc sobie w zabieraniu głosu. Oczywiście, ci, którzy nie mieli z tym problemu, nie byli zainteresowani aby nas w tym wesprzeć, bo zupełnie nie czuli, jaki to jest przywilej i że nie jest to tylko kwestią woli. Wzbudziło to sporo mało przyjaznych emocji wynikających z poczucia bycia niewysłuchanymi i niezrozumianymi. Zabrakło po prostu świadomości tej rangi i wzięcia za nią odpowiedzialności, choćby w postaci wsparcia tych, którzy do nie j nie mieli dostępu (np. zaproponowanie i wprowadzenie procedur, które pomogłyby wszystkim członkom grupy się wyrazić, np. pisemnie, czy w mniejszych grupach – tak, aby mogło to być w jakiś sposób wniesione do całej grupy, lub chociażby proste upewnienie się, że inni milczą, bo nie mają potrzeby nic powiedzieć, czy też mają z tym problem ). Teraz, w roli trenera staram się być uważna na takie sytuacje i czasami sprawdzam w przerwie z osobami, które milczą, czy to naprawdę ich wybór. Nie jestem do końca pewna, czy mężczyźni, którzy wypowiadają się w mieszanej genderowo grupie są świadomi, że kultura i wychowanie sprawia, że kobiety oddają wówczas często przestrzeń i milkną, obdarzając ich swoistą rangą. I czy kobiety są  świadome, że to robią? Oj, przydałaby się jakaś męsko-damska dyskusja na początku takiego spotkania, aby wnieść to zjawisko do świadomości grupy. Mógłby z tej refleksji nad szablonami, w które wtłacza nas kultura  wyniknąć jakiś nowy wzorzec bycia razem  – partnerski i autentyczny, pełen wrażliwości i chęci dzielenia się przywilejami. Marzenie?

A gdzie przejawia się moja niższa ranga?

Na pewno w relacji z partnerem, szczególnie gdy pojawia się dziecko – z automatu to on ma większą szansę, że będzie kontynuował pracę (bo przecież więcej zarabia – m. in. dlatego, że jest mężczyzną) i codziennie miał 10 godzin dla siebie, gdy nie musi się martwić opieką nad dzieckiem.

W byciu kobietą w Polsce – szklany sufit, utrudniony dostęp do polityki, mniejsze płace za tę samą pracę, ogromne wymagania co do wyglądu – od którego uzależnia się powodzenie społeczne – plus presja zarabianie na kolejne kosmetyki i ciuchy.

W byciu matką – to jednocześnie ranga, jak i mniejsze przywileje – zamknięcie w domu z dziećmi, coraz większe wymagania (rodź naturalnie i bez znieczulenia, bądź matką w kontakcie, noś dziecko przez pół roku przy piersi, codziennie gotuj dziecku – i to eko, stosuj i pierz eko pieluchy, dbaj o rozwój dziecka, karm 2 lata piersią – ale nie publicznie, itp., itd), zmniejszone możliwości swobodnego poruszania się, skoncentrowania uwagi, samorozwoju.

Niski wzrost sprawia, że często nie jestem traktowana poważnie. Podobnie z niezbyt donośnym głosem.

Przeżywanie emocji, bycie nieracjonalnym (nie tylko myślenie logiczne) prowokuje często do oceniania mnie jako „słabszą”, trudniej przebić się z informacją dostarczaną przez intuicję w porównaniu z informacją pochodzącą z racjonalnego umysłu.

Trudność w wyrażaniu złości to przyczynek do tego, ze osobom, które tego ograniczenia nie mają, łatwo mnie zakrzyczeć czy zastraszyć gdy zdecydują się na krzyk czy innego rodzaju wyrażenie agresji.

Uderza mnie, jak często jestem niezrozumiana przez osoby, które mają większą tolerancję na niska temperaturę – jestem oceniana, jako dziwna, nadwrażliwa,  zmarźluch, i żadna z tych osób nawet przez chwilę nie cieszy się świadomie przywilejem, który jej się przytrafił, uważając, że to one są ok, a ze mną jest coś nie tak i że marznięcie to mój osobisty wybór.

W byciu pacjentem w Polsce – kiedy podczas ciąży leżałam w jednym z najlepszych szpitali według rankingu akcji „Rodzić po ludzku”, doświadczyłam boleśnie, jak znika cała moja osobowość, godność, prawo do informacji i wyboru,  i prawie wszystkie inne demokratyczne oczywistości. Byłam tylko brzuchem, w którym usiłowano przytrzymać ciążę. Wszelkie próby dyskusji z lekarzami, niezgadzania się na przyjmowanie niektórych leków, spotykały sie z nagonką i groźbą, że oto mogę przestać być leczona. Pacjenci, dzieci i ryby głosu nie mają. Mocna lekcja jak działają rangi, gdy nie są uświadomione przez tych, którzy nimi dysponują. To była też doskonała okazja, aby przekonać się jak to jest nie być pełnosprawną, w całości być uzależnioną od pomocy innych (nie zdarzyło się np. aby pielęgniarka zrobiła mi coś do picia – nawet mimo prośby –  chociaż miałam zakaz nawet siadania, nie mówiąc o chodzeniu).

