Tag Archives: odpowiedzialność

Przestałabym udawać, że głód na świecie to nie moja sprawa

27 Lip

Czy gdybyś mógł z łatwością uratować tonące dziecko, zrobiłbyś to? – pyta profesor Peter Singer,  bioetyk, autor książki „Życie, które możesz ocalić”. Z pewnością prawie każdy odpowie na to pytanie „tak”. A jednak codziennie 24 tysiące dzieci umiera z powodu przyczyn związanych z głodem, którym można było zapobiec (dane UNICEF). W tym samym czasie ponad miliard ludzi żyjących w luksusie wydaje pieniądze na rzeczy, których tak naprawdę nie potrzebują.

Jeśli wydaje nam się, że cieszenie się luksusowym życiem to nie nasz przypadek, to warto zadać sobie kilka pytań: czy w ostatnich kilku dniach kupiłeś/łaś coś do picia, mimo, że w twoim kranie płynie woda zdatna do picia? Czy w ostatnich tygodniach wyrzuciłeś/łaś jaki produkt spożywczy, mimo że nie był jeszcze zepsuty? Czy kupiłeś/łaś ubranie, które miało tylko sprawić, że poczujesz się lepiej emocjonalnie? Cóż, jesli odpowiedziałeś/łaś „tak” przynajmniej raz, to oznacza, że masz się czym podzielić z tymi, kórzy nie mają dostępu nawet do podstawowych dóbr.

Kiedy czytamy doniesienia jak to Bill Gates czy Mark Zuckenberg przekazują połowę swoich dochodów na pomoc dobroczynną, często budzi to tylko poczucie własnej bezsilości i powoduje wzruszenie ramionami „No tak, ale oni mają z czego oddawać, a tylko wtedy taka pomoc ma sens.”

Wzdychamy nad losem głodujących mieszkańców Afryki, czasem nawet wzdrygniemy się i zapłaczemy nad zdjęciem afrykańskiej matki z wychudzonym synkiem na skraju śmierci głodowej w ramionach.  To straszne, a my nie możemy przecież nic zrobić. A potem idziemy do sklepu, żeby kupić nową sukienkę czy nową płytę, która ma sprawić, że poczujemy się choć odrobinę lepiej ze sobą. I robi to. Przez 10 minut.

Znacie to? Ja znam to dobrze. Często chciałabym pomóc, wesprzeć innych, którzy nie dzielą ze mną przywileju dostatniego, zachodniego życia, ale czuje się bezradna. Co ja jedna mogę zrobić? Jakie to miałoby znaczenie? To zmarnowane pieniadze. Przecież to nic nie zmieni, bo chodzi o rozwiązania systemowe, na które nie mam wpływu. A jednak to wielkie kłamstwo, które powtarzam sobie od lat. I dojrzałam do tego, żeby przestać w nie z wygodnictwa wierzyć.

Bo kiedy ja z zadowoleniem robię nadmiarowe zakupy w supermarkecie, ktoś w tej właśnie chwili naprawdę umiera z głodu. I to nie dlatego, że „nie chce mu się pracować”, ale dlatego, że takiej ani żadnej innej opcji poprawienia swojego życia po prostu nie ma.

Często trudno nam zobaczyć i uznać tę naszą wyższą rangę.

Według Arnolda Mindell’a, twórcy psychologii zorientowanej na proces (POP), rangi to zestaw przywilejów, odziedziczonych lub nabytych, których najczęściej nie jesteśmy świadomi. A brak tej świadomości sprawia, że patrzymy z góry na tych, którzy mają mniejsze możliwości, marginalizujemy ich frustrację, wyzwania i cierpienie.

W wywiadzie dla Gazety Wyborczej (21-22 Lipca 2012) Peter Singer mówi o tym, że według niego „ludzie z bogatych narodów mają mocne moralne zobowiązanie żeby zrobić coś, co poprawi życie ludzi w krajach bardzo biednych”. Opowiada o tym, że dzieje się to na poziomie pomocy rządowej, ale często jeszcze skuteczniejsza jest pomoc indywidualna. (!) Szczególnie, gdy przyjmuje formę wsparcia finansowego dla organizacji, kóre skutecznie, omijając rządowe biurokracje, pomagają w miejscach, które tego najbardziej potrzebują: tam, gdzie nie ma dostępu do wody pitnej, do opieki zdrowotnej, do edukacji. Singer napisał na ten temat książkę „Życie, które możesz ocalić” i stworzył stronę internetową (www.thelifeyoucansave.com), gdzie każdy może zobowiązać się, ile ze swojego dochodu przeznaczy na wsparcie tych, którzy cierpią z powodu skrajnej nędzy czy braku dostepu do innych zasobów. Do tej pory ponad 13 tysięcy osób zadeklarowało około 66 mln dolarów. Singer podaje na stronie organizacje, które uważa za najbardziej efektywne w zmienianiu rzeczywistości potrzebujących. To dla mnie inspirujące. Zdecydowanie zmniejsza moje poczucie bezradności w tej sprawie i pokazuje jasne ścieżki działania.

