Archiwum | Uncategorized RSS feed for this section

Byłabym w kontakcie ze swoją miednicą

21 Paźdź

Wybrałam się ostatnio na warsztat „Medytacja miednicy”, który podczas Festiwalu PROGRESSteron prowadziła Joanna Kot. Choć krótki,  okazał się dla mnie dużą inspiracją.  Od dawna przeczuwam, że  miednica to miejsce szczególne, które ukrywa dużo skarbów.  Psychoterapeutka Joanna Kot potwierdzała to swoim doświadczeniem, przekonując, że regularny kontakt z tym obszarem poszerza granice osobiste i granice świata. Podczas medytacji naprawdę poczułam, jakby moje możliwości nagle się poszerzały, jakbym miała więcej dostępu do osobistej mocy. Fragment opisu tego warsztatu dobrze podsumowuje to, co przeżyłam: Ćwiczenia otwierające obszar miednicy są bardzo proste. Odczuwane skutki – zarówno natychmiastowe, jak i długofalowe (…) W miarę praktykowania zakres ruchów w obszarze miednicy poszerza się, a wewnątrz nas tworzy sie coraz więcej przestrzeni, aby żyć, tworzyć i kochać.

Zainspirowana i zaintrygowana postanowiłam praktykować tę medytację na co dzień – także dlatego, że taki kontakt ze sobą jest niesamowicie przyjemny. Stajemy na lekko ugiętych kolanach, tak, aby miednica zajęła centralne miejsce wzdłuż osi kręgosłupa (często zazwyczaj przyjmujemy inne ustawienie, które nie daje płynąć energii)., kręcimy lekko biodrami albo wykonujemy nimi ósemki w prawo i w lewo. Dla mnie najbardziej „płodna” okazała się medytacja ze świetlista kulą w miednicy, której robimy coraz więcej miejsca. W jej trakcie poczułam nagle jak wiele w życiu zależy ode mnie (i jak wiele z tego się pozbawiam przyjmując ograniczające przekonania innych np. na mój temat), a także zalała mnie fala miłości do mojego partnera i bliskich, a nawet do wszystkich ludzi.

Joanna twierdzi, że regularny kontakt z miednicą poszerza świadomość, pomaga nawet znajdować nieoczywiste odpowiedzi na frapujące nas życiowe kwestie czy decyzje, pomaga uwierzyć, że mamy prawo do spełnionego, tówrczego, pełnego miłości życia.

Oj, coś czuję, że będzie to moja ulubiona codzienna medytacja.


			

Przeprowadziłabym się ze świata braku do świata obfitości

21 Paźdź

Dlaczego? Bo koncentracja na braku sprawia, że nie mogę docenić tego, co już jest w moim życiu, więc żyję w ciągłym poczuciu niespełnenia, zarażając tą negatywną energią bliskich. Wciąż przebywam w przyszłości, pozwalając umysłowi łudzić się, że dopiero gdy zdarzy się to i to, będę mogła się ucieszyć, żyć w pełni, być ustasfakcjonowana. Oczywiście, jeśli to się zdarzy, umysł wykreuje kolejny warunek konieczny do szczęścia – tak to działa. Z jednej strony to naturalna tendencja umysłu, która pozwoliła nam jako gatunkowi przeżyć – bo jeśli potrzeba jest spełniona, to nie ma sensu biologicznego, aby poświęcać jej uwagę, czyli tracić na nią więcej energii niż to konieczne (więcej na ten temat znajdziecie w książce Ricka Hansona „Budda’s Brain”). Z drugiej jednak została w ten sposób naruszona jakaś ważna równowaga, ta tendencja nie pozwala kwitnąć naszym relacjom i nam samym.

Liv Larsson w swojej książce „Wdzięczność. Najtańszy bilet do szczęścia”  pisze o badanich naukowych, ktore pokazały, że gdy skupiamy się na pragnieniach, tęsknotach i potrzebach, procesy w naszym ciele przebiegają ineczej niz wówczas gdy koncentujemy sie na tym, czego nie chcemy lub z czego nie jesteśmy zadowoleni.

„Gdy skupiamy sie na wdzięczności i uznaniu, nasz mózg wysyła ciału zakodowane w tych substancjach życzenie, prosząc o wytworzenie hormonów dobrego samopoczucia. (…) Możemy zatem spojrzeć na uczucia jak na modlitwę o dobre samopoczucie i miłość, modlitwę, która stale nam towarzyszy. ”

Podczas kursu Ambasadorzy Empatii, proszę uczestników o przyjrzenie się swoim odczuciom, kiedy czytają dwa poniższe przykłady ujęcia tego samego pragnienia, raz w kontekście braku, a raz w kontekście obfitości. Pytania, kótre mają sobie zadać to: Przy którym ujęciu pojawia się w tobie wieksza motywacja, żeby dzialac w kierunku spełnienia potrzeby? A przy kórym spada twoja energia?