Czy w tym wszystkich chodzi o świadomość i wrażliwość – uznanie, że moje przywileje to po prostu wielki łut szczęścia i że to, że mam lepiej nie czyni mnie lepszą/lepszym od innych, którzy tego nie mają. Oraz, że w tym miejscu – wdzięczności za to uprzywilejowane miejsce, w którym się znalazłam, może się narodzić empatia i współodczuwanie, a nawet chęć podzielenie się korzyściami, jakie niesie moja wyższa ranga.

Praktyka pierwsza

Mindell zachęca, aby jak najwięcej mówić o swoich rangach – cieszyć się wyższymi i przekazywać innym, jakie wyzwania niosą ze sobą niższe. Ostatnio spotkałam świeżo upieczoną mamę, która we łzach wyznała, że jest w rozpaczy, bo jest okropną matką. Polegało to na tym, że jest jej trudno poradzić sobie z zamknięciem w domu, nagłym skurczeniem większości życiowym możliwości i spełniania swoich potrzeb oraz całą odpowiedzialnością i troską o dziecko na swojej głowie. Była przekonana, że to wyłącznie jej historia, i że wszystkie inne matki radzą sobie koncertowo. To oczywiście skutek tego, że tak bardzo boimy się czasem przyznać, że nie spełniamy społecznych oczekiwań.  Wówczas nie tylko nie doświadczamy wspólnoty wynikającej z trudnego położenia i bardzo niesprawiedliwych oczekiwań względem kobiet w roli rodzica w porównaniu z mężczyznami – ojcami, ale i nie dajemy takiej szansy innym matkom, wzmacniając w nich nieprawdziwe przekonania, że to tylko one nie sobie nie radzą i system społeczny nie ma z tym nic wspólnego.

Rozmowa może wiele zmieniać . W mojej relacji od zawsze borykamy się z różnicami w przeżywaniu rzeczywistości – mój partner to siła spokoju, zaufania do życia, bycia tu i teraz;  ja – przeciwnie – mam bardzo wiele obaw związanych z przyszłością, swoim zdrowiem, często wierzę, że możliwa jest tylko najczarniejsza opcja. Mojego partnera bardzo to złościło bo wydawało mu się, że to tylko mój wybór, który w każdej chwili silnym postanowieniem mogę zmienić i polepszyć swoje i nasze życie. To z kolei doprowadzało mnie do szewskiej pasji i budowało głęboką urazę wobec niego, bo ja wiedziałam, że te schematy mają źródło bardzo głęboko w moich przeżyciach z dzieciństwa i mimo wieloletniej pracy rożnymi metodami nie jest łatwo je przeprogramować.  Kiedy zwróciłam uwagę mojego partnera, że ma on w porównaniu ze mną ogromną rangę psychologiczną, wynikającą z tego, że nie doświadczył równie traumatycznych przeżyć gdy się rozwijał – było to dla niego wielkim odkryciem i bardzo go poruszyło. Był to moment dużej bliskości – poczułam się wreszcie zrozumiana, zobaczona.  Mam wrażenie, że ta świadomość wpłynie pozytywnie na nasze dalsze radzenie sobie z tym tematem.

Podobną sytuację opisuje Mindell.

„Powiedzmy, zę tój partner jest w depresji spowodowanej nadmiernym samokrytycyzmem. Jeśli ty nie cierpisz na to samo, to odczuwasz wobec msiebie szacunek, będący rodzajem psychologicznej rangi. Jesli nie używasz tej rangi świadomie, możesz lekceważyć problem twojego partnera, tracąc do niego cierpliwośc. Możesz też myśleć – „No tak, to typowe dla takich mężczyzn. Nic nie mogę z tym zrobić. W ten sposób popierasz porządek społęczny, przyjmując założenie, że twój partner nie może uwolnić się spod jego wpływu i minimalizując znaczenie tego problemu w ogóle.

W tej samej sytuacji możesz postąpić odwrotnie i pokazać, że społeczeństwo wywiera presję na nas wszystkich, abyśmy lepiej wyglądali, mieli wyższe wykształcenie i aby się nam finansowo lepiej wiodło. Na Zachodzie powinniśmy być raczej konformistami, a nie ludźmi szalonymi, powinniśmy być logiczni, a nie czujący, mocni, a nie podatni na zranienie, szczupli, anie pulchni i mieć jasną, a nie ciemną skórę. Większość wewnętrznych krytyków staje po stronie kultury,  w której dana osoba żyje. Spytaj swego partnera, czy jego wewnętrzny krytyk jest rasistą , seksista, homofobem, antysemitą lub też czy może uwewnętrzni jakieś inne uprzedzenia pochodzące z kultury większości. Badając te kwestie, ty i twój partner przeprowadzacie jednocześnie pracę wewnętrzną, relacyjną i polityczną. Możecie się nawzajem wyzwolić od norm kulturowych i dać sobie wzajemne przyzwolenie na bycie emocjonalnym, wrażliwym na zranienie, dziecinnym, śmiesznym, obdarzonym bogatą wyobraźnią lub bulwersującym otoczenie, i kimkolwiek jeszcze zechcecie być”.

Praktyka druga

Bardzo podoba mi się praktyka wdzięczności za rangi i wynikające z nich przywileje, które przypadły nam w udziale.

