Pytałabym, jaki jest mój dar dla świata – moja medicine

2 Mar

Gdybym miała zrobić ranking najważniejszych czy najbardziej priorytetowych rzeczy w tym moim przedłużonym dorastaniu, ta byłaby z pewnościa w pierwszej trójce. Jest coś niezwykle kojącego w znalezieniu odpowiedzi  na pytanie, co jest moim darem, moim wyjątkowym talentem, czymś, czego do świata nie może wnieść nikt inny. Mnie osobiście daje to poczucie ukorzenienia, takiej podstawowej życiowej bazy. Dodaje pewności siebie. Ułatwia podejmowanie ważnych i mniej istotnych decyzji. Wnosi poczucie sensu, zaufanie, że dobrze przeżywam swoje życie.

Tanna Jakubowicz-Mount w rozmowie z Renatą Dziurdzikowską (marcowe Zwierciadło) mówi: Rodzimy się z pakietem niezwykłych darów, zasobów i potencjału. Dojrzewanie to dojrzenie tych talentów w sobie i urzeczywistnienie ich w swoim życiu. Indianie mówią, że każdy ma swoją medicine, czyli uzdrawiającą moc. A Renata dodaje: „To jest to wszystko wyjątkowe w nas, co daje impuls do rozwoju i działa na innych krzepiąco, inspirująco, otwierając ścieżki poszukiwań.” Czytaj dalej

Z determinacją praktykowałabym wdzięczność dla innych

25 Lu

Dlaczego praktykowałabym ją z determinacją? W książce „Budda’s Brain” Rick Hanson pisze o tym, że nasz mózg wyewoluował w kierunku przykładania o wiele większej wagi do potrzeb, które nie są zrealizowane, niż smakowania tych, które spełnione są. Pomogło nam to przetrwać jako gatunkowi i jednocześnie pozbawiło automatycznego dostępu do mechanizmu wdzięczności – cieszenia się obfitością, która nam ofiarowuje życie. Dlatego potrzebujemy prawdziwej silnej woli, aby ten proces stał się naszym wspierającym poczucie dobrostanu nawykiem. Mimo wszystko warto zainwestować sporo energii w jego uruchomienie – nie dość, że wdzięczność to metastrategia budowania szczęścia (więcej na ten temat znajdziecie w książce Sonji Lyubomirsky, „Wybierz szczęście”), to jeszcze niezwykle pozytywnie wpływa na nasze relacje ze światem i z innymi. Czytaj dalej

Byłabym dobrą matką. Według swojej definicji.

30 Sty

Być dobrą matką – która z nas tego nie chce? Tylko, co to w ogóle znaczy? Od dwóch lat, czyli odkąd urodziła się moja córka, próbuję odnaleźć się w gąszczu dziesiątek oczekiwań i zaleceń (często sprzecznych), które sprawią, że zasłużę na ten tytuł, a moje dziecko zyska szansę na udane życie.

W pewnym momencie ta presja osiągnęła już we mnie takie natężenie, że groziła utratą jakiejkolwiek radości z bycia matką.

Ekologiczne warzywa – zorganizuj co tydzień i zarób na nie, codziennie musi jeść świeżo ugotowane potrawy, najlepiej w pełni zrównoważone, z mięsem (koniecznie – inaczej grozi jej anemia – to mój pediatra;  absolutnie – to zbyt obciążające dla małego organizmu – to mój pediatra homeopata), szczepienia – najlepiej wszystkie dostępne – to mój pediatra;  żadne, albo jak najmniej – bo to zupełnie zniszczy jej odporność – to kilku lekarzy holistycznych, także pediatrów. Potrzeby – najlepiej spełniać wszystkie (Rodzicielstwo bliskości); trzeba dążyć, by zawsze znaleźć rozwiązanie pozwalające wziąć jej potrzeby pod uwagę na równi ze swoimi (Nonviolent Communication), lepiej nie spełniać wszystkich potrzeb, szczególnie gdy nie mamy na to najmniejszej ochoty, bo straci poczucie bezpieczeństwa i stanie się egocentryczna (terapeutka). Dbaj, by nie było jej zimno, ale jednocześnie uważaj, bo przegrzanie jest równie groźne. Organizuj jej kontakty z innymi, ale chroń przed chorobami. Bądź cały czas blisko, ale nie poświęcaj się dla niej. Już teraz pomyśl o najlepszym przedszkolu i szkole. I tak dalej, i tak dalej… Czytaj dalej

Przestałabym zdradzać siebie

25 Sty

Przeżyłam kiedyś zdradę emocjonalną w bliskim związku i było to doświadczenie niezwykle bolesne. Ale ostatecznie stało się też bardzo budujące.