Gdy mamy do czynienia z grupą w potrzebie zbyt liczną, aby nasza pomoc mogła pomóc jej jako całości, włącza się w nas psychologiczny mechanizm, który ocenia taką pomoc jako daremną. Dodatkowo wchodzą tu w grę nasze przekonania: bieda na świecie jest nieuleczalna, bezdenna, bedzie zawsze, moja pomoc byłaby tylko niewidzialną kroplą w ogromnym morzu potrzeb. Na stronie www.thelifeyoucansave.com obejrzałam 3-minutowy filmik (bardzo, bardzo polecam), który rozprawia sie z tymi mitami. Otóż liczbę osób żyjących w skrajnej biedzie na całym świecie można zmniejszyć o połowę  przy budżecie rzędu 125 mld dolarów rocznie. Czy to dużo? Cóż, Amerykanie wydają rocznie 116 mld dolarów tylko na napoje alkoholowe…  Aby pomóc, nie musimy przekazać 50% swoich dochodów: wystarczy 5, a nawet 1%. A jeśli myślisz, że to kropla w morzu, wyobraź sobie, że to życie twojej córki czy syna jest tą kroplą… Dla ludzi, którzy dzieki pomocy donatorów uratowali życie swoich dzieci ta kropla ma kluczowe znaczenie.

Rok temu na zaproszenie Dojrzewalni przyjechała do Polski Miki Kashtan z USA, trenerka metody Nonviolent Communication. Niezwykle bliska jej sercu jest idea, aby potrzeby wszystkich ludzi mogły być brane pod uwagę i zaspokajane. Po warsztacie, który prowadziła w Warszawie pojechałyśmy odpocząć do Konstancina, miejscowości uzdrowiskowej pod stolicą. Spacerowałyśmy wśród wykwintnych rezydencji, z których wiele ma pewnie ponad 1000 metrów kwadratowych, niektóre korty tenisowe czy prywatne stawy. W pewnym momencie Miki podzieliła się swoją refleksją: zastanawiało ją jak bardzo trzeba się znieczulić i czuć się oderwanym od innych ludzi, żeby nie widzieć, że korzystanie z tego bogactwa w pewnym sensie odbywa sie kosztem kogoś, kto nie ma dostępu do zaspokajania podstawowych potrzeb. I nie ma znaczenia, że ktoś doszedł do swojego majątku ciężką pracą.

Nie dajmy się też zwieść złudzeniu, że rzecz dotyczy tylko najbogatszych. Jeśli mieszkam w państwie, w którym panuje pokój, mam codziennie co jeść, w moim kranie płynie zdatna do picia woda, moje dzieci uczą się w czytać i pisać,  w perspektywie mają bezpłatne studia, a moim salonie stoi telewizor, to dostał mi się  przywilej, jaki milionom ludzi na świecie się nie trafił. Uznanie tego jest chyba pierwszym krokiem, aby poczuć, ze chcę się tym podzielić z innymi, kórzy tego szczęścia nie mieli. To wyzwanie w Polsce, gdzie skupiamy się raczej na tym, czego nam brakuje i lubimy sie czuć ofiarami sytuacji.

A co z przekonaniem, że moje jednostkowe wysiłki nie mają wpływu na zmianę świata? Coż, wystarczy chyba zdać sobie sprawe, że większość z nas, jednostkowo korzystając z Facebooka, przyczyniła się do zbudowania wielomilardowego majątku Marka Zuckenberga. Tak samo, każda złotówka, którą mądrze przekażemy organizacjom, posiadajacym do dokonania takiej zmiany kompetencje i doświadczenie, łączy się koronami, euro czy dolarami i  naprawdę przebudowuje świat. Jak proponuje Peter Singer – „zapomnij o kropli, razem tworzymy falę!”. Wspólnie możemy ocalić niejedno życie.