„Ciesz się swoimi przywilejami w myślach lub z przyjaciółmi. Bądź wdzięczny(a) za swoje szczęście, za to, że twoje przywileje oszczędzają ci bólu i za sposób, w jaki wzbogacają twoje życie. Bądź szczęśliwy(a), że je masz. Wyobraź sobie, jeśli chcesz, boską istotę dającą ci te przywileje. Spytaj tej istoty, dlaczego otrzymałeś (łaś) te dary. ” – proponuje Mindell.

To także przyczynek do tematu przeprowadzki do świata obfitości – kiedy decydujemy się zauważać swoje ragi i wynikające z nich przywileje, czujemy się niezwykle obdarowani.

Praktyka trzecia

„Ludzie świadomi swojej rangi wiedzą, że wiele swoich przywilejów odziedziczyli i że przywileje te nie są dostępne dla wszystkich. Nie patrzą z góry na tych, którzy mają mniejsze możliwości. (…) jeśli używasz rangi świadomie, to bywa ona lekarstwem. W innym przypadku jest trucizną. Nie możesz pozbyć się rangi, więc może postaraj się, aby wynikło z niej coś dobrego.  (…)  Spytaj innych jak możesz się nimi podzielić. (…) Pomyśl o paru jednostkach lub grupach, które nie mają tego przywileju. Czy potrafisz dzielić się lub używać swoich przywilejów w taki sposób, aby inni czuli się dumni z własnych? Aby potrafili mówić głośno o swoich problemach i uprzedzeniach?”- proponuje Mindell.

Jak mogę używać swoich rang do  do zmieniania moich relacji,  społeczności,  świata?

Co miesiąc wpłacam pieniądze na konto organizacji Avaaz, która, mam wrażenie, ma realne możliwości wpływania na palące światowe kwestie (chociażby wywierając presję na polityków czy organizacje międzynarodowe poprzez petycje podpisywane przez setki tysięcy osób na całym świecie).

Mój profil na facebooku w większości poświęcam na publikowanie wiadomości z obszaru budowania umiejętności współodczuwania i empatii oraz na ważne akcje społeczne.

Bardzo dużo opowiadam o tym, jakie to wyzwanie przez 2 lata opiekować się małym dzieckiem domu, jakie oprócz oczywistych radości jest to frustrujące, męczące, pozbawiające wielu możliwości, w tym niezbędnych mi do życia stymulacji intelektualnej oraz kontaktów z innymi.

Przez 2 lata prowadziłam bezpłatnie program Ambasadorzy Empatii, który miał zainspirować do większej empatycznej uważności i współodczuwania z innymi. Udział w nim wzięło 850 osób.

W rozmowach z partnerem staram się mieć świadomość mojej rangi polegającej na swobodnym mówieniu o emocjach i albo prowadzę ich mniej (wiedząc jaki to dyskomfort dla niego) albo próbuję pomagąć mu empatycznie w wyrażaniu siebie w ten sposób.

Podczas dwudziestu trzech edycji Festiwalu PROGRESSteron wciąż i wciąż mówimy głośno, jakie to ważne dla kobiet, aby realizować siebie, spełniać także swoje potrzeby. Festiwal jest miejscem, gdzie to się dzieje. Pokazujemy drogi wzmacniania siebie:  emocjonalnego, zawodowego, finansowego, itp.

W Dojrzewalni bardzo wspieramy empatyczne podejście w biznesie, organizujemy festiwale (Korporacja z duszą), warsztaty (Leadership from the Heart, Making Cooperation Real), dyskusje.

Chciałabym być uważna na wielkie przywileje, które daje ranga bycia rodzicem. W porównaniu z moją córką mam ogromną możliwość decydowania o swoich działaniach. Miki Kashtan, trenerka Nonviolent Communication z USA zachęcała mnie, aby jak najczęściej przypominać sobie swoje odczucia z dzieciństwa i stawiać się na miejscu dziecka – często bezrefleksyjnie wykorzystujemy władzę jaką mamy nad dzieckiem, na pierwszym miejscu stawiając swoje potrzeby. A także i tutaj chodzi po prostu o współodczuwanie – wczucie się w emocje i potrzeby dziecka i branie ich pod uwagę na równi ze swoimi (potrzeba jest duża kreatywność w szukaniu rozwiązań, które spełnią nasze potrzeby jednocześnie. No i empatia wyrażana wobec dziecka, gdy takiego rozwiązania nie uda się znaleźć. ).

To wszystko to tylko kropla w morzu.

Chciałabym przez następny miesiąc odnaleźć więcej sposobów na dzielenie się moimi rangami.

A co ty możesz zrobić?

Zamiast „Co tu mogę dostać?” pytałabym „Co mogę tu dać?”

2 List

„Co mogę tu dać?” jest pytaniem, które wszystko zmienia. Nasza kultura jest oparta na braku, a więc nieustannie zadajemy sobie pytania z tym związane: „Czy wystarczy dla mnie”?, ” Czy ta osoba mi to da?”,  „Czego mi brakuje?” , „Czy tutaj to dostanę?”, „Co muszę zrobić, aby mi to dali?”, „Czy mogę kochać, jeśli on/ona mi tego nie daje?”