Żałoba i próby pogodzenia się z tym, co się wydarzyło trwały wiele długich miesięcy. Najtrudniejsze było zrozumienie: jak to możliwe, że najbliższy (przynajmniej z założenia) człowiek mógł się zdecydować na takie działanie, wiedząc, jaki to przyniesie mi ból. Bardzo pomocna była wówczas dla mnie empatia:  spojrzenie oczami drugiej osoby i próba zobaczenia jakie potrzeby próbowała spełnić. Kiedy udało mi się naprawdę poczuć, że temu mężczyźnie chodziło o to, aby doświadczyć, że żyje pełną piersią i że nie znalazł na to wielkie pragnienie innej, mniej raniącej strategii, paradoksalnie jako jedno z wielu uczuć poczułam wdzięczność. Konfrontacja z tą sytuacją wprowadziła bowiem do naszego związku życie i przepływ, którego wcześniej bardzo brakowało.

Jeszcze skuteczniejszym wsparciem była metoda odwróceń proponowana przez Byron Katie: każdą sprawiającą wielkie cierpienie myśl typu: „On mnie zdradził!” zamieniałam na jej odwrócenia: „To ja zdradziłam jego.” oraz „To ja zdradziłam siebie.” Czytaj dalej

Pamiętałabym, że czułość zaczyna się od szacunku

8 Gru

Na początku związku na etapie zakochania czułość przychodzi nam automatycznie, wraz z namiętnością i zaufaniem, że jesteśmy bezpieczni i kochani. Po mniej więcej dwóch latach namiętność zmienia się w intymność i wówczas, jeśli o nią świadomie nie zadbamy, czułość zniknie z naszego związkowego pejzażu. Ostatnio bardzo za nią tęsknię – żeby jej doświadczać od partnera, ale jeszcze bardziej aby nią obdarzać. Kojarzy mi się z otwartym sercem, przepływem, obcowaniem z drugim człowiekiem w wielkiej delikatności i zachwycie, w swoim najlepszym wydaniu. Piotr Fijewski w wywiadzie dla Magazynu Charaktery określił czułość „siostrą miłości”, stanem wzruszenia drugą osobą, poruszenia emocjonalnego w bliskim empatycznym kontakcie. A jego żona, Maria Fijewska dodaje: „Czułość jest okazaniem delikatności i uznania  dla wartości, jaką jest druga osobą”.

Zainspirowała mnie rozmowa z moją psychoterapeutką i jej przekonanie, że po zakochaniu bazą i warunkiem koniecznym czułości w związku jest szacunek do partnera czy partnerki. Czytaj dalej

Zamieniłabym poczucie winy na poczucie odpowiedzialności

6 Gru

Przez długi czas wydawało mi się, ze poczucie winy, chociaż nieprzyjemne, ma jednak duży sens – pokazuje gdzie postąpiliśmy wbrew swojej potrzebie troski o innych – czyli ma być takim biciem na alarm, że warto zmienić kurs. Ostatnio jednak rozmowa z psychoterapeutką uświadomiła mi, że samo to uczucie jest jednocześnie bardzo egocentryczne, niekonstruktywne i zatrzymuje nas w miejscu. Kiedy przeżywamy poczucie winy, skupiamy się swoich nieprzyjemnych uczuciach, nasza energia jest zaangażowana w próbę poradzenia sobie z nimi – poprzez racjonalizowanie,  usprawiedliwianie się, użalanie się nad sobą, dokładanie sobie ocen i oskarżeń, wypieranie, itp. Generalnie – nic z tego nie wynika jeśli chodzi o człowieka, którego potraktowaliśmy niespójnie z naszymi wartościami i w jakiś sposób przyczyniliśmy się do jego cierpienia.

Dotarło do mnie, że poczucie winy powinno być tylko pierwszym krokiem. Czytaj dalej

Przestałabym być osobą o nieograniczonych potrzebach w świecie ograniczonych zasobów

2 Gru

Jakiś czas temu dotarło do mojej świadomości z całą ostrością, że rzecz, której pragnę dałaby mi tylko krótkotrwałą satysfakcję. Tak, jak i każda inna. To odkrycie skonfrontowało mnie z bezsensem gonienia za coraz to nowymi potrzebami oraz inwestowania w to czasu i energii – marnowania zasobów swoich i świata. Jon Kabat-Zinn w książce „Życie piękna katastrofa” tak to podsumowuje: „Jeśli dostaniemy to, czego chcemy, zwykle chcemy czegoś następnego. Umysł znajduje coraz to nowe potrzeby, by czuć się szczęśliwym czy spełnionym. Z tego względu bieżąca sytuacja rzadko zadowala nas na długo, nawet jeśli panuje spokój i czujemy satysfakcję. ”

