Archiwum | wybór RSS feed for this section

Uwierzyłabym, że jestem ok

5 Lu

nie okZaczyna się w niemowlęctwie, już wówczas uczymy się wychwytywać czy ważne osoby – rodzice lub inni opiekunowie są z nas zadowoleni i dostosowywać się do ich, wyrażonych mniej lub bardziej wprost, oczekiwań – od tego przecież zależy nasze przeżycie i spełnienie fundamentalnych życiowych potrzeb.

Potem jest już tylko gorzej: przechodzimy do ery „grzecznych chłopczyków” i „grzecznych dziewczynek” albo „łobuzów”, „niewdzięcznic”, „leniów” i „ty mnie wykończysz” czyli etykietowania nas pod różnymi względami – otoczenie na rożne sposoby daje nam znać, czy jesteśmy ok czy nie. Najczęściej nie. Uczymy się zatem, że to na zewnątrz istnieje źródło, które ma prawo zdecydować o naszej wartości i wielu prawach (np. prawie do doświadczania miłości, uwagi, troski). Zamiast mocno stanąć na własnych nogach, stajemy się jak wiotkie drzewa na wietrze – zależne od jego kaprysów.

Później dochodzi szkoła, z jej głównym komunikatem – „coś jest z tobą nie tak i zaraz ci to udowodnię” i kultura konsumpcyjna, która na tysiące mniej lub bardziej subtelnych sposobów wciska nam przekaz – jeszcze nie jesteś ok, ale już za chwilę – gdy kupisz kolejny produkt lub usługę – może się to zmienić i poczujesz wreszcie ulgę. Tak się oczywiście nie stanie. W tym scenariuszu nigdy nie osiąga się mety, a poprzeczka w wyścigu do poczucia się wreszcie ok  jest podnoszona wyżej i wyżej. Nie jesteś i nie będziesz ok.

Można podsumować, że żyjemy w cywilizacji opartej na tym, że prawie wszyscy jej uczestnicy wierzą w kilka wielkich kłamstw:  „Ja nie jestem ok”, „Ty/Wy nie jesteś/cie ok”, „Ona/ona/oni nie są ok”.

Byron Katie, autorka metody The Work mówi o tym tak: ” Większość ludzi od dzieciństwa przeznacza ogromną ilość energii na niestrudzone poszukiwanie tych rzeczy, posługując się rozmaitymi metodami mającymi zagwarantować, że zostaną dostrzeżeni, zadowolą druga osobę, zrobią na niej wrażenie i zdobędą jej miłość. Uważają, że na tym polega sens życia.”

Praktyka

Pierwszy krok to uświadomienie sobie, że choć to najprawdopodobniej nasi rodzice byli pierwotnymi autorami przekazu „Nie jesteś ok”, dziś nie muszą nic już robić. Robimy to za nich – dogłębnie zinternalizowaliśmy przekaz, że musimy się zmienić, by zasłużyć na miłość, bycie widzianym, zrozumianym, docenionym, wziętym pod uwagę. Potrzebna jest więc decyzja, że chcę zmienić komunikat, który do siebie kieruję na: „Jestem ok, bo po prostu istnieję” lub „Istnieję, więc jestem ok”. Dla mnie pomocne są słowa  Piotra Fijewskiego z książki „Jak rozwinąć skrzydła”: „Daję sobie prawo do istnienia. Jestem na tym świecie i mam prawo tu być. Mam prawo istnieć i akceptuję to, niezależnie od tego, na ile i komu jestem potrzebny i co inni myślą o mnie i moim myśleniu, Mam prawo do własnych potrzeb i przyjemności, podobnie jak inni ludzie. mam prawo do korzystania ze swoich osobistych praw. Mam prawo do robienia tego, co chcę, dopóki nie rani to kogoś innego. ”

Praktyka

Kolejny krok to umocnienie tego przekonania w sobie. Tutaj pomocne mogą być następujące praktyki:

  • Stworzenie listy osób, od których w ciągu swojego życia dostałaś/dostajesz  przekaz: „Jesteś ok”.
  • Jeden z nauczycieli duchowych – Adyashanti – opowiadał jak w dzieciństwie doszedł do bardzo zdrowego wniosku, że dorośli są szaleni – wierzą w rzeczy, które nie istnieją, przejmują się rzeczami, które nie są ważne, nie cieszą się życiem. Zauważmy, że większość z nas na podstawie tego, co mówili do nas i o nas dorośli, wysnuła zupełnie odmienny, nieprawdziwy i bardzo obciążający dla nas wniosek – że to z nami jest coś nie tak… A gdyby tak, skonstatować dziś – jak mówi moja znajoma do swoich synów, gdy przybiegają ze skargą: „Mamo, on powiedział, ze jestem głupi!” – on się po prostu pomylił? On, ona, oni – byli w błędzie – nie widzieli mojej prawdziwej natury, mojej niezbywalnej i stałej wartości biorącej się stąd, ze żyję. Uff, nagle życie jawi się w nowym świetle, z ramion spada wielki ciężar. Oni się pomylili…
  • Powtarzanie sobie „jestem ok” i rozkoszowanie się uczuciem jedności z życiem, które to wywołuje. Ja wyobrażam sobie, że mówię to do siebie na rożnych etapach rozwoju: niemowlaka, małego dziecka, nastolatki, teraz …
  • Bardzo dobrze działa na mnie podpowiedziany przez terapeutkę sposób – gdy spotykamy się z niezrozumieniem, brakiem docenienia, itp. , możemy sobie powiedzieć: „On, ona, oni nie są jeszcze na mnie gotowi”:-), a w przypadku, gdy czujemy, że ktoś próbuje przekazać nam, że nie zasługujemy na miłość – „To on/ona/oni nie zasługują na mnie”.
  • Piękna podpowiedź z metody Mind-Body Bridging: Zamknij oczy, wsłuchaj się w dźwięki płynące z otoczenia i poszukaj wewnątrz siebie swojego uszkodzenia. Gdy naprawdę skontaktujemy się ze sobą, nie sposób go znaleźć. Czujemy, ze jesteśmy pełni i kompletni, niczego nam nie brakuje i wszystko jest dokładnie takie, jak ma być.
  • Byron Katie proponuje zastanowić się, czego nie lubimy w zabieganiu o aprobatę innych oraz kim jesteśmy, gdy rezygnujemy z prób zdobycia miłości i uznania innych. „Jak postępujesz, gdy sądzisz, że potrzebujesz miłości innych ludzi? Czy stajesz się niewolnikiem ich aprobaty? Czy prowadzisz sztuczne życie, ponieważ nie potrafisz myśleć, że możesz zostać odrzucony? Czy starasz się odgadnąć ich oczekiwania, a później usiłujesz je spełnić? Szczerze mówiąc, w ten sposób nigdy nie zdobędziesz ich miłości. Będziesz próbował stać się kimś innym niż jesteś, a gdy powiedzą „kocham cię”, nie uwierzysz, ponieważ w rzeczywistości kochają sztuczna atrapę. Zabieganie o miłość innych jest bardzo trudne, a nawet śmiertelnie niebezpieczne. Dążąc do tego można utracić swoje prawdziwe ja. „
  • Zapytanie siebie: Jaka mogłaby być inna moja motywacja do działania niż potrzeba aprobaty?
  • Zapytanie siebie: Jakie ważne potrzeby chcę spełnić próbując dostosować się do oczekiwań innych, którzy ewentualnie wydadzą werdykt „Jesteś ok”? Miłości, akceptacji, przynależności, bezpieczeństwa, kontaktu, doświadczania troski…? Jak mogę spełniać te potrzeby nie rezygnując z siebie, bez poświęcania się i dopasowywania?
  • Uświadomienie sobie, jak mało  skuteczną strategią (a nawet nieco szaloną:-)) jest nieustannie próbować zasłużyć na miano „osoby ok” – potrzeby i oczekiwania innych zmieniają się jak w kalejdoskopie, są często ze sobą sprzeczne (np. dziecko chce, abyś była osobą bardziej wyrozumiała, mąż – bardziej stanowczą w byciu matką. Szef – więcej czasu spędzała w pracy, córka – w domu, itd.). Można oszaleć miotając się w tym wszystkim.
  • Zadawanie sobie codziennie pytań: „Co w sobie kocham?”,  „Za co się dziś doceniam?” oraz „Jak świat mnie wspiera?” (będziecie oszołomieni na ile rożnych sposobów – musicie więc być ok)
  • Czego nie robię, bo boję się, że dostanę komunikat „Nie jestem ok”? Co najgorszego by się stało, gdybym to zrobiła? Czy odważę się sprawdzić?
  • Zauważenie nieustannej presji, którą na siebie wywieramy, nigdy nie dając sobie prawa, by być takimi, jacy jesteśmy: zrób listę, jaki/a powinnaś się stać: bystrzejsza, kreatywniejsza, bardziej skuteczna w pracy, bogatszy, szczęśliwszy, silniejsza, piękniejsza, mniej agresywny, bardziej decyzyjny, bardziej niezależna, chudsza, lepsza jako matka, bardziej zorganizowany, itp. itd. Na pewno uderzy Cię długość i okrucieństwo płynące z tego spisu podstawowej nie-akceptacji siebie. Oraz nierealność tych oczekiwań.
  • Miki Kashtan – trenerka Nonviolent Communication z USA dzieli się swoją praktyką, a jest nią mówienie sobie – moja wartość jest taka sama jak wszystkich ludzi, którzy żyli przede mną, żyją teraz i będą żyć.
  • Przypominanie sobie, ze wszyscy pochodzimy z dokładnie tego samego  Źródła, czymkolwiek ono jest – jesteśmy manifestacją energii, kreatywnej siły, która nas stworzyła.
  • Uświadomienie sobie ile energii poświęcamy na to, by robić „właściwe rzeczy”. Właściwe – z punktu widzenia innych. A gdyby tak włożyć tę energię w rzeczy właściwe dla mnie, dla mojej duszy? Jak wyglądałoby moje życie?