Praktyka

Zobowiązuję się, że 5% swoich rocznych dochodów przekażę na pomoc najbardziej potrzebującym na świecie. Warto takie zobowiązanie podjąć publicznie, np.  za pośrednictwem strony www.thelifeyoucansave.com. Badania nad psychologicznymi aspektami dobroczynności wskazują bowiem, że mamy o wiele silniejszą motywację do dzielenia sie swoimi zasobami, gdy widzimy, że czynią to inni. Dlatego też dzielę się tą informacją z Wami. Skorzystałam ze wspomnianej strony, żeby złożyć zobowiązanie i od razu przejrzałam listę organizacji pomocowych rekomendowanych przez Petera Singera jako najbardziej skuteczne. Moją uwagę zwrociła ta o nazwie Jolkona, ponieważ tutaj zawsze dostajemy informację jak nasza dotacja została wykorzystana – np. nazwiska osób, które nasza dotacja pomogła żywić przez 3 tygodnie albo nazwisko i historię kobiety z Sudanu, która dzięki naszej wpłacie otrzymała ziarno na obsianie pola, z którego plony wystarczą na wyżywienie jej rodziny przez pół roku.

Dla mnie to bardzo motywujące. Działa co najmniej potrójnie – jest remedium na naszą psychologiczną niechęć do pomagania ogólnie zdefiniowanym grupom; buduje połączenie z ludźmi, którym pomagamy oraz daje poczucie prawdziwego sensu naszej wpłaty – widzimy różnicę, jaką ona wnosi w czyjeś życie. Wow. Krótko po dokonaniu dotacji na wybrane przeze mnie projekty poszłam na zakupy i nie nie byłam w stanie kupić połowy zaplanowanych rzeczy. Od razu przeliczałam je na dolary i na to jak bardzo mogłyby one wesprzeć potrzebujące osoby. Opcje są najróżniejsze: od wpłaty na żywność dla głodujących w Somalii (150$ dla 6-osobowej rodziny na 3 tygodnie), zakup narzędzia potrzebnego do skonstruowania systemu dostarczającego wodę w Kenii (45$) czy kupienia kawałka ziemi farmerce z Sudanu (500$), przez ufundowanie miesięcznego czynszu mlodzieży urodzonej w slamsach w Boliwii (125$), która zakłada sieć kafejek internetowych,  po opłacenie nauki zdrowego zbilansowanego odżywiania dzieci przy istniejących ograniczeniach w Nepalu (45$). I wiele, wiele innych palących potrzeb. Bardzo zachęcam do przejrzenia bazy potencjalnych dotacji w serwisie Jolkona – działa na wyobraźnię! Bardzo też sobie cenię działalność Polskiej Akcji Humanitarnej – na pewno niesie bardzo wymierna pomoc potrzebującym.

Praktyka

Co roku przekazuję pieniądze Wojtkowi Pęczkowi z City Bum Bum, który na trzy miesiące wyrusza z ekipą entuzjastów gry na djembe do Afryki, dostarczając przy okazji mieszkańcom wioski, która ich gości potrzebnych leków i innych niezbędnych rzeczy. Tutaj też czuję wymierny sens takiej pomocy. Jest też w tym wiele lekkości – Wojtek przekazał mi ostatnio informację, że kilku mieszkańców chętnie by się ze mną ożeniło 🙂 I sporo wzruszenia – bliskością, którą czuję gdy Wojtek opowiada o radości  z podarunków i życiu wioski.

Chciałabym praktykować dalej to wsparcie i mam nadzieję, że Wojtek będzie kontynuował swoje wyprawy. Gdyby ktoś chciałby się włączyć: www.citybumbum.pl

Praktyka

Rozwijać w sobie chęć do dzielenia się z innymi i poczucie, że jesteśmy współzależni – my, wszyscy ludzie. Miki Kashtan zwraca uwagę, iż to, że posługujemy się pieniędzmi zasłania nam fakt, że bez innych byśmy nie przeżyli albo nie mogli zaspokajać podstawowych nawet potrzeb. To dobry punkt wyjscia w tej refleksji.

W naszej kulturze wiele uwagi poświęca sie temu ile przyjemności niesie ze sobą otrzymanie lub skonsumowanie czegoś, tymczasem jest to satysfakcja krótkotrwała, ulegająca szybkiemu zobojętnieniu wskutek efektu hedonistycznej adaptacji (szybko przyzwyczajamy sie do tego, co dobre, nawet jeśli długi czas o tym marzyliśmy). Biorąc to pod uwagę, satysfakcja płynąca z dawania i wspierania innych jest naprawdę niedoceniania – trwa o wiele dłużej, daje poczucie sensu, buduje nasze poczucie wartości i sprawczości.