Jestem znudzona, bo moja potrzeba lekkości i humoru nie jest spełniona.

versus

Jestem znudzona bo tęsknię za lekkością i humorem.

Czuję się naprawdę przygnębiony, bo mojemu życiu brak poczucia sensu.

versus

Czuję się naprawdę przygnębiony, bo tęsknię za poczuciem sensu w moim życiu.

Niezmiennie mnie zadziwia jak takie proste przeformułowanie działa na motywację i poziom życiowej energii. Nada Ignjatovic, trenerka Nonviolent Communication wciąż i wciąż zwracała na to uwagę uczestników swoich warsztatów, ponieważ głęboko wierzyła, że orientacja na obfitość („tęsknię za…”, „pragnę takiej i takiej jakości”) pozwala mózgowi aktywnie szukać sposobów na zrealizowanie tęsknoty w naszym życiu, gdy tymczasem użalanie się nad tym czego mi brakuje („nie mam tego i tego”, „brakuje mi…”), pozbawia nas energii i utrwala niezadowalający stan rzeczy. Już samo to wystarczy mi jako motywacja aby jak najczęściej koncentrować się na jasnej stronie potrzeby. Oprócz zwiększonej szansy, że dana rzecz zaistnieje w moim życiu, dodatkowo takie stawianie sprawy naprawdę daje poczucie osobistej mocy, realnie czuję że biorę za siebie odpowiedzialność.

Kolejnym przyczynkiem, który zwiększa moje zaangażowanie w zmianę mojego nawyku koncentrowania się na braku jest spostrzeżenie Macieja Bennewicza z książki „Miłość toksyczna, miłość dojrzała. Coaching relacji „:  Osoba dojrzała komunikuje swojemu partnerowi: – Jestem bogaty. – Mam zasoby i umiejętności, żeby cię obdarowywać  – Chętnie się z tobą podzielę. – Wyrażam zgodę i chętnie zgadzam się na twoją odmienność. – Jak mogę cię wesprzeć? – Co mogę Ci ofiarować? – Czego potrzebujesz ode mnie?  Wówczas zmienia się także kierunek przepływu energii w relacji. Narcyz niemal wyłącznie chce brać, jest głodny, niezaspokojony, sfrustrowany brakiem. Obwinia  innych o swój  głód. Osoba dojrzała natomiast czuje się bogata. Wie, w jaki sposób bogactwo zdobyć i pomnożyć, jest gotowa dawać i nie oczekuje wdzięczności ani wynagrodzenia, gdyż przeżywa siebie jako osobę siedzącą u źródła. Zdaje sobie sprawę, że tym źródłem jest ona sama.”

Osoba siedząca u źródła, Mniam. Jak stać się taką osobą?

Praktyka

Bardzo inspirujace są dla mnie słowa Eckharta Tolle – Cokolwiek wydaje ci się, że świat ci odmawia – to ty odmawiasz tego światu. Nie wierzysz bowiem, że masz coś do dania, nie jesteś świadoma, że te rzeczy są już w tobie, tylko nie pozwalasz im zaistnieć na zewnąrz. Zachęcona przez Tolle, zamierzam skorzystac z jego propozycji i przez kilka tygodni dawać światu, to za czym tęsknię:  miłość, docenienie, spokój. Jeśli nie czujesz że masz te jakości w sobie – po prostu działaj jakbyś miał. Dopiero wówczas może przyjśc podobna odpowiedź ze świata. I przyjdzie, zapewnia Eckhart.

Praktyka

W Dojrzewalni Róż od dłuższego czasu promujemy wdzięczność jako sposób na szczęście. Elementem tej kampanii są „Kartki wdzięczności”, które można rozesłać do osób, którym jesteśmy za coś wdzięczne. Kiedy sama otrzymałam taką kartkę, było to bardzo karmiące doświadczenie, dodające energii i nadziei, wyobrażam sobie, jak ich przygotowywanie może wzmóc moje przekonanie, że żyję w świecie obfitości.