Praktyka

Krok trzeci – uświadomienie sobie jak swoimi działaniami podtrzymuję w innych poczucie, że nie są ok i praca w kierunku zmiany tej postawy.

  • Zauważenie jak użytkuję innych próbując czy zmusić ich do tego, by zaspokajali moją potrzebę bycia ok. Czy widzę w pełni mojego partnera , moje przyjaciółki, moich rodziców, współpracowników, adoratorów? Co tracę przez takie ograniczone patrzenie? Przede wszystkim  kontakt  żywym człowiekiem – a nie z narzędziem do spełniania moich potrzeb.
  • Jak używam manipulacji „Nie jesteś ok” w stosunku do innych, których chcę „zmusić” do podporządkowania się moim potrzebom, żądaniom czy wizji świata?
  • Czy dzielę świat na tych, którzy są ok, bo mają podobną wizję świata jak ja i obcych, którzy jej nie podzielają? Jakie potrzeby próbuję w ten sposób spełnić? Bezpieczeństwa, stabilności, przewidywalności, bycia ok właśnie? Co tracę? Czy poczuie takiego oddzielenia nie jest bolesne?
  • Koniec z plotkowaniem. Pięknie analizuje to zjawisko Avikal E. Constantino w książce „Freedom to be Yourself. Mastering the Inner Judge”. Według autora plotkujemy, bo przeżywamy wówczas chwilę ulgi – sprzymierzając się z naszym wewnętrznym krytykiem wobec kogoś innego, nie musimy sobie radzić z oskarżeniami wobec siebie samych. Przez chwilę czujemy, ze wiemy, co jest słuszne, czujemy się lepsi od innych. Jednak to broń obosieczna, bo ma bardzo negatywny wpływ na nasze relacje i podtrzymuje kulturę „nie bycia ok” i daje siłę wewnętrznemu krytykowi. Ulga zaś jest tylko chwilowa.

Byron Katie trochę żartobliwie,  a trochę nie,  mówi, że kiedy wchodzi do sali pełnej ludzi jest pewna, że wszyscy ją kochają. Tylko o tym jeszcze nie wiedzą:-) Jak rozumiem, jeszcze nie przebudzili się na  tyle, aby widzieć swoją i innych prawdziwą naturę – a tego właśnie nam wszystkim życzę.

Reklamy

Byłabym w swoim życiu

13 List

Kilka dni temu moja niespełna trzyletnia córka zadała mi pytanie, które wgniotło mnie w fotel: „Mamo, czy jesteś w swoim życiu?„. Zaskoczyło mnie niewątpliwie, że trzylatka potrafi skonstruować takie zdanie, ale jeszcze większe wrażenie zrobiła na mnie próba odpowiedzenia jej i sobie na to pytanie.

Otóż córeczko, z przykrością muszę odpowiedzieć, że nie – nie za bardzo jestem w swoim życiu.

Po pierwsze: nie ma mnie tu i teraz

Większość czasu spędzam myśląc o tym, co może się wydarzyć w przyszłości – negatywnego i pozytywnego. Rozpamiętuję, co się nie wydarzyło, a powinno (bo wówczas moje życie byłoby spełnione), planuję rożne rzeczy, które chciałabym, żeby się wydarzyły (bo wówczas moje życie wreszcie będzie spełnione), dużo energii tracę na wypieranie trudnych uczuć, słowem – robię wiele, aby uciec od bieżącej chwili. Ronald D. Siegel w swojej książce „Uważność. Trening pokonywania codziennych trudności  (Wydawnictwo Czarna Owca) pokazuje jak bardzo mechanizm myślenia, przewidywania problemów i planowania  działań w calu zaspokajania potrzeb pomógł nam w ogóle przetrwać i jednocześnie, jak jest kosztowny – pozbawia nas prawie całego bogactwa doznań płynących z bycia w obecnej chwili. Kiedy myślimy o tym, co może się nie udać, płacimy także na poziomie fizjologii – włącza się system reakcji obronnych, powodując lęk, przygnębienie i zniechęcenie. Bardzo często także mózg wyolbrzymia to, co dobrego mogłoby się zdarzyć i jak przyjemnie wówczas byśmy się czuli – spędzamy więc wiele nieprzyjemnych chwil, frustrując się, że jeszcze tego nie mamy, albo  – gdy wymarzona sytuacja wreszcie się wydarzy – próbując sobie poradzić z rozczarowaniem, że wcale nie jest tak pięknie jak w naszych wcześniejszych wyobrażeniach. Czytaj dalej

Przestałabym udawać, że głód na świecie to nie moja sprawa

27 Lip

Czy gdybyś mógł z łatwością uratować tonące dziecko, zrobiłbyś to? – pyta profesor Peter Singer,  bioetyk, autor książki „Życie, które możesz ocalić”. Z pewnością prawie każdy odpowie na to pytanie „tak”. A jednak codziennie 24 tysiące dzieci umiera z powodu przyczyn związanych z głodem, którym można było zapobiec (dane UNICEF). W tym samym czasie ponad miliard ludzi żyjących w luksusie wydaje pieniądze na rzeczy, których tak naprawdę nie potrzebują.