Przypomina mi się historia przytoczona w jednej z książek przez Susan Jeffers – kiedy syn jej przyjaciółki zapytał o radę, co mógłby podarować swojej dziewczynie z okazji Walentynek, ta zasugerowała, że mógłby wraz z sympatią pojść do domu starców i wręczyć każdemu mieszkańcowi różę. Kiedy to zrobili –  poruszona dziewczyna zakochała sie w nim po uszy – było to dla nich niezwykle inspirujące doświadczenie jak to jest dawać. Czy nie byłoby warto stać się przykładem dla naszych wychowywanych w kulturze konsumpcji dzieci, ile radości może przynieść dzielenie się z innymi i wzbogacanie ich życia?

Wczoraj byłam na spotkaniu założycielskim lokalnego systemu wymiany w Warszawie i okolicach. W pewnym momencie prowadzący poprosili o zadeklarowanie (w ramach ćwiczenia), co chcielibyśmy zaoferować innym, a czego moglibyśmy potrzebować. To doświadczenie pokazało mi jak wiele jako społeczność mamy do zaoferowania, i poczułam jak bardzo taki system mógłby budować siłę i więzi międzyludzkie w lokalnej wspólnocie.

Praktyka

W zwiększaniu chęci dzielenia się pomocne może być praktykowanie współczucia, a nawet współodczuwania. Dalajlama powiedzial:  „Jeśli chcesz, by inni byli szczęśliwi, praktykuj współczucie. Jesli chcesz byc szczęśliwy, praktykuj współczucie.”

Warto pytać się: „Jakbym się czuł/a, gdybym nie mogła nakarmić mojego głodującego dziecka, gdybym nie miał/a dostępu do pitnej wody? Gyby moje podstawowe potrzeby nie mogły być spełnione, a przy okazji wiedziałbym, że inni ludzie mają zasobów w nadmiarze?

Warto też praktykować zaczerpniętą z buddyzmu medytację miłującej dobroci – naprawdę otwiera serce, pozwala przekorczyć poczucie oddzielenia od innych.

Praktyka

Budowanie swojego poczucia wartości, siły i ukorzenienia.

Dlaczego to ważne w tym kontekście? Wiele naszych zasobów, które mogłyby skutecznie zwalczać skrajną nędzę i głód na świecie jest przeznaczanych na nieudolne podbudowywanie naszych ego – ale żadne protezy w rodzaju nowego luksusowego samochodu czy nowych olśniewających kolczyków i tak nie zbudują w nas miłości do siebie, a dodatkowo przyczynią się do zniszczenia środowiska. Warto zdać sobie z tego sprawę od czasu do czasu i zapytać siebie – czy teraz wydaję pieniądze w sposób, który służy mnie i innym? A jeśli nie, to czy mogę je wydać w lepszy sposób, ku długoterminowej satysfakcji mojej i wielu ludzi?

Czy łatwo się Wam jest dzielić z innymi? Czy widzicie w tym sens? Podzielcie sie prosze swoimi pomyslami i odczuciami na ten temat.

Dawałabym feedback

29 Maj

Temat wydaje się błahy, ale jest wielkiej wagi. Informacja zwrotna to prawdziwy podarunek  dla innych ludzi – taka wiedza pomaga im sprawdzić na ile ich działania spełniają potrzeby innych i są zgodne z ich intencjami – oraz jednocześnie prezent dla nas samych – pozwala przestać czuć się ofiarą,  daje poczucie mocy i wpływu na otaczającą rzeczywistość. A czasem także tę rzeczywistość zmienia na korzystniejszą dla nas.

Kiedyś uczestniczyłam w warsztacie prowadzonym przez Miki Kashtan – amerykańską trenerkę NVC. Działo sie to w Niemczech – to ważna informacja. Reagując na napięcie w grupie, Miki zaproponowała sesję informacji zwrotnej – taką, aby każdy mógł wnieść co się z nim dzieje i jaką ma w związku z tym prośbę. Czas był ograniczony, osób wiele. W pewnym momencie chyba dla wszystkich było jasne, że niektóre osoby wypowiadają sie tak długo, że czasu dla wszystkich po prostu nie wystarczy. Ale do końca nikt się nie odezwał w tej sprawie . Dla Miki (która pochodzi z Izraela) było to bardzo trudne przeżycie. Głęboko mnie poruszyło, kiedy następnego dnia podzieliła się z nami, jaki mechanizm zobaczyła za tym zdarzeniem. Prosto z mostu powiedziała, że dla niej było to realne przypomnienie dlaczego Hitler mógł zrealizować swoje plany. Otóż – wszystko zaczyna się od tego, że przymykamy oczy na niesprawiedliwość, zło, czy coś co krzywdzi nas albo innych. Nie odzywamy sie, chociaż nasz głos mógłby zmusić innych do refleksji nad swoim działaniem albo odebrał im możliwość kontynuowania krzywdzących działań.