Kiedy postrzegam siebie jako kogoś, komu cały czas czegoś brakuje, a świat jako miejsce, w którym nigdy niczego nie jest wystarczająco dużo, jak wygląda moje życie? Dosyć smutno.

A gdyby tak założyć, że nic mi nie brakuje, i zacząć patrzeć, czym mogę się dzielić?

Pamiętam, jak ta zmiana perspektywy wpłynęła na mój egzamin na prawo jazdy. Podchodziłam do niego już 2 razy i zawsze byo to związane z paraliżującym stresem. Na sesji coachingowej pracowałam nad tym jak go zminimalizować, m. in. szukając warunków, które powinny być spełnione przez egzaminatora (powinien być spokojny, ciepły, nie krytykować, kontaktowy, itp.) . Budziło to tylko coraz większa frustrację i poczucie bezradności, bo byłam przecież świadoma, że nie mam żadnego wpływu na to, jakiego egzaminatora wylosuję.   Osoba, która prowadziła coaching zapytała więc w pewnym momencie:  „A co ty mogłabyś dać egzamininatorowi?” To pytanie na początku bardzo mnie rozśmieszyło, tak było dalekie od tego, jak normalnie myślimy. Ale podjęłam wyzwanie i zaczęłyśmy szukać tego, czego potrzebuje osoba, która przez wiele godzin ma do czynienia z przerażonymi kierowcami, którzy nie są zbyt kontaktowi. Pomyślałam, że mogę mu dać empatię i zrozumienie, zobaczyć w nim żywego człowieka, a nie tylko rolę,  za którą się skrywa. Ja mogę być bardziej kontaktowa. To spowodowało naprawde znaczącą zmianę przy następnym egzaminie. Dalej byłam zestresowana, ale nie czułam się bezradna – nie czułam się ofiarą totalnie zależną od egzaminatora, który okazał się niezbyt ciepły i dosyć skłonny do krytyki. W trudnych momentach skupiałam sie na pytaniu, co mogę zrobić, aby jemu i sobie ułatwić te sytuację. Naprawdę, to doświadczenie było inspirujące – czułam, że bardziej panuję nad całą sytuacją i mimo kilku słów krytyki – egzamin ostatecznie zdałam. Do dziś jestem przekonana, że pomogła zmiana nastawienia.

Mój przyjaciel przez długi czas zmagał się z problemem, że jego pracownicy nie okazują mu szacunku, np. spóźniając się do pracy albo niestarannie wykonując jego polecenia. W jego umyśle pojawiało się wiele niepochlebnych ocen na ich temat, wiele irytacji, poczucia oddzielenia. Zastosowaliśmy wówczas metodę odwróceń (turnings around) Byron Katie i myśl „Oni powinni mnie szanować” zamieniliśmy na „Ja powinienem szanować ich” oraz „Ja powinienem szanować siebie”. Przy każdym odwróceniu należy znaleźć przynajmniej trzy przykłady, że są równie albo bardziej prawdziwe jak pierwotna myśl, która sprawia ból. Przyjaciel zauważył wówczas, że oceniając pracowników, przydając im etykiety leniwych, niestarannych, itp. np. bez zapytania o przyczyny tych zachowań, również ich nie szanuje. Nie szanuje również siebie interpretując zachowania pracowników jako wymierzone przeciwko niemu czy umniejszające jego wartość jako szefa.  To było dla niego bardzo uwalniające – postanowił od tej pory okazywać szacunek pracownikom na różne sposoby. Relacje w jego firmie uległy wielkiej zmianie.

„Co mogę tu dać?” – to szczególnie transformujące pytanie w bliskich związkach.  Zazwyczaj traktujemy związki jako miejsce, gdzie powinniśmy wiele dostawać i dopiero wówczas gdy tak się dzieje, jako element swoistego handlu wymiennego możemy także dawać, także miłość,  akceptację, zrozumienie, wsparcie.

„Związek to dwoje ludzi, którzy nawzajem zgadzają się ze swoimi opowieściami. Jeżeli zgadzam się z tobą, kochasz mnie. A w chwili, kiedy się z tobą nie zgadzam, w chwili gdy poddaję w wątpliwość jedno z twoich świętych przekonań, w myślach się ze mną rozwodzisz. Następnie zaczynasz szukać wszelkich argumentów, aby udowodnić, że masz rację, i skupiasz się na tym, co jest poza tobą. (…) Partner to twoje lustro (…), kiedy więc dostrzegasz u niego jakiekolwiek niedoskonałości, to możesz być pewien, że są to twoje niedoskonałości. (…) Nie ma innego sposobu, by autentycznie połączyć się z partnerem, jak tylko uwolnić się od przekonania, że potrzebujesz od niego czegoś, czego ci nie daje. (…) Stanowisz jedność ze swoim mężem, dopóki nie uwierzysz, że powinien wyglądać w określony sposób, że powinien ci coś dać, że powinien być czymś innym niż jest.” Byron Katie, Stephen Mitchell, „Radość każdego dnia”

To jest dla mnie cytat, który przypomina o tym, jak często przywiązujemy się do pomysłu, że nasi najbliżsi maja być narzędziami do spełniania naszych potrzeb i od tego, czy to robią, uzależniamy nasze pozytywne uczucia do nich. Nic dziwnego, że przy takim podejściu często się buntują, uruchamia się ich potrzeba wolności i autonomii – sami chcą decydować, czy i w jaki sposób będą wzbogacać nasze życie swoimi działaniami. I nie chodzi o to, by naszych potrzeb w związkach nie wyrażać i nie prosić o pomoc w ich zaspokojeniu – wręcz przeciwnie – taka szczerość to podstawa relacji; ale by pozbyć się przekonania, że ktoś udowodni nam swoją miłość tylko, jeśli je spełni. Taka zmiana pomoże nam pozbyć się energii żądania z naszych wypowiedzi i zwiększy intymność pomiędzy nami a bliskimi.