Jeśli wydaje nam się, że cieszenie się luksusowym życiem to nie nasz przypadek, to warto zadać sobie kilka pytań: czy w ostatnich kilku dniach kupiłeś/łaś coś do picia, mimo, że w twoim kranie płynie woda zdatna do picia? Czy w ostatnich tygodniach wyrzuciłeś/łaś jaki produkt spożywczy, mimo że nie był jeszcze zepsuty? Czy kupiłeś/łaś ubranie, które miało tylko sprawić, że poczujesz się lepiej emocjonalnie? Cóż, jesli odpowiedziałeś/łaś „tak” przynajmniej raz, to oznacza, że masz się czym podzielić z tymi, kórzy nie mają dostępu nawet do podstawowych dóbr.

Kiedy czytamy doniesienia jak to Bill Gates czy Mark Zuckenberg przekazują połowę swoich dochodów na pomoc dobroczynną, często budzi to tylko poczucie własnej bezsilości i powoduje wzruszenie ramionami „No tak, ale oni mają z czego oddawać, a tylko wtedy taka pomoc ma sens.”

Wzdychamy nad losem głodujących mieszkańców Afryki, czasem nawet wzdrygniemy się i zapłaczemy nad zdjęciem afrykańskiej matki z wychudzonym synkiem na skraju śmierci głodowej w ramionach.  To straszne, a my nie możemy przecież nic zrobić. A potem idziemy do sklepu, żeby kupić nową sukienkę czy nową płytę, która ma sprawić, że poczujemy się choć odrobinę lepiej ze sobą. I robi to. Przez 10 minut.

Znacie to? Ja znam to dobrze. Często chciałabym pomóc, wesprzeć innych, którzy nie dzielą ze mną przywileju dostatniego, zachodniego życia, ale czuje się bezradna. Co ja jedna mogę zrobić? Jakie to miałoby znaczenie? To zmarnowane pieniadze. Przecież to nic nie zmieni, bo chodzi o rozwiązania systemowe, na które nie mam wpływu. A jednak to wielkie kłamstwo, które powtarzam sobie od lat. I dojrzałam do tego, żeby przestać w nie z wygodnictwa wierzyć.

Bo kiedy ja z zadowoleniem robię nadmiarowe zakupy w supermarkecie, ktoś w tej właśnie chwili naprawdę umiera z głodu. I to nie dlatego, że „nie chce mu się pracować”, ale dlatego, że takiej ani żadnej innej opcji poprawienia swojego życia po prostu nie ma.

Często trudno nam zobaczyć i uznać tę naszą wyższą rangę.

Według Arnolda Mindell’a, twórcy psychologii zorientowanej na proces (POP), rangi to zestaw przywilejów, odziedziczonych lub nabytych, których najczęściej nie jesteśmy świadomi. A brak tej świadomości sprawia, że patrzymy z góry na tych, którzy mają mniejsze możliwości, marginalizujemy ich frustrację, wyzwania i cierpienie.

W wywiadzie dla Gazety Wyborczej (21-22 Lipca 2012) Peter Singer mówi o tym, że według niego „ludzie z bogatych narodów mają mocne moralne zobowiązanie żeby zrobić coś, co poprawi życie ludzi w krajach bardzo biednych”. Opowiada o tym, że dzieje się to na poziomie pomocy rządowej, ale często jeszcze skuteczniejsza jest pomoc indywidualna. (!) Szczególnie, gdy przyjmuje formę wsparcia finansowego dla organizacji, kóre skutecznie, omijając rządowe biurokracje, pomagają w miejscach, które tego najbardziej potrzebują: tam, gdzie nie ma dostępu do wody pitnej, do opieki zdrowotnej, do edukacji. Singer napisał na ten temat książkę „Życie, które możesz ocalić” i stworzył stronę internetową (www.thelifeyoucansave.com), gdzie każdy może zobowiązać się, ile ze swojego dochodu przeznaczy na wsparcie tych, którzy cierpią z powodu skrajnej nędzy czy braku dostepu do innych zasobów. Do tej pory ponad 13 tysięcy osób zadeklarowało około 66 mln dolarów. Singer podaje na stronie organizacje, które uważa za najbardziej efektywne w zmienianiu rzeczywistości potrzebujących. To dla mnie inspirujące. Zdecydowanie zmniejsza moje poczucie bezradności w tej sprawie i pokazuje jasne ścieżki działania.

Gdy mamy do czynienia z grupą w potrzebie zbyt liczną, aby nasza pomoc mogła pomóc jej jako całości, włącza się w nas psychologiczny mechanizm, który ocenia taką pomoc jako daremną. Dodatkowo wchodzą tu w grę nasze przekonania: bieda na świecie jest nieuleczalna, bezdenna, bedzie zawsze, moja pomoc byłaby tylko niewidzialną kroplą w ogromnym morzu potrzeb. Na stronie www.thelifeyoucansave.com obejrzałam 3-minutowy filmik (bardzo, bardzo polecam), który rozprawia sie z tymi mitami. Otóż liczbę osób żyjących w skrajnej biedzie na całym świecie można zmniejszyć o połowę  przy budżecie rzędu 125 mld dolarów rocznie. Czy to dużo? Cóż, Amerykanie wydają rocznie 116 mld dolarów tylko na napoje alkoholowe…  Aby pomóc, nie musimy przekazać 50% swoich dochodów: wystarczy 5, a nawet 1%. A jeśli myślisz, że to kropla w morzu, wyobraź sobie, że to życie twojej córki czy syna jest tą kroplą… Dla ludzi, którzy dzieki pomocy donatorów uratowali życie swoich dzieci ta kropla ma kluczowe znaczenie.

Rok temu na zaproszenie Dojrzewalni przyjechała do Polski Miki Kashtan z USA, trenerka metody Nonviolent Communication. Niezwykle bliska jej sercu jest idea, aby potrzeby wszystkich ludzi mogły być brane pod uwagę i zaspokajane. Po warsztacie, który prowadziła w Warszawie pojechałyśmy odpocząć do Konstancina, miejscowości uzdrowiskowej pod stolicą. Spacerowałyśmy wśród wykwintnych rezydencji, z których wiele ma pewnie ponad 1000 metrów kwadratowych, niektóre korty tenisowe czy prywatne stawy. W pewnym momencie Miki podzieliła się swoją refleksją: zastanawiało ją jak bardzo trzeba się znieczulić i czuć się oderwanym od innych ludzi, żeby nie widzieć, że korzystanie z tego bogactwa w pewnym sensie odbywa sie kosztem kogoś, kto nie ma dostępu do zaspokajania podstawowych potrzeb. I nie ma znaczenia, że ktoś doszedł do swojego majątku ciężką pracą.