Praktyka

Zdałam sobie sprawę jak mało dzielę się z innymi tym, co mnie zachwyca w moim partnerze – a głównie opowiadam o rzeczach, które w jego zachowaniu są dla mnie wyzwaniem. Przez następny tydzień zamierzam opowiadać tylko o tym, co dobrego wnosi w moje życie, a tak w ogóle zadbać o to, by bardziej to doceniać na co dzień.

Tu przypomina mi się historia przytoczona przez Susan Jeffers w książce „The Feel the Fear Guide to Lasting Love”  o tym, jak zaczęła być prawie wdzięczna mężowi, że nie opuszcza deski sedesowej (wcześniej doprowadzało to do ciągłych spięć między nimi), gdy uświadomiła sobie jak wiele wnosi jego obecność w jej życie i że woli mieć to wszystko i podniesioną deskę niż odwrotnie.

Praktyka

I moje ulubione ćwiczenie, pochodzące z książki Susan Jeffers „End the Struggle and dance with Life” – policzenie „na ilu ramionach opiera się nasze życie”. Susan zwraca uwagę, że bardzo często wydaje nam się, że nasze sukcesy życiowe wypracowaliśmy sobie sami i proponuje zrobienie listy osób, które sprawiają/sprawiły, że nasze życie stało się łatwiejsze/bogatsze: poczynając od naszych rodziców, którzy nas wykarmili, opiekowali, ubierali; nauczycieli, którzy nas uczyli; pracodawców, którzy nas zatrudnili; naszych współpracowników; klientów, którzy kupili produkty naszej firmy; partnera, dzieci, przyjaciół, a kończąc na listonoszu, śmieciarzu, rolnikach, którzy wyprodukowali nasze jedzenie; kierowcach, którzy przywieźli je do naszego sklepu, itd., itp… Kiedy urodziłam córkę i zobaczyłam ile energii wymaga opieka nad takim małym człowiekiem, otworzyło się we mnie morze wdzięczności do mojej mamy, jednocześnie ta wdzięczność pozwala mi z radością służyć swoją energią córeczce – czuję się częścią większego łańcucha.

Przestałabym się poświęcać

3 Paźdź

Dla nikogo i dla niczego. Bo byłabym świadoma, że to wybór, za który ktoś musi zapłacić. Od 19 miesięcy opiekuję się moją córką. Wcześniej przez 5 miesięcy ciąży nie mogłam wstawać z łóżka. Zdałam sobie sprawę, że w sumie daje to dwa lata, podczas których możliwości swobodnego zaspokajania moich potrzeb były bardzo ograniczone. Z jednej strony to moja decyzja, z drugiej zmęczenie, obniżony nastrój i brak energii dały mi ostatnio do myślenia. Wybieram bycie z córką w domu – rezygnując z wielu ważnych potrzeb – ale płacimy za to obie – ona ma przy sobie nieszczęśliwą mamę (a w przyszłości ciężki bagaż, że matka poświęciła dla niej sporo radości), ja tracę poczucie, że żyję pełnią życia. Mój partner płaci poczuciem winy, moje przyjaciółki czasem, który poświęcają na słuchanie o mojej frustracji. Gdybym dorosła zadbałabym, aby lepiej to wszystko wyważyć. Dałabym sobie prawo aby zadbać o siebie. Przestałabym stosować wobec siebie oczekiwanie, że będę mamą idealną. Bo lepiej być mamą szczęśliwą. Jakby to mogło wyglądać w codziennym życiu? Na przykład tak, że dwa razy w tygodniu po powrocie mojego partnera z pracy zrobiłabym sobie wychodne, realizując w ten sposób potrzebę kontaktu z innymi (to jedna z moich najważniejszych potrzeb). Albo przestałabym gotować specjalnie dla niej. Zapisałabym się na kurs tańca. Częściej odwiedzałabym znajomych razem z córką. Raz w miesiącu zrobiłabym sobie weekend tylko dla siebie. Zadbałabym o czas na wypoczynek i relaks. Czasem prosiłabym koleżanki żeby posiedziały z małą. Wynegocjowałabym z partnerem, że chociaż 2 razy w tygodniu wraca wcześniej niż o 19 z pracy (no i co z tego, że stoi w korkach?), przestałabym kupować stwierdzenie, że mój partner „pomaga mi” w opiece nad dzieckiem – a bardziej forsowałabym stanowisko, że oboje jesteśmy za nie tak samo odpowiedzialni i konsekwencje takiego postawienia sprawy.

Czy Wy też macie takie obszary, gdzie się poświęcacie? W imię czego to robicie? Co mogłoby się zmienić gdybyście „dorosły”?