Praktyka

Zrób listę potrzeb, jakie chciał(a)byś, aby były spełnione w twojej relacji z partnerem/ką. Zakreśl 5 kluczowych dla ciebie. Wyobraź sobie, że partner/ka przyczynia się do ich spełnienia. Co czujesz? Czy wpływa to na stan twoich uczuć do niego/niej? A teraz wyobraź sobie odwrotność tej sytuacji – czy twoje uczucia do partnera/ki się zmieniły na mniej pozytywne? Jeśli tak, może to oznaczać, że podtrzymujesz w sobie przekonanie, że partner/ka powinien spełniać twoje potrzeby i może on to wyczuwać jako żądanie (potencjalną karą za odmowę jest wycofanie ciepłych uczuć do niego) i reagować buntem lub poddaniem się – żadna z tych reakcji nie wzmacnia waszej więzi, a wręcz przeciwnie – buduje poczucie zranienia i odrzucenia.

Praktyka

Często, gdy oceniam kogoś negatywnie, bo czegoś nie nie dał (a ja oczywiście tego od niego/niej) oczekiwałam), proste odwrócenie przywraca poczucie mocy, zaczynamy widzieć, że tak naprawdę chcieliśmy od kogoś czegoś, co sami możemy zaofiarować światu. Któregoś dnia miałam za złe mojemu partnerowi, że za mało ze mną rozmawia. Kiedy to odwróciłam, znalazłam wiele dowodów, że to ja za mało z nim rozmawiam – kiedy inicjuje rozmowę, często na przykład chcę rozmawiać o swoich przemyśleniach, uczuciach itd. Nie jest to prawdziwa rozmowa – wymiana. Zaczęłam sie przyglądać uważniej swoim motywacjom i być ciekawa co interesuje mojego partnera. Chciałabym automatycznie dokonywać odwróceń gdy oskarżam kogoś, że czegoś mi nie daje i patrzeć co z tego wynika, jeśli chodzi o odzyskiwanie poczucia osobistej mocy.

Praktyka

Jak otworzyć się na dawanie w związku? Często latami buduje się w nas poczucie żalu do partnera, z powodu naszych niespełnionych potrzeb. Czekamy wówczas na pierwszy krok z jego/jej strony, mówiąc sobie, że dopiero wtedy my możemy zacząć okazywać miłość.

Poniżej trzy ćwiczenia, które pomogą rozpuścić to nastawienie

Ćwiczenie

1. Dokończ 3 razy następujące zdanie:

Będę szczęśliwy/a, gdy ty….. (co konkretnie powinien zrobić twój partner/ka)

Będę szczęśliwy/a, gdy ty będziesz wracał wcześniej z pracy.

Będę szczęśliwy/a, gdy ty będziesz zgadywała czego potrzebuję i dawała mi to.

Będę szczęśliwy/a, gdy ty będziesz mniej grał w gry komputerowe.

2. Zadaj sobie teraz następujące pytania:

Czy to prawda? Czy nie zdarzyło się w przeszłości, że partner zrobił to, o czym mówisz, a ty i tak byłaś/łeś nieszczęśliwy (np. z innego powodu).

Jak traktuję swojego partnera/rkę gdy wierzę tej myśli, a on/ona nie reaguje w określony sposób?

Jak bym go/ją traktował/a bez tej myśli?

Byron Katie zachęca, aby „pominąć pośrednika” na naszej drodze do odczuwania satysfakcji i radości życia. Kiedy przestaniemy wierzyć myśli, że nasze szczęście zależy od tego, co robią inni, w tym nasz partner/ka, nie dość, że będziemy mieli na to odczucie o wiele większą szansę, to jeszcze otworzymy się na jego/jej potrzeby. Przestaniemy bowiem traktować wspieranie go/jej w ich zaspokajaniu jako transakcję wymienną. Pojawi się w nas czysta radość dawania – wzbogacania czyjegoś życia.

Ćwiczenie

1. Pomyśl o 5 rzeczach, które denerwują cię w twoim partnerze/rce i wypisz je.

Na przykład: Mój partner jest leniwy.

2. Teraz, zgodnie z teorią, że partnerzy są naszymi lustrami i projektujemy na nich obszary, w których potrzebujemy się rozwinąć, dokonaj odwrócenia:

Ja jestem leniwy/a.

3. Podaj 5 przykładów ze swojego życia, kiedy tobie nie chciało się np. czegoś zrobić.

4. A teraz jeszcze inne odwrócenie:

Mój/a partner/ka nie jest leniwa.