Nie dajmy się też zwieść złudzeniu, że rzecz dotyczy tylko najbogatszych. Jeśli mieszkam w państwie, w którym panuje pokój, mam codziennie co jeść, w moim kranie płynie zdatna do picia woda, moje dzieci uczą się w czytać i pisać,  w perspektywie mają bezpłatne studia, a moim salonie stoi telewizor, to dostał mi się  przywilej, jaki milionom ludzi na świecie się nie trafił. Uznanie tego jest chyba pierwszym krokiem, aby poczuć, ze chcę się tym podzielić z innymi, kórzy tego szczęścia nie mieli. To wyzwanie w Polsce, gdzie skupiamy się raczej na tym, czego nam brakuje i lubimy sie czuć ofiarami sytuacji.

A co z przekonaniem, że moje jednostkowe wysiłki nie mają wpływu na zmianę świata? Coż, wystarczy chyba zdać sobie sprawe, że większość z nas, jednostkowo korzystając z Facebooka, przyczyniła się do zbudowania wielomilardowego majątku Marka Zuckenberga. Tak samo, każda złotówka, którą mądrze przekażemy organizacjom, posiadajacym do dokonania takiej zmiany kompetencje i doświadczenie, łączy się koronami, euro czy dolarami i  naprawdę przebudowuje świat. Jak proponuje Peter Singer – „zapomnij o kropli, razem tworzymy falę!”. Wspólnie możemy ocalić niejedno życie.

Praktyka

Zobowiązuję się, że 5% swoich rocznych dochodów przekażę na pomoc najbardziej potrzebującym na świecie. Warto takie zobowiązanie podjąć publicznie, np.  za pośrednictwem strony www.thelifeyoucansave.com. Badania nad psychologicznymi aspektami dobroczynności wskazują bowiem, że mamy o wiele silniejszą motywację do dzielenia sie swoimi zasobami, gdy widzimy, że czynią to inni. Dlatego też dzielę się tą informacją z Wami. Skorzystałam ze wspomnianej strony, żeby złożyć zobowiązanie i od razu przejrzałam listę organizacji pomocowych rekomendowanych przez Petera Singera jako najbardziej skuteczne. Moją uwagę zwrociła ta o nazwie Jolkona, ponieważ tutaj zawsze dostajemy informację jak nasza dotacja została wykorzystana – np. nazwiska osób, które nasza dotacja pomogła żywić przez 3 tygodnie albo nazwisko i historię kobiety z Sudanu, która dzięki naszej wpłacie otrzymała ziarno na obsianie pola, z którego plony wystarczą na wyżywienie jej rodziny przez pół roku.

Dla mnie to bardzo motywujące. Działa co najmniej potrójnie – jest remedium na naszą psychologiczną niechęć do pomagania ogólnie zdefiniowanym grupom; buduje połączenie z ludźmi, którym pomagamy oraz daje poczucie prawdziwego sensu naszej wpłaty – widzimy różnicę, jaką ona wnosi w czyjeś życie. Wow. Krótko po dokonaniu dotacji na wybrane przeze mnie projekty poszłam na zakupy i nie nie byłam w stanie kupić połowy zaplanowanych rzeczy. Od razu przeliczałam je na dolary i na to jak bardzo mogłyby one wesprzeć potrzebujące osoby. Opcje są najróżniejsze: od wpłaty na żywność dla głodujących w Somalii (150$ dla 6-osobowej rodziny na 3 tygodnie), zakup narzędzia potrzebnego do skonstruowania systemu dostarczającego wodę w Kenii (45$) czy kupienia kawałka ziemi farmerce z Sudanu (500$), przez ufundowanie miesięcznego czynszu mlodzieży urodzonej w slamsach w Boliwii (125$), która zakłada sieć kafejek internetowych,  po opłacenie nauki zdrowego zbilansowanego odżywiania dzieci przy istniejących ograniczeniach w Nepalu (45$). I wiele, wiele innych palących potrzeb. Bardzo zachęcam do przejrzenia bazy potencjalnych dotacji w serwisie Jolkona – działa na wyobraźnię! Bardzo też sobie cenię działalność Polskiej Akcji Humanitarnej – na pewno niesie bardzo wymierna pomoc potrzebującym.

Praktyka

Co roku przekazuję pieniądze Wojtkowi Pęczkowi z City Bum Bum, który na trzy miesiące wyrusza z ekipą entuzjastów gry na djembe do Afryki, dostarczając przy okazji mieszkańcom wioski, która ich gości potrzebnych leków i innych niezbędnych rzeczy. Tutaj też czuję wymierny sens takiej pomocy. Jest też w tym wiele lekkości – Wojtek przekazał mi ostatnio informację, że kilku mieszkańców chętnie by się ze mną ożeniło 🙂 I sporo wzruszenia – bliskością, którą czuję gdy Wojtek opowiada o radości  z podarunków i życiu wioski.

Chciałabym praktykować dalej to wsparcie i mam nadzieję, że Wojtek będzie kontynuował swoje wyprawy. Gdyby ktoś chciałby się włączyć: www.citybumbum.pl

Praktyka

Rozwijać w sobie chęć do dzielenia się z innymi i poczucie, że jesteśmy współzależni – my, wszyscy ludzie. Miki Kashtan zwraca uwagę, iż to, że posługujemy się pieniędzmi zasłania nam fakt, że bez innych byśmy nie przeżyli albo nie mogli zaspokajać podstawowych nawet potrzeb. To dobry punkt wyjscia w tej refleksji.

W naszej kulturze wiele uwagi poświęca sie temu ile przyjemności niesie ze sobą otrzymanie lub skonsumowanie czegoś, tymczasem jest to satysfakcja krótkotrwała, ulegająca szybkiemu zobojętnieniu wskutek efektu hedonistycznej adaptacji (szybko przyzwyczajamy sie do tego, co dobre, nawet jeśli długi czas o tym marzyliśmy). Biorąc to pod uwagę, satysfakcja płynąca z dawania i wspierania innych jest naprawdę niedoceniania – trwa o wiele dłużej, daje poczucie sensu, buduje nasze poczucie wartości i sprawczości.

Przypomina mi się historia przytoczona w jednej z książek przez Susan Jeffers – kiedy syn jej przyjaciółki zapytał o radę, co mógłby podarować swojej dziewczynie z okazji Walentynek, ta zasugerowała, że mógłby wraz z sympatią pojść do domu starców i wręczyć każdemu mieszkańcowi różę. Kiedy to zrobili –  poruszona dziewczyna zakochała sie w nim po uszy – było to dla nich niezwykle inspirujące doświadczenie jak to jest dawać. Czy nie byłoby warto stać się przykładem dla naszych wychowywanych w kulturze konsumpcji dzieci, ile radości może przynieść dzielenie się z innymi i wzbogacanie ich życia?

Wczoraj byłam na spotkaniu założycielskim lokalnego systemu wymiany w Warszawie i okolicach. W pewnym momencie prowadzący poprosili o zadeklarowanie (w ramach ćwiczenia), co chcielibyśmy zaoferować innym, a czego moglibyśmy potrzebować. To doświadczenie pokazało mi jak wiele jako społeczność mamy do zaoferowania, i poczułam jak bardzo taki system mógłby budować siłę i więzi międzyludzkie w lokalnej wspólnocie.