Czemu tak się dzieje?

  • Po pierwsze wynika to z niewiary, że nasz głos ma w ogóle znaczenie i może coś zmienić. A jednak to nieprawda. Weźmy chociaż ostatnią akcję w Stanach – przenoszenie kont o wartości w sumie wielu miliardów dolarów do małych regionalnych i lokalnych banków zainicjowała młoda kobieta, która nie chciała się zgodzić z działaniami dużego banku. Spektakularnym dowodem że każdy głos może zapoczątkować lawinę zmian są efekty działań Camilii Vallejo – studentki w Chile. 

  • Po drugie, często nie mamy zaufania do tego, co czujemy. Nie słuchamy swojego ciała, kótre dyskomfortem, nagłym skurczem żołądka czy przyspieszonym biciem serca daje nam znać, ze dzieje się coś, co nie zgadza się z naszym systemem wartości.
  • Po trzecie, nauczono nas także, że nie można wyrażać, a najlepiej odczuwać złości. Więc w takich chwilach, cała energia idzie na jej stłumienie zamiast na wysłuchanie komunikatu o niespełnionych potrzebach, który ta emocja ze sobą niesie
  • Po czwarte, boimy się ewentualnych niedogodności i konsekwencji wynikających z takiego działania  – i decydujemy się poświęcić naszą potrzebę integralności.
    Ostatnio, bardzo nieprzyjemnym przeżyciem i wielkim rozczarowaniem była dla mnie wizyta w salonie znanej stylistki fryzur – poziom obsługi klienta, oceniające komentarze, brak wysłuchania moich potrzeb, a w rezultacie kolor i fryzura kompletnie rożne od moich oczekiwań , sprawiły, że przez dwa dni miałam emocjonalnego kaca i czułam się jak ofiara – fryzjerki, która mnie obsługiwała i salonu, który ją zatrudniał. W pewnym momencie poczułam, jednak, że nie chcę tego tak zostawić i opisałam swoje doświadczenia właścicielce. Odpowiedź przyszła natychmiast i była jednocześnie satysfakcjonująca – bo poczułam się wysłuchana oraz otrzymałam propozycję zadośćuczynienia i trudna – bo dowiedziałam się, że salon postanowił ową fryzjerkę zwolnić. Nie taka była moja intencja (myślałam raczej o daniu drugiej szansy, która pozwoliłaby owej fryzjerce wziąć pod uwagę informację zwrotną na temat tego jak jej działania wpływają na innych). Ale stało się i mimo tego oczywistego kosztu, zrobiłabym to jeszcze raz – bo uczucie wpływu na rzeczywistość i satysfakcja płynąca z zadbania o swoje potrzeby są bezcenne.
  • Po piąte, możemy odczuwać lęk przed negatywną oceną, rewanżem strony, której mówimy o naszych niespełnionych potrzebach, a tekże lęk przed odrzuceniem czy wycofaniem ciepłych uczuć dla nas (np. w bliskiej relacji)
  • Po szóste,  mówimy sobie, że nas już to nie dotyczy – bo po prostu po raz drugi nie przyjdziemy do tej restauracji czy nie skorzytamy z wizyty u tego lekarza.
    Tymczasem nasz feedback – zarówno do tych osób, jak i ich przełożonych, mógłby uratować przed powtórzeniem tego doświadczenia kolejne osoby. Jestem bardzo wdzięczna prowadzącym serwisy, w których można oceniać produkty, miejsca i usługi oraz osobom, które w nich publikują swoje oceny – jest to nieoceniona pomoc w sytuacjach wyboru. Zamierzam opisać hotel (Arenella Resort na Sycylii), w którym ostatnio spędziłam dwa tygodnie z małym dzieckiem – w czterogwiazdkowym wszechogarniającym zapachu pleśni. Dowiedziałam się, że biura, które sprzedają wakacje w tym ośrodku (TUI, Itaka), mają tego pełną świadomość – hotel po wybudowaniu stał przez rok niezamieszkany i pleśń po prostu jest wszędzie. Kto więc, jeśli nie my – klienci – nawzajem ostrzeże się  przed zrobieniem tego błędu. Oczywiście, zamierzam też rozpocząć procedurę reklamacyjną w TUI, co może da szansę innym – jeśli biuro wycofa ten obiekt ze swojej oferty.
  • Po siódme – w związkach często nie decydujemy się na udzielenie informacji zwrotnej, gdyż wybieramy pozorny komfort „świętego spokoju”. Pozorny, gdyż niewyrażony żal buduje napięcie i poczucie oddzielenia, często kończąc się oddaleniem partnerów i rozstaniem. Wyrażony odpowiednio – może budować bliskość oraz zwiększać intymność. Bardzo podoba mi się stwierdzenie Irwina Kuli z książki „Yernings”, które cytują w swojej książce „Projekt szczęśliwe małżeństwo” Hal i Jenny Runkel „Kiedy ukrywamy cząstkę tego, kim naprawde jesteśmy, przed ukochana osobą, zyskujemy gwarancję, że ona nie pokocha nas w pełni”.