Zjawisko hedonistycznej adaptacji (przyzwyczajania się do tego, co przynosi radość) sprawia, że podobno poziom szczęścia osób sparaliżowanych i takich, które wygrały miliony na loterii bywa zbliżony. Czytaj dalej

Czasem usprawiedliwiałabym się zbyt dobrym samopoczuciem, by coś robić

29 List

Ten pomysł Paula Pearsall’a, autora „Toksycznego sukcesu”, na przywrócenie równowagi w życiu bardzo mnie rozbawił i jednocześnie zwrócił uwagę na głębszy problem. To bardzo symptomatyczne, że aby pozwolić sobie nic nie robić musimy mieć zazwyczaj fatalne samopoczucie. Dopiero migrena, grypa czy depresja dają nam usprawiedliwienie, aby po prostu przez chwilę pobyć. Co takiego jest w robieniu czegoś? Czy istniejemy tylko kiedy coś robimy? W rok po urodzeniu córki zaczęłam mieć dziwne nastroje. Marzyłam tylko o tym, by wślizgnąć się do łóżka i spędzać tam całe dnie. Nic nie robiąc. To było oczywiście niewykonalne, ale ta chęć się pogłębiała i w końcu, gdy nie reagowałam, moje ciało zdecydowało „Basta!  Teraz jest czas odpoczynku”. Straciłam kompletnie energię do czegokolwiek. Wciąż nie chciałam się poddać – robiłam badania krwi – wszystko było w porządku, poszłam na terapię – bo może to depresja. Ale to było po prostu ogromne zmęczenie i potrzeba zintegrowania tej ogromnej zmiany, która zaszła w moim życiu. Czytaj dalej

Nie mówiłabym mojej córce, że jest grzeczną dziewczynką

25 List

Wiadomo, „grzeczne dziewczynki idą do nieba, a niegrzeczne tam, dokąd chcą”. Uczenie dziewczynek konformizmu i spełniania oczekiwań wszystkich innych na pewno nie zapewni im spełnionego życia na własnych warunkach. Kiedykolwiek słyszę jak w stronę dziecka jest kierowany taki komentarz, coś ściska mnie w żołądku z niezgody – to prawie jak uderzenie. Stawiamy się w roli „boga”, który decyduje jaki jest inny człowiek. Czasem na całe życie. Joanna Berezowska – psychoterapeutka związana z Instytutem Ericksonowskim  w wywiadzie z Tatianą Cichocką mówi, że historie opowiadane przez innych  o nas, często zaczynają nami kierować. Sami zaczynamy pomijać momenty, które nie potwierdzają historii (etykiety), a wzmacniać te, które ją podkreślają. A ponieważ nasza ranga rodzica czy innej dorosłej osoby jest nieswpólmiernie wyższa niż kazdego dziecka, stajemy się odpowiedzialni za to jak się ono postrzega i zachowuje.

Jest jeszcze jeden powód, dla którego powstrzymuję się od mówienia Jaśminie, że jest grzeczna. A także miła, niemiła, pomocna, spokojna, niegrzeczna, rozbrykana, niesforna, posłuszna, dobra, zła, itp., itd. Czytaj dalej

Byłabym świadoma, że codziennie głosuję na konkretny świat swoimi pieniędzmi

24 List

Robię to kilka razy dziennie – małe głosowania, które kształtują wielki świat.

Kiedy na przykład kupuję kawę w MacDonald’s, głosuję na to, żeby na świecie istniało MacDonald’s  i jego zasady funkcjonowania.

Kiedy kupuję książkę w Empiku, głosuję na to, by być może w przyszłości dyktował on jakie książki będa do kupienia w Polsce oraz na to, że znikną mali, kulturotwórczy wydawcy (http://kultura.newsweek.pl/jak-doic-wydawcow,82833,1,1.htm).

Kiedy kupuję w dużym supermarkecie głosuję na to, by większość zysków opuściła Polskę, a pani w kasie nie mogła pójść przez wiele godzin do toalety.

Kiedy biorę kredyt lub zakładam konto w dużym banku, głosuję na to, by istniał system odsetek i zgadzam się na to, że moje pieniądze będą wspierały rzeczy, których nie mam ochoty popierać (np. zbrojenia w niektórych krajach, kryzys finansowy, duże korporacje).

Bardzo często wydaje nam się, że nasze jednostkowe wybory mają żaden, albo znikomy wpływ na to jak wygląda świat. A jednak to nieprawda.  Czytaj dalej