Praktyka

W zwiększaniu chęci dzielenia się pomocne może być praktykowanie współczucia, a nawet współodczuwania. Dalajlama powiedzial:  „Jeśli chcesz, by inni byli szczęśliwi, praktykuj współczucie. Jesli chcesz byc szczęśliwy, praktykuj współczucie.”

Warto pytać się: „Jakbym się czuł/a, gdybym nie mogła nakarmić mojego głodującego dziecka, gdybym nie miał/a dostępu do pitnej wody? Gyby moje podstawowe potrzeby nie mogły być spełnione, a przy okazji wiedziałbym, że inni ludzie mają zasobów w nadmiarze?

Warto też praktykować zaczerpniętą z buddyzmu medytację miłującej dobroci – naprawdę otwiera serce, pozwala przekorczyć poczucie oddzielenia od innych.

Praktyka

Budowanie swojego poczucia wartości, siły i ukorzenienia.

Dlaczego to ważne w tym kontekście? Wiele naszych zasobów, które mogłyby skutecznie zwalczać skrajną nędzę i głód na świecie jest przeznaczanych na nieudolne podbudowywanie naszych ego – ale żadne protezy w rodzaju nowego luksusowego samochodu czy nowych olśniewających kolczyków i tak nie zbudują w nas miłości do siebie, a dodatkowo przyczynią się do zniszczenia środowiska. Warto zdać sobie z tego sprawę od czasu do czasu i zapytać siebie – czy teraz wydaję pieniądze w sposób, który służy mnie i innym? A jeśli nie, to czy mogę je wydać w lepszy sposób, ku długoterminowej satysfakcji mojej i wielu ludzi?

Czy łatwo się Wam jest dzielić z innymi? Czy widzicie w tym sens? Podzielcie sie prosze swoimi pomyslami i odczuciami na ten temat.

Dawałabym feedback

29 Maj

Temat wydaje się błahy, ale jest wielkiej wagi. Informacja zwrotna to prawdziwy podarunek  dla innych ludzi – taka wiedza pomaga im sprawdzić na ile ich działania spełniają potrzeby innych i są zgodne z ich intencjami – oraz jednocześnie prezent dla nas samych – pozwala przestać czuć się ofiarą,  daje poczucie mocy i wpływu na otaczającą rzeczywistość. A czasem także tę rzeczywistość zmienia na korzystniejszą dla nas.

Kiedyś uczestniczyłam w warsztacie prowadzonym przez Miki Kashtan – amerykańską trenerkę NVC. Działo sie to w Niemczech – to ważna informacja. Reagując na napięcie w grupie, Miki zaproponowała sesję informacji zwrotnej – taką, aby każdy mógł wnieść co się z nim dzieje i jaką ma w związku z tym prośbę. Czas był ograniczony, osób wiele. W pewnym momencie chyba dla wszystkich było jasne, że niektóre osoby wypowiadają sie tak długo, że czasu dla wszystkich po prostu nie wystarczy. Ale do końca nikt się nie odezwał w tej sprawie . Dla Miki (która pochodzi z Izraela) było to bardzo trudne przeżycie. Głęboko mnie poruszyło, kiedy następnego dnia podzieliła się z nami, jaki mechanizm zobaczyła za tym zdarzeniem. Prosto z mostu powiedziała, że dla niej było to realne przypomnienie dlaczego Hitler mógł zrealizować swoje plany. Otóż – wszystko zaczyna się od tego, że przymykamy oczy na niesprawiedliwość, zło, czy coś co krzywdzi nas albo innych. Nie odzywamy sie, chociaż nasz głos mógłby zmusić innych do refleksji nad swoim działaniem albo odebrał im możliwość kontynuowania krzywdzących działań.

Czemu tak się dzieje?

  • Po pierwsze wynika to z niewiary, że nasz głos ma w ogóle znaczenie i może coś zmienić. A jednak to nieprawda. Weźmy chociaż ostatnią akcję w Stanach – przenoszenie kont o wartości w sumie wielu miliardów dolarów do małych regionalnych i lokalnych banków zainicjowała młoda kobieta, która nie chciała się zgodzić z działaniami dużego banku. Spektakularnym dowodem że każdy głos może zapoczątkować lawinę zmian są efekty działań Camilii Vallejo – studentki w Chile. 

  • Po drugie, często nie mamy zaufania do tego, co czujemy. Nie słuchamy swojego ciała, kótre dyskomfortem, nagłym skurczem żołądka czy przyspieszonym biciem serca daje nam znać, ze dzieje się coś, co nie zgadza się z naszym systemem wartości.
  • Po trzecie, nauczono nas także, że nie można wyrażać, a najlepiej odczuwać złości. Więc w takich chwilach, cała energia idzie na jej stłumienie zamiast na wysłuchanie komunikatu o niespełnionych potrzebach, który ta emocja ze sobą niesie
  • Po czwarte, boimy się ewentualnych niedogodności i konsekwencji wynikających z takiego działania  – i decydujemy się poświęcić naszą potrzebę integralności.
    Ostatnio, bardzo nieprzyjemnym przeżyciem i wielkim rozczarowaniem była dla mnie wizyta w salonie znanej stylistki fryzur – poziom obsługi klienta, oceniające komentarze, brak wysłuchania moich potrzeb, a w rezultacie kolor i fryzura kompletnie rożne od moich oczekiwań , sprawiły, że przez dwa dni miałam emocjonalnego kaca i czułam się jak ofiara – fryzjerki, która mnie obsługiwała i salonu, który ją zatrudniał. W pewnym momencie poczułam, jednak, że nie chcę tego tak zostawić i opisałam swoje doświadczenia właścicielce. Odpowiedź przyszła natychmiast i była jednocześnie satysfakcjonująca – bo poczułam się wysłuchana oraz otrzymałam propozycję zadośćuczynienia i trudna – bo dowiedziałam się, że salon postanowił ową fryzjerkę zwolnić. Nie taka była moja intencja (myślałam raczej o daniu drugiej szansy, która pozwoliłaby owej fryzjerce wziąć pod uwagę informację zwrotną na temat tego jak jej działania wpływają na innych). Ale stało się i mimo tego oczywistego kosztu, zrobiłabym to jeszcze raz – bo uczucie wpływu na rzeczywistość i satysfakcja płynąca z zadbania o swoje potrzeby są bezcenne.
  • Po piąte, możemy odczuwać lęk przed negatywną oceną, rewanżem strony, której mówimy o naszych niespełnionych potrzebach, a tekże lęk przed odrzuceniem czy wycofaniem ciepłych uczuć dla nas (np. w bliskiej relacji)
  • Po szóste,  mówimy sobie, że nas już to nie dotyczy – bo po prostu po raz drugi nie przyjdziemy do tej restauracji czy nie skorzytamy z wizyty u tego lekarza.
    Tymczasem nasz feedback – zarówno do tych osób, jak i ich przełożonych, mógłby uratować przed powtórzeniem tego doświadczenia kolejne osoby. Jestem bardzo wdzięczna prowadzącym serwisy, w których można oceniać produkty, miejsca i usługi oraz osobom, które w nich publikują swoje oceny – jest to nieoceniona pomoc w sytuacjach wyboru. Zamierzam opisać hotel (Arenella Resort na Sycylii), w którym ostatnio spędziłam dwa tygodnie z małym dzieckiem – w czterogwiazdkowym wszechogarniającym zapachu pleśni. Dowiedziałam się, że biura, które sprzedają wakacje w tym ośrodku (TUI, Itaka), mają tego pełną świadomość – hotel po wybudowaniu stał przez rok niezamieszkany i pleśń po prostu jest wszędzie. Kto więc, jeśli nie my – klienci – nawzajem ostrzeże się  przed zrobieniem tego błędu. Oczywiście, zamierzam też rozpocząć procedurę reklamacyjną w TUI, co może da szansę innym – jeśli biuro wycofa ten obiekt ze swojej oferty.
  • Po siódme – w związkach często nie decydujemy się na udzielenie informacji zwrotnej, gdyż wybieramy pozorny komfort „świętego spokoju”. Pozorny, gdyż niewyrażony żal buduje napięcie i poczucie oddzielenia, często kończąc się oddaleniem partnerów i rozstaniem. Wyrażony odpowiednio – może budować bliskość oraz zwiększać intymność. Bardzo podoba mi się stwierdzenie Irwina Kuli z książki „Yernings”, które cytują w swojej książce „Projekt szczęśliwe małżeństwo” Hal i Jenny Runkel „Kiedy ukrywamy cząstkę tego, kim naprawde jesteśmy, przed ukochana osobą, zyskujemy gwarancję, że ona nie pokocha nas w pełni”.