5. Podaj 5 przykładów potwierdzających to zdanie.

Ćwiczenie

1. Kiedy złapiesz się na myśli: ”On/a powinien/nna mnie kochać”, zamień ją na myśl: „Ja powinnam kochać jego/ją.”

2. Zastanów się jaki jest główny język miłości twojego partnera/rki.

3. Zrób listę rzeczy, które według ciebie sprawiają, że bliska osoba ma poczucie bycia kochaną.

4. Poproś ją o weryfikację listy i jej uzupełnienie, pytając: „Co mogę zrobić, aby twoje życie było lepsze?”

Bardzo mi się podoba zestawienie, które zrobiła Susan Jeffers, autorka wielu książek o rozwoju osobistym i funkcjonowaniu w relacjach, pokazujące, co dla niej oznacza prawdziwa miłość do drugiej osoby. Wybrałam z jej listy te punkty, które mnie kojarzą się z głęboką troską o bliską osobę i zmianą nastawienia z „Co tu mogę dostać?” na „Co mogę tu dać?”.

1. Kiedy nasza bliska osoba zaczyna wątpić w swoje „piękno”, przypominamy jej jak jest piękna.

2. Wspieramy jej rozwój, nawet, gdy oznacza, że zmieniając się może się od nas oddalić.

3. Troszczymy się o swój rozwój, aby móc być dla niej jak największym wsparciem, a nie obciążeniem.

4. Cieszymy się jej sukcesami niezależnie od tego, czy sami w danym momencie ich doświadczamy.

5. Zachęcamy ją, aby rozwijała swoją niezależność, nawet jeśli jej zależność od nas dawałaby nam poczucie bezpieczeństwa w relacji. I odwrotnie – my również staramy się wzmacniać naszą niezależność.

6. Nie oczekujemy, że zapewni nam szczęście i spełnienie w życiu, a raczej chcemy się z nią dzielić tym stanem.

7. Zdajemy sobie sprawę, że jak każdy, ma w sobie zranienia, których doświadczyła w dzieciństwie i które łatwo mogą wydobyć się na wierzch sprowokowane naszym zachowaniem. Staramy się ich nie zaogniać.

Byłabym w kontakcie ze swoją miednicą

21 Paźdź

Wybrałam się ostatnio na warsztat „Medytacja miednicy”, który podczas Festiwalu PROGRESSteron prowadziła Joanna Kot. Choć krótki,  okazał się dla mnie dużą inspiracją.  Od dawna przeczuwam, że  miednica to miejsce szczególne, które ukrywa dużo skarbów.  Psychoterapeutka Joanna Kot potwierdzała to swoim doświadczeniem, przekonując, że regularny kontakt z tym obszarem poszerza granice osobiste i granice świata. Podczas medytacji naprawdę poczułam, jakby moje możliwości nagle się poszerzały, jakbym miała więcej dostępu do osobistej mocy. Fragment opisu tego warsztatu dobrze podsumowuje to, co przeżyłam: Ćwiczenia otwierające obszar miednicy są bardzo proste. Odczuwane skutki – zarówno natychmiastowe, jak i długofalowe (…) W miarę praktykowania zakres ruchów w obszarze miednicy poszerza się, a wewnątrz nas tworzy sie coraz więcej przestrzeni, aby żyć, tworzyć i kochać.

Zainspirowana i zaintrygowana postanowiłam praktykować tę medytację na co dzień – także dlatego, że taki kontakt ze sobą jest niesamowicie przyjemny. Stajemy na lekko ugiętych kolanach, tak, aby miednica zajęła centralne miejsce wzdłuż osi kręgosłupa (często zazwyczaj przyjmujemy inne ustawienie, które nie daje płynąć energii)., kręcimy lekko biodrami albo wykonujemy nimi ósemki w prawo i w lewo. Dla mnie najbardziej „płodna” okazała się medytacja ze świetlista kulą w miednicy, której robimy coraz więcej miejsca. W jej trakcie poczułam nagle jak wiele w życiu zależy ode mnie (i jak wiele z tego się pozbawiam przyjmując ograniczające przekonania innych np. na mój temat), a także zalała mnie fala miłości do mojego partnera i bliskich, a nawet do wszystkich ludzi.

Joanna twierdzi, że regularny kontakt z miednicą poszerza świadomość, pomaga nawet znajdować nieoczywiste odpowiedzi na frapujące nas życiowe kwestie czy decyzje, pomaga uwierzyć, że mamy prawo do spełnionego, tówrczego, pełnego miłości życia.

Oj, coś czuję, że będzie to moja ulubiona codzienna medytacja.