Dużo tu piszę o dawaniu feedbacku, który jest negatywny – nasze potrzeby nie zostały zaspokojone. Tymczasem równie ważna rolę odgrywa pozytywna informacja zwrotna – czyli swojska wdzięczność – poinformowanie kogoś, czyje działania przyczyniły się do spełnienia naszych potrzeb, jak wzbogacił nasze życie. Pisałam już na ten temat bardzo wiele w odcinku „Z determinacją praktykowałabym wdzięczność dla innych”. Wdzięczność wyrażona daje jej adresatom poczucie osobistej mocy oraz po prostu praktyczną informację, czy skutki ich działań są adekwatne do intencji, które za nimi stoją.

Praktyka

Jak najczęściej będę zwracać uwagę na sygnały z ciała, które sygnalizują, ze potrzeby nie zostały spełnione. W takiej sytuacji zastanowię się w jaki sposób mogę o nie zadbać – np. poprzez poinformowanie o tej sytuacji osoby, które się do tego przyczyniły lub mogą się przyczynić do ich spełnienia.

Praktyka

Będę uważna na przekonanie, które czasami kieruje moim życiem, że musze się dostosowywać do innych, że mają oni wyższą rangę, a ich potrzeby są ważniejsze. To akurat przekonanie, które zrodziło się we mnie w dzieciństwie, ale wiele kobiet jest wychowywanych w tym duchu i przywoływane do porządku nawet jako dorosłe. Chciałabym traktować swoje potrzeby jako równie ważne i szukać rozwiązań to uwzględniających.

Praktyka 

Aby moja informacja zwrotna była skuteczna: budowała kontakt oraz zwiększała szanse, że moje potrzeby zostaną dzięki niej spełnione, zadbam o jej formę  (skorzystam tu z zaleceń Nonviolent Communication):

  • będę mówiła o faktach, np. : „W obecności innych klientów wyrażała pani komentarze na temat stanu moich włosów, czyli: tutaj dokładny cytat.”)
  • opowiem o uczuciach, które te fakty we mnie wzbudziły: „to spowodowało, że poczułam bardzo duży dyskomfort i napięcie, bo słyszały to inne osoby plus zaniepokoiłam się o swoje włosy”
  • i połączę jej z potrzebami, które za tymi emocjami stały (szacunku dla mojej prywatności i wrażliwości, odprężenia). „U fryzjera chciałabym swobodnie się poczuć i zrelaksować w przekonaniu, że z moimi włosami wszystko będzie ok. „

mogę też sformułować prośbę na przyszłość (wykonalną, pozytywną). Moja przyjaciółka w podobnej sytuacji u kosmetyczki poprosiła w odpowiedzi na negatywne komentarze na temat swoje cery: „Przyszłam tu po to, aby się odprężyć. Czy mogłaby pani opowiedzieć mi co widzi pozytywnego w moje skórze?”

Praktyka

  • Listę potrzeb powieszę przy komputerze, abym mogła codziennie na nią patrzeć i pogłębiać umiejętność ich rozpoznawania w sobie.
  • Potrzeby fizyczne
    Powietrza
    Pożywienia
    Wody
    Schronienia
    Ruchu
    Odpoczynku
    Snu
    Wyrażenia swojej seksualności
    Dotyku
    Bezpieczeństwa fizycznegoAutonomii
    Wybierania własnych planów, celów i marzeń, wartości
    Wybierania własnej drogi prowadzącej do ich realizacji
    Wolności
    Przestrzeni
    Spontaniczności
    NiezależnościKontaktu z samym sobą
    Autentyczności
    Wyzwań
    Uczenia się
    Jasności
    Świadomości
    Kompetencji
    Kreatywności
    Integralności
    Samorozwoju / wzrostu
    Autoekspresji / wyrażania własnego „ja”
    Poczucia własnej wartości
    Samoakceptacji
    Szacunku dla siebie
    Osiągnięć
    Prywatności
    Sensu
    Poczucia sprawczości i wpływu na swoje życie
    Całości / jedności
    Spójności
    Rozwoju
    Stymulacji, pobudzenia
    Zaufania
    Świętowania zaspokojonych potrzeb, spełnionych marzeń, planów i opłakiwania niezaspokojonych
    CeluZwiązku z innymi ludźmi
    Przyczyniania się do wzbogacania życia
    Informacji zwrotnej, czy nasze działania przyczyniły się do wzbogacania życia
    Przynależności
    Wsparcia
    Wspólnoty
    Kontaktu z innymi
    Towarzystwa
    Bliskości
    Dzielenia się: smutkami i radościami; talentami i zdolnościami
    Więzi
    Uwagi, bycia wziętym pod uwagę
    Bezpieczeństwa emocjonalnego
    Szczerości
    Empatii
    Współzależności
    Szacunku
    Równych szans
    Bycia widzianym
    Zrozumienia i bycia zrozumianym
    Zaufania
    Ciepła
    Otuchy
    Miłości
    Intymności
    Siły grupowej
    Współpracy
    WzajemnościRadości życia
    Zabawy
    Humoru
    Radości
    Łatwości
    Przygody
    Różnorodności / urozmaicenia
    Inspiracji
    Prostoty
    Dobrostanu fizycznego/emocjonalnego
    Komfortu / wygody
    NadzieiZwiązku ze światem