Dużo tu piszę o dawaniu feedbacku, który jest negatywny – nasze potrzeby nie zostały zaspokojone. Tymczasem równie ważna rolę odgrywa pozytywna informacja zwrotna – czyli swojska wdzięczność – poinformowanie kogoś, czyje działania przyczyniły się do spełnienia naszych potrzeb, jak wzbogacił nasze życie. Pisałam już na ten temat bardzo wiele w odcinku „Z determinacją praktykowałabym wdzięczność dla innych”. Wdzięczność wyrażona daje jej adresatom poczucie osobistej mocy oraz po prostu praktyczną informację, czy skutki ich działań są adekwatne do intencji, które za nimi stoją.

Praktyka

Jak najczęściej będę zwracać uwagę na sygnały z ciała, które sygnalizują, ze potrzeby nie zostały spełnione. W takiej sytuacji zastanowię się w jaki sposób mogę o nie zadbać – np. poprzez poinformowanie o tej sytuacji osoby, które się do tego przyczyniły lub mogą się przyczynić do ich spełnienia.

Praktyka

Będę uważna na przekonanie, które czasami kieruje moim życiem, że musze się dostosowywać do innych, że mają oni wyższą rangę, a ich potrzeby są ważniejsze. To akurat przekonanie, które zrodziło się we mnie w dzieciństwie, ale wiele kobiet jest wychowywanych w tym duchu i przywoływane do porządku nawet jako dorosłe. Chciałabym traktować swoje potrzeby jako równie ważne i szukać rozwiązań to uwzględniających.

Praktyka 

Aby moja informacja zwrotna była skuteczna: budowała kontakt oraz zwiększała szanse, że moje potrzeby zostaną dzięki niej spełnione, zadbam o jej formę  (skorzystam tu z zaleceń Nonviolent Communication):

  • będę mówiła o faktach, np. : „W obecności innych klientów wyrażała pani komentarze na temat stanu moich włosów, czyli: tutaj dokładny cytat.”)
  • opowiem o uczuciach, które te fakty we mnie wzbudziły: „to spowodowało, że poczułam bardzo duży dyskomfort i napięcie, bo słyszały to inne osoby plus zaniepokoiłam się o swoje włosy”
  • i połączę jej z potrzebami, które za tymi emocjami stały (szacunku dla mojej prywatności i wrażliwości, odprężenia). „U fryzjera chciałabym swobodnie się poczuć i zrelaksować w przekonaniu, że z moimi włosami wszystko będzie ok. „

mogę też sformułować prośbę na przyszłość (wykonalną, pozytywną). Moja przyjaciółka w podobnej sytuacji u kosmetyczki poprosiła w odpowiedzi na negatywne komentarze na temat swoje cery: „Przyszłam tu po to, aby się odprężyć. Czy mogłaby pani opowiedzieć mi co widzi pozytywnego w moje skórze?”

Praktyka

  • Listę potrzeb powieszę przy komputerze, abym mogła codziennie na nią patrzeć i pogłębiać umiejętność ich rozpoznawania w sobie.
  • Potrzeby fizyczne
    Powietrza
    Pożywienia
    Wody
    Schronienia
    Ruchu
    Odpoczynku
    Snu
    Wyrażenia swojej seksualności
    Dotyku
    Bezpieczeństwa fizycznegoAutonomii
    Wybierania własnych planów, celów i marzeń, wartości
    Wybierania własnej drogi prowadzącej do ich realizacji
    Wolności
    Przestrzeni
    Spontaniczności
    NiezależnościKontaktu z samym sobą
    Autentyczności
    Wyzwań
    Uczenia się
    Jasności
    Świadomości
    Kompetencji
    Kreatywności
    Integralności
    Samorozwoju / wzrostu
    Autoekspresji / wyrażania własnego „ja”
    Poczucia własnej wartości
    Samoakceptacji
    Szacunku dla siebie
    Osiągnięć
    Prywatności
    Sensu
    Poczucia sprawczości i wpływu na swoje życie
    Całości / jedności
    Spójności
    Rozwoju
    Stymulacji, pobudzenia
    Zaufania
    Świętowania zaspokojonych potrzeb, spełnionych marzeń, planów i opłakiwania niezaspokojonych
    CeluZwiązku z innymi ludźmi
    Przyczyniania się do wzbogacania życia
    Informacji zwrotnej, czy nasze działania przyczyniły się do wzbogacania życia
    Przynależności
    Wsparcia
    Wspólnoty
    Kontaktu z innymi
    Towarzystwa
    Bliskości
    Dzielenia się: smutkami i radościami; talentami i zdolnościami
    Więzi
    Uwagi, bycia wziętym pod uwagę
    Bezpieczeństwa emocjonalnego
    Szczerości
    Empatii
    Współzależności
    Szacunku
    Równych szans
    Bycia widzianym
    Zrozumienia i bycia zrozumianym
    Zaufania
    Ciepła
    Otuchy
    Miłości
    Intymności
    Siły grupowej
    Współpracy
    WzajemnościRadości życia
    Zabawy
    Humoru
    Radości
    Łatwości
    Przygody
    Różnorodności / urozmaicenia
    Inspiracji
    Prostoty
    Dobrostanu fizycznego/emocjonalnego
    Komfortu / wygody
    NadzieiZwiązku ze światem

    Piękna
    Kontaktu z przyrodą
    Harmonii
    Porządku
    Spójności
    Pokoju

Odzyskałabym swoją seksualność

4 Maj

Mało która z nas otrzymała podczas dzieciństwa i dorastania pozytywny przekaz na temat swojej seksualności. Trudno o coś bardziej odbierającego jej siłę niż usłyszenie od matki: „Ojciec kazał mi o tym z tobą porozmawiać, żebyś nie przyniosła nam wstydu.”. No może konkurować tu mogą jeszcze katolickie opowieści o nieczystości kobiety i seksualności jako źródle zła.