							

Przeprowadziłabym się ze świata braku do świata obfitości

21 Paźdź

Dlaczego? Bo koncentracja na braku sprawia, że nie mogę docenić tego, co już jest w moim życiu, więc żyję w ciągłym poczuciu niespełnenia, zarażając tą negatywną energią bliskich. Wciąż przebywam w przyszłości, pozwalając umysłowi łudzić się, że dopiero gdy zdarzy się to i to, będę mogła się ucieszyć, żyć w pełni, być ustasfakcjonowana. Oczywiście, jeśli to się zdarzy, umysł wykreuje kolejny warunek konieczny do szczęścia – tak to działa. Z jednej strony to naturalna tendencja umysłu, która pozwoliła nam jako gatunkowi przeżyć – bo jeśli potrzeba jest spełniona, to nie ma sensu biologicznego, aby poświęcać jej uwagę, czyli tracić na nią więcej energii niż to konieczne (więcej na ten temat znajdziecie w książce Ricka Hansona „Budda’s Brain”). Z drugiej jednak została w ten sposób naruszona jakaś ważna równowaga, ta tendencja nie pozwala kwitnąć naszym relacjom i nam samym.

Liv Larsson w swojej książce „Wdzięczność. Najtańszy bilet do szczęścia”  pisze o badanich naukowych, ktore pokazały, że gdy skupiamy się na pragnieniach, tęsknotach i potrzebach, procesy w naszym ciele przebiegają ineczej niz wówczas gdy koncentujemy sie na tym, czego nie chcemy lub z czego nie jesteśmy zadowoleni.

„Gdy skupiamy sie na wdzięczności i uznaniu, nasz mózg wysyła ciału zakodowane w tych substancjach życzenie, prosząc o wytworzenie hormonów dobrego samopoczucia. (…) Możemy zatem spojrzeć na uczucia jak na modlitwę o dobre samopoczucie i miłość, modlitwę, która stale nam towarzyszy. ”

Podczas kursu Ambasadorzy Empatii, proszę uczestników o przyjrzenie się swoim odczuciom, kiedy czytają dwa poniższe przykłady ujęcia tego samego pragnienia, raz w kontekście braku, a raz w kontekście obfitości. Pytania, kótre mają sobie zadać to: Przy którym ujęciu pojawia się w tobie wieksza motywacja, żeby dzialac w kierunku spełnienia potrzeby? A przy kórym spada twoja energia?

Jestem znudzona, bo moja potrzeba lekkości i humoru nie jest spełniona.

versus

Jestem znudzona bo tęsknię za lekkością i humorem.

Czuję się naprawdę przygnębiony, bo mojemu życiu brak poczucia sensu.

versus

Czuję się naprawdę przygnębiony, bo tęsknię za poczuciem sensu w moim życiu.

Niezmiennie mnie zadziwia jak takie proste przeformułowanie działa na motywację i poziom życiowej energii. Nada Ignjatovic, trenerka Nonviolent Communication wciąż i wciąż zwracała na to uwagę uczestników swoich warsztatów, ponieważ głęboko wierzyła, że orientacja na obfitość („tęsknię za…”, „pragnę takiej i takiej jakości”) pozwala mózgowi aktywnie szukać sposobów na zrealizowanie tęsknoty w naszym życiu, gdy tymczasem użalanie się nad tym czego mi brakuje („nie mam tego i tego”, „brakuje mi…”), pozbawia nas energii i utrwala niezadowalający stan rzeczy. Już samo to wystarczy mi jako motywacja aby jak najczęściej koncentrować się na jasnej stronie potrzeby. Oprócz zwiększonej szansy, że dana rzecz zaistnieje w moim życiu, dodatkowo takie stawianie sprawy naprawdę daje poczucie osobistej mocy, realnie czuję że biorę za siebie odpowiedzialność.

Kolejnym przyczynkiem, który zwiększa moje zaangażowanie w zmianę mojego nawyku koncentrowania się na braku jest spostrzeżenie Macieja Bennewicza z książki „Miłość toksyczna, miłość dojrzała. Coaching relacji „:  Osoba dojrzała komunikuje swojemu partnerowi: – Jestem bogaty. – Mam zasoby i umiejętności, żeby cię obdarowywać  – Chętnie się z tobą podzielę. – Wyrażam zgodę i chętnie zgadzam się na twoją odmienność. – Jak mogę cię wesprzeć? – Co mogę Ci ofiarować? – Czego potrzebujesz ode mnie?  Wówczas zmienia się także kierunek przepływu energii w relacji. Narcyz niemal wyłącznie chce brać, jest głodny, niezaspokojony, sfrustrowany brakiem. Obwinia  innych o swój  głód. Osoba dojrzała natomiast czuje się bogata. Wie, w jaki sposób bogactwo zdobyć i pomnożyć, jest gotowa dawać i nie oczekuje wdzięczności ani wynagrodzenia, gdyż przeżywa siebie jako osobę siedzącą u źródła. Zdaje sobie sprawę, że tym źródłem jest ona sama.”

Osoba siedząca u źródła, Mniam. Jak stać się taką osobą?

Praktyka

Bardzo inspirujace są dla mnie słowa Eckharta Tolle – Cokolwiek wydaje ci się, że świat ci odmawia – to ty odmawiasz tego światu. Nie wierzysz bowiem, że masz coś do dania, nie jesteś świadoma, że te rzeczy są już w tobie, tylko nie pozwalasz im zaistnieć na zewnąrz. Zachęcona przez Tolle, zamierzam skorzystac z jego propozycji i przez kilka tygodni dawać światu, to za czym tęsknię:  miłość, docenienie, spokój. Jeśli nie czujesz że masz te jakości w sobie – po prostu działaj jakbyś miał. Dopiero wówczas może przyjśc podobna odpowiedź ze świata. I przyjdzie, zapewnia Eckhart.