    Piękna
    Kontaktu z przyrodą
    Harmonii
    Porządku
    Spójności
    Pokoju

Byłabym świadoma swoich rang

14 List

W ostatnich dniach bardzo mnie poruszyła koncepcja rang i konsekwencji wynikających z tego, czy je sobie uświadamiamy czy nie.

Według Arnolda Mindell’a, twórcy psychologii zorientowanej na proces (POP), rangi to zestaw przywilejów, odziedziczonych lub nabytych, których najczęściej nie jesteśmy świadomi. A brak tej świadomości sprawia, że patrzymy z góry na tych, którzy mają mniejsze możliwości, marginalizujemy ich frustrację, wyzwania i cierpienie. „Konflikty spowodowane rangą są wszędzie na porządku dziennym. Słabsi czują się zranieni i wściekli, kiedy silni nie zdają sobie sprawy ze swojej siły. Uświadomienie sobie własnej rangi zmniejsza ogólne napięcie i redukuje konflikty.” To m. in. skutkiem nieświadomości jest terroryzm – wynikające  z totalnej bezradności wołanie o dostrzeżenie rang oraz działanie w kierunku zniwelowania nierówności w dostępnie do przywilejów.

„Ranga psychologiczna jest jak narkotyk, który zmienia naszą świadomość, nie pozwalając nam dostrzec cierpienia innych. Powoduje, że patrzymy na nich z góry i widzimy w nich tylko „ofiary”. Pozwala nam odciąć się od ich problemów, nasze ego nas od nich izoluje. Nawet jeśli kiedyś doświadczyliśmy bólu, teraz nie przejawiamy żadnej ochoty aby pomóc krzywdzonym. Żądamy, żeby czuli się tak jak my, nie chcemy zrozumieć ich położenia.”

Rangi wydają się czymś naturalnym i oczywistym – kiedy próbuję sprawdzić gdzie nie dostrzegam swoich przewag i przywilejów, uderza mnie jak jest tego dużo .

Rasa – nawet w Polsce można zauważyć, że biała cieszy się większym poważaniem niż inne, pozwala na identyfikację z większością.

Polska narodowość – demokracja, stabilność polityczna, pokój, brak walk etnicznych, klęsk żywiołowych (oprócz powodzi), swobodne podróżowanie (moja znajoma nie mogła przez 9 lat odwiedzić syna, którego pozostawiła w Mongolii, bo nie mogłaby legalnie wrócić do Polski, gdzie zdobywa środki na jego utrzymanie i studia), możliwość prowadzenia własnego biznesu, rozwoju, wykształcenia, dostępu do służby zdrowia, jedzenia, możliwość posiadania swojego domu i wiele, wiele więcej.

Klasa ekonomiczna  – mam własną firmę, pracuję w Warszawie, nie muszę się martwić o codzienne przetrwanie jak wielu Polaków. Własna firma daje mi przywilej robienia tylko tego, co jest zgodne z moimi wartościami, decydowania o godzinach pracy i wielu innych rzeczach, spotykania inspirujących ludzi, spełniania życiowej misji.