Rośniemy w przekonaniu że seks równa się wstyd, a kontakt z nim w konsekwencji oznacza poczucie winy. Uczymy odcinać się od ciała, żeby nie czuć tego, co w nas żywe, mocne i niepokojące. Gdy dorastamy wkraczają kultura i media – dyktując nam na jakich warunkach możemy cieszyć się naszą  seksualnością – tylko jeśli mamy odpowiednią wagę (55 max), jesteśmy w odpowiednim wieku (czyli 45 max:-)), wyglądamy odpowiednio i jesteśmy w odpowiednim związku (hetero, małżeństwo).

Kiedy byłyśmy takie zależne od rodziców i innych dorosłych, bardzo trudno było się przed tym obronić. Jednak teraz, gdy już prawie dorosłyśmy, warto zdać sobie sprawę, że nie musimy wierzyć i kierować się już tymi wszystkimi odbierającymi radość życia przekazami. Nie musimy już  pozwalać innym na decydowanie jak ma wyglądać nasza seksualność, pozbawiając się dostępu do życiowej energii.  Pora na nowe zdefiniowanie czym jest dla nas seksualność i jak możemy się nią prawdziwie cieszyć.

Mnie do tego niezwykle zainspirował wywiad Tatiany Cichockiej z Alicją Długołęcką zatytułowany „Powolne rozpinanie koszuli” w majowym numerze Zwierciadła. Zapragnęłam aby seksualność stała się, jak sugeruje Tatiana, moim wewnętrznym zasobem – niezależnym od nikogo innego. Alicja zwraca uwagę na bardzo silny kobiecy wzorzec – wiara w to, że tylko jakiś mityczny „on” może nas rozpalić, otworzyć i dać nam dostęp do naszej seksualnej energii. Chociaż mamy pozorną korzyść – zwalnia nas  to z odpowiedzialność za siebie, musimy zapłacić  ogromną cenę – oddajemy innej osobie  kontrolę nad czymś tak cennym i rdzennie naszym. A co, jeśli nie spotkamy mężczyzny, który do tej roli naprawdę dorośnie?

Znam z doświadczenia ten schemat – przez długi czas wierzyłam, że moją ekspresję seksualną kontroluje zachowanie partnera i to na ile spełnia moje emocjonalne potrzeby. Odmawiałam sobie czegoś, czego bardzo pragnęłam, bo nie był na przykład wystarczająco czuły, romantyczny czy rozmowny. Medialne obrazy „idealnych kobiet” sprawiały że wstydziłam się swojego ciała.  Kiedy w pewnym momencie dotarło do mnie, że moja seksualność to moja rzecz  i to ja decyduję kiedy mam ochotę na jej ekspresję i w jaki sposób, było to niezwykle wyzwalające. Nie mogłam uwierzyć, że przez tyle lat pozbawiałam się dostępu do tak wielkiej życiowej siły. Zaczęłam się cieszyć swoim ciałem, afirmować je, pozwalać mu wibrować energią, gdy jest czymś lub kimś poruszone. Wpłynęło to na mnie w wielu aspektach, także w relacjach z innymi. Stałam się bardziej siebie świadoma, pewna, ukorzeniona.

Alicja Długołęcka przypomina, że bardzo często seksualność zrównujemy z uprawianiem seksu. To wielka pomyłka, bo można uprawiać seks i nie mieć z nią żadnego kontaktu. Pamiętam, jak kiedyś moja przyjaciółka, sfrustrowana w tamtej chwili długotrwałym brakiem seksualnej relacji w swoim życiu przeżyła olśnienie, że to nie pozbawia jej możliwości przeżywania swojej seksualności. Stworzyła listę 25 sposobów w jaki może ją wyrażać i się nią cieszyć bez partnera: poczynając od ubioru, czy bielizny, które pomagają jej poczuć się zmysłową, poprzez oglądanie pięknych erotycznie filmów, słuchanie poruszającej jej serce muzyki, po bieganie po łące bez bielizny pod spódnicą:-) Inna moja przyjaciółka odkryła ostatnio doznania płynące z używania jadeitowego jajeczka. Towarzyszą jej  bardzo poruszające erotyczne sny i przeżywa intensywny kontakt ze swoją  kobiecością.

Dla mnie prawdziwym odkryciem jest medytacja miednicy, o której już tutaj więcej pisałam kilka miesięcy temu w odcinku Byłabym w kontakcie ze swoją miednicą. Już sama uwaga, która dzięki niej jest kierowana na obszar brzucha, sprawia, że nagle otwiera się tam wielka przestrzeń, pełna ciepła, wibracji i wglądów. Daje mi siłę i wrażenie bycia naprawdę żywą, bycia w swoim ciele, na swoim miejscu. Tutaj mieszka też radość i lekkość. Potrafię wiele razy dziennie sięgać do tego stanu i cieszyć się że jestem kobietą. Z tego miejsca inaczej wchodzę energetycznie w relacje z innymi, jestem o wiele bardziej otwarta, twórcza, zmysłowa, radosna. Miednica to bardzo ważne miejsce uwalniania naszej seksualności, bo od wczesnego dzieciństwa dostajemy przekazy o tym, że nasze narządy to okolica wstydliwa, którą należy ukrywać, chronić i zaciskać. Mała jest szansa, że otrzymałyśmy informacje, które budują poczucie dumy. Często prowadzi to do silnej blokady – na seks, na szeroko pojętą radość życia i radość z bycia kobietą.

Praktyka

Alicja Długołęcka w świetnej książce – wywiadzie, którą przeprowadziła z nią Paulina Reiter p.t. „Seks na wysokich obcasach” mówi o naszym wychowaniu na grzeczną dziewczynkę. „Wychowanie grzecznej dziewczynki jest wzorem aseksualnego wychowania, przygotowaniem do życia według scenariusza bez radości. Uczy, ze nie można okazywać spontanicznie uczuć pozytywnych. „Oziębłe kobiety” nie są zimne, tylko mają problem z ekspresja pozytywnych emocji, nie dają sobie do tego prawa. To się przekłada na to, czy umiemy się bawić, czy lubimy aktywność fizyczną- od sportu po taniec – czy mamy dobry kontakt ze swoim ciałemi i czy potrafimy się upić na wesoło.”

Chciałabym dać przestrzeń tej ograniczonej w dzieciństwie dziewczynce we mnie na bieganie, na głośny śmiech, radosny śpiew, nieskrępowany taniec. Przestać się przejmować co pomyślą inni, robić to, do czego woła mnie dusza i ciało tu i teraz.