Praktyka

W Dojrzewalni Róż od dłuższego czasu promujemy wdzięczność jako sposób na szczęście. Elementem tej kampanii są „Kartki wdzięczności”, które można rozesłać do osób, którym jesteśmy za coś wdzięczne. Kiedy sama otrzymałam taką kartkę, było to bardzo karmiące doświadczenie, dodające energii i nadziei, wyobrażam sobie, jak ich przygotowywanie może wzmóc moje przekonanie, że żyję w świecie obfitości.

Praktyka

Zdałam sobie sprawę jak mało dzielę się z innymi tym, co mnie zachwyca w moim partnerze – a głównie opowiadam o rzeczach, które w jego zachowaniu są dla mnie wyzwaniem. Przez następny tydzień zamierzam opowiadać tylko o tym, co dobrego wnosi w moje życie, a tak w ogóle zadbać o to, by bardziej to doceniać na co dzień.

Tu przypomina mi się historia przytoczona przez Susan Jeffers w książce „The Feel the Fear Guide to Lasting Love”  o tym, jak zaczęła być prawie wdzięczna mężowi, że nie opuszcza deski sedesowej (wcześniej doprowadzało to do ciągłych spięć między nimi), gdy uświadomiła sobie jak wiele wnosi jego obecność w jej życie i że woli mieć to wszystko i podniesioną deskę niż odwrotnie.

Praktyka

I moje ulubione ćwiczenie, pochodzące z książki Susan Jeffers „End the Struggle and dance with Life” – policzenie „na ilu ramionach opiera się nasze życie”. Susan zwraca uwagę, że bardzo często wydaje nam się, że nasze sukcesy życiowe wypracowaliśmy sobie sami i proponuje zrobienie listy osób, które sprawiają/sprawiły, że nasze życie stało się łatwiejsze/bogatsze: poczynając od naszych rodziców, którzy nas wykarmili, opiekowali, ubierali; nauczycieli, którzy nas uczyli; pracodawców, którzy nas zatrudnili; naszych współpracowników; klientów, którzy kupili produkty naszej firmy; partnera, dzieci, przyjaciół, a kończąc na listonoszu, śmieciarzu, rolnikach, którzy wyprodukowali nasze jedzenie; kierowcach, którzy przywieźli je do naszego sklepu, itd., itp… Kiedy urodziłam córkę i zobaczyłam ile energii wymaga opieka nad takim małym człowiekiem, otworzyło się we mnie morze wdzięczności do mojej mamy, jednocześnie ta wdzięczność pozwala mi z radością służyć swoją energią córeczce – czuję się częścią większego łańcucha.

Przestałabym się poświęcać

3 Paźdź

Dla nikogo i dla niczego. Bo byłabym świadoma, że to wybór, za który ktoś musi zapłacić. Od 19 miesięcy opiekuję się moją córką. Wcześniej przez 5 miesięcy ciąży nie mogłam wstawać z łóżka. Zdałam sobie sprawę, że w sumie daje to dwa lata, podczas których możliwości swobodnego zaspokajania moich potrzeb były bardzo ograniczone. Z jednej strony to moja decyzja, z drugiej zmęczenie, obniżony nastrój i brak energii dały mi ostatnio do myślenia. Wybieram bycie z córką w domu – rezygnując z wielu ważnych potrzeb – ale płacimy za to obie – ona ma przy sobie nieszczęśliwą mamę (a w przyszłości ciężki bagaż, że matka poświęciła dla niej sporo radości), ja tracę poczucie, że żyję pełnią życia. Mój partner płaci poczuciem winy, moje przyjaciółki czasem, który poświęcają na słuchanie o mojej frustracji. Gdybym dorosła zadbałabym, aby lepiej to wszystko wyważyć. Dałabym sobie prawo aby zadbać o siebie. Przestałabym stosować wobec siebie oczekiwanie, że będę mamą idealną. Bo lepiej być mamą szczęśliwą. Jakby to mogło wyglądać w codziennym życiu? Na przykład tak, że dwa razy w tygodniu po powrocie mojego partnera z pracy zrobiłabym sobie wychodne, realizując w ten sposób potrzebę kontaktu z innymi (to jedna z moich najważniejszych potrzeb). Albo przestałabym gotować specjalnie dla niej. Zapisałabym się na kurs tańca. Częściej odwiedzałabym znajomych razem z córką. Raz w miesiącu zrobiłabym sobie weekend tylko dla siebie. Zadbałabym o czas na wypoczynek i relaks. Czasem prosiłabym koleżanki żeby posiedziały z małą. Wynegocjowałabym z partnerem, że chociaż 2 razy w tygodniu wraca wcześniej niż o 19 z pracy (no i co z tego, że stoi w korkach?), przestałabym kupować stwierdzenie, że mój partner „pomaga mi” w opiece nad dzieckiem – a bardziej forsowałabym stanowisko, że oboje jesteśmy za nie tak samo odpowiedzialni i konsekwencje takiego postawienia sprawy.

Czy Wy też macie takie obszary, gdzie się poświęcacie? W imię czego to robicie? Co mogłoby się zmienić gdybyście „dorosły”?