Praktyka

Chciałabym bardziej otworzyć się na doznania zmysłowe, reakcje swojego ciała, bodźce, które pomagają mi kontaktować się z seksualną sferą siebie. Aktywnie szukać i zauważać rzeczy, które sprawiają sensualną przyjemność: zapach świeżo zmielonej kawy czy świeżo skoszonej trawy, odczucie na ciele gdy nowa sukienka opływa piersi i opina się na pupie,  ciepło słońca na skórze i jej rozgrzany słońcem zapach, sposób w jaki mój mężczyzna pochyla głowę gdy mnie słucha, przelotne muśnięcie jego dłoni na plecach. Bose stopy na trawie i pieszczota drobin rosy, pierwsze wysokie obcasy od wielu lat i kształt mojej łydki oraz nagle wyprostowany kręgosłup, letni deszcz i jego zapach…

Praktyka

Trudno otworzyć się na seksualność bez prawdziwego otwarcia na świat. Tutaj wielką inspiracją jest dla mnie buddyzm, medytacja, a szczególnie medytacja miłującej dobroci, która pozwala mi włączać coraz szersze kręgi ludzi w sferę zainteresowań i empatii.

Wiele o praktykowaniu otwierania się pisze David Deida w „Błękitnej prawdzie”. („Niezwykły Przewodnik po Życiu i Śmierci, Miłości i Seksie).

Kontakt z naturą jest też bardzo pomocny, gdy pozwalamy, żeby widok, jego ogrom, tajemnica poruszyły nasze serce, a może i miednicę.

Alicja Długołęcka proponuje: „Podchodząc do tego praktycznie: jedziemy na wakacje – same, bez dzieci, nawet bez partnera. Otwarcie wymaga luzu psychicznego. Każda znas odkryje go w innym momencie, Jedna, kiedy boso idzie rano zrobić siku na trawie i przelecą nad nią żurawie. Chodzi o ducha wolności – to odczucie może pojawić się podczas samotnego biegania po jodłowym lesie abo pływania nago w jeziorze.”

Zen Coaching daje mi praktyczne narzędzia, aby otworzyć się na doświadczenie każdej chwili, pozwalać bez oceniania by przepływały przeze mnie różne emocje i zauważać w którym momencie mogę powiedzieć temu „tak”.

Praktyka

Seksualność to w wielkim stopniu otwarcie się na swoje ciało. Chciałabym mieć z nim więcej kontaktu, wykorzystać jego wiedzę i intuicję. Moja terapeutka wierzy, ze joga jest świetnym sposobem na zwiększenie życiowej elastyczności i energii. Zamierzam zacząć ćwiczyć jogę kundalini.  Swojego czasu uwielbiałam doznania, których dostarczał taniec w ramach Living Dance Form, prowadzony przez Joanne Łukaszewicz -Bernady. Chciałabym do niego wrócić, dać prowadzić się rożnych częściom ciała, czuć rożne jego miejsca i ich rożne energie. Bardzo przebudzająca, energetyczna i radosna jest dla mnie gra na bębnach djembe. Uderzeniom w bęben zaczyna w pewnym momencie towarzyszyć pulsowanie w brzuchu, ciało dostraja się do pierwotnego rytmu, otwiera i syci głębią energii.

Praktyka

Lubię tę prosta technikę jaką jest mapa marzeń. Na tablicy przyklejam zdjęcia, rysunki, fragmenty zdań, które najbardziej odpowiadają tej mnie, którą w sobie przeczuwam. W tym wypadku – skontaktowanej ze swoją życiową energią, pełną mocy, zmysłową, w kontakcie ze swoją miednicą i seksualnością. Codziennie patrzenie na tablicę sprawia, ze jestem coraz bliżej tych jakości w sobie.

Praktyka

Chciałabym pamiętać, że jak mówi Alicja w wywiadzie z Tatianą, moja seksualność to dar, który mogę lub nie podarować innej osobie.

Praktyka

Przede mną wyzwanie – w moim domu kobiece narządy nie miały nazwy, były otoczone tabu i jakieś takie niewymowne. A nadszedł czas, gdy moja dwuletnia córka zaczyna uczyć się co to znaczy być kobietą. Jak znaleźć nazwę na jej kobiece narządy, która nie będzie infantylna (cipcia, pisia, pipetka, itp.), zmedykalizowana (pochwa), negatywna (srom) czy zbyt odstająca od naszej kultury (joni), a da jej poczucie, że ma z czego być dumna? Ostatnio szukałyśmy takiej pozytywnej nazwy w naszej kobiecej grupie i mimo burzy mózgów nie wyszłam z pomysłem, do którego byłabym przekonana. Czy macie jakieś propozycje, które się wam sprawdziły?

Koleżanka opowiadała mi ostatnio o przepięknej ceremonii, która została urządzona na cześć dziewczynki, która własnie zaczęła miesiączkować. Było to niezwykle wspierające i poruszające wydarzenie, nie tylko dla głównej bohaterki, ale także dla innych uczestniczek. Piękny rytuał dający poczucie przynależności i dumy z bycia kobietą. Już cieszę się na urządzenie w przyszłości podobnej ceremonii dla córki.

Jestem taka ciekawa jakie są wasze sposoby na kontaktowanie i cieszenie się swoją seksualnością. Proszę, nie wahajcie się napisać – to ważne inspiracje  i słowa zachęty dla innych kobiet, aby odważnie wyruszyć w tę drogę.

Zamieniłabym poczucie winy na poczucie odpowiedzialności

6 Gru

Przez długi czas wydawało mi się, ze poczucie winy, chociaż nieprzyjemne, ma jednak duży sens – pokazuje gdzie postąpiliśmy wbrew swojej potrzebie troski o innych – czyli ma być takim biciem na alarm, że warto zmienić kurs. Ostatnio jednak rozmowa z psychoterapeutką uświadomiła mi, że samo to uczucie jest jednocześnie bardzo egocentryczne, niekonstruktywne i zatrzymuje nas w miejscu. Kiedy przeżywamy poczucie winy, skupiamy się swoich nieprzyjemnych uczuciach, nasza energia jest zaangażowana w próbę poradzenia sobie z nimi – poprzez racjonalizowanie,  usprawiedliwianie się, użalanie się nad sobą, dokładanie sobie ocen i oskarżeń, wypieranie, itp. Generalnie – nic z tego nie wynika jeśli chodzi o człowieka, którego potraktowaliśmy niespójnie z naszymi wartościami i w jakiś sposób przyczyniliśmy się do jego cierpienia.

Dotarło do mnie, że poczucie winy powinno być tylko pierwszym krokiem. Czytaj dalej

Przestałabym być osobą o nieograniczonych potrzebach w świecie ograniczonych zasobów

2 Gru

Jakiś czas temu dotarło do mojej świadomości z całą ostrością, że rzecz, której pragnę dałaby mi tylko krótkotrwałą satysfakcję. Tak, jak i każda inna. To odkrycie skonfrontowało mnie z bezsensem gonienia za coraz to nowymi potrzebami oraz inwestowania w to czasu i energii – marnowania zasobów swoich i świata. Jon Kabat-Zinn w książce „Życie piękna katastrofa” tak to podsumowuje: „Jeśli dostaniemy to, czego chcemy, zwykle chcemy czegoś następnego. Umysł znajduje coraz to nowe potrzeby, by czuć się szczęśliwym czy spełnionym. Z tego względu bieżąca sytuacja rzadko zadowala nas na długo, nawet jeśli panuje spokój i czujemy satysfakcję. ”

Zjawisko hedonistycznej adaptacji (przyzwyczajania się do tego, co przynosi radość) sprawia, że podobno poziom szczęścia osób sparaliżowanych i takich, które wygrały miliony na loterii bywa zbliżony. Czytaj dalej