Wiek – w porównaniu z moją 2-letnią córką mam ogromną przewagę w liczbie możliwości działania i przeprowadzania swojej woli (plus ogromna ranga wynikająca z bycia rodzicem), jestem jeszcze stosunkowo młoda w kulturze, w której ceni się młodość. Alicja Długołęcka, seksuolożka opowiada wywiadzie z Pauliną Reiter w Wysokich Obcasach Extra („Pokaż swoją Pippi”) o fenomenie znikających kobiet – w Polsce kobieta po 50-tce stają się niewidzialne nie tylko dla mężczyzn, ale i dla swoich dzieci oraz na rynku pracy.  Co jest wielkim absurdem oczywiście, bo takie kobiety są w w pełni sił twórczych, mają doświadczenie i przestrzeń na zaangażowanie się w nowe rzeczy. Tymczasem mają już tylko do wyboru zostać aseksualną babcią albo zamilknąć w domowych pieleszach.

Zdrowie – pełnosprawność, wzrok, słuch, mowa, możliwość poruszania się – gdy pomyślę o  6 -miesięcznym leżeniu w ciąży, kiedy byłam całkowicie zależna od innych, zadziwia mnie, jak szybko zapomina się o tym, że te możliwości sa teraz dostępne i ile dają przywilejów w społeczeństwie;

Orientacja heteroseksualna  – o ile łatwiejsze jest moje życie od życia osób o orientacji homoseksualnej w rożnych sferach: społecznej, rodzinnej, zdrowotnej, możliwości zawarcia formalnego związku, adoptowania dzieci (chociaż tutaj akurat mam niższą rangę od tych, którzy zawarli związek małżeński)

Wykształcenie – wyższe wykształcenie daje mi więcej możliwosci zarabiania i szacunku społecznego niż doświadczają tego osoby bez takiego wykształcenia

Bycie w związku – choć coraz bardziej bycie singlem zdaje się być wartością, jednak w mniejszych miejscowościach i na wsiach trudniej się wówczas cieszyć  pewnego rodzaju społecznym szacunkiem. Plus możliwość dzielenia obowiązków, korzystania ze wsparcia  drugiej osoby.

Ranga psychologiczna – umiejętność nazywania uczuć i potrzeb, wyrażania próśb, empatia dają mi przewagę lepszej ekspresji nad moim partnerem oraz innymi, którzy tą umiejętnością nie dysponują.

Zawód – bycie trenerem daje mi więcej możliwości niż gdybym wykonywała pracę fizyczną

Mieszkanie w dużym mieście – ułatwiony dostęp do kultury, służby zdrowia, klientów, itd.

Szczupła budowa ciała – w naszej kulturze bardziej ceniona niż odwrotna

Znajomość angielskiego – możliwość bycia bardziej obecną w świecie, więcej opcji wyboru zawodów, więcej opcji szkoleniowych i samorozwojowych

Podczas warsztatu, który ostatnio prowadziłam, uczestnicy przyglądali się swoim rangom i wiele osób było zupełnie zdumionych, że mozna ich znaleźć aż tyle. Chociażby to, że ma się włosy, albo nie ma się ich za dużo poza głową (gdy się jest kobietą) i w ogóle wygląd który trafia w wymagania mainstreamu – to dopiero jest ranga.  Łatwość pisania, którą ktoś wymienił jako przywilej przypomniała mi o niedocenianej przez osoby, które tym dysponują, randze polegającej na łatwości zabierania głosu w grupie – przez lata cierpiałam w milczeniu, bo nie potrafiłam przełamać swojego strachu przed publicznym wypowiadaniem się. Wielokrotnie rosła też moja uraza do osób, którym przychodziło to z łatwością i zabierały czas i przestrzeń nie dbając o to, że inni cały czas milczą – tak jakby było to tylko osobisty wybór i problem, który w żaden sposób nie wpływa na grupę. Podczas pewnego warsztatu zawiązaliśmy nawet małą grupę wsparcia, aby przyjrzeć się co możemy zrobić, aby pomóc sobie w zabieraniu głosu. Oczywiście, ci, którzy nie mieli z tym problemu, nie byli zainteresowani aby nas w tym wesprzeć, bo zupełnie nie czuli, jaki to jest przywilej i że nie jest to tylko kwestią woli. Wzbudziło to sporo mało przyjaznych emocji wynikających z poczucia bycia niewysłuchanymi i niezrozumianymi. Zabrakło po prostu świadomości tej rangi i wzięcia za nią odpowiedzialności, choćby w postaci wsparcia tych, którzy do nie j nie mieli dostępu (np. zaproponowanie i wprowadzenie procedur, które pomogłyby wszystkim członkom grupy się wyrazić, np. pisemnie, czy w mniejszych grupach – tak, aby mogło to być w jakiś sposób wniesione do całej grupy, lub chociażby proste upewnienie się, że inni milczą, bo nie mają potrzeby nic powiedzieć, czy też mają z tym problem ). Teraz, w roli trenera staram się być uważna na takie sytuacje i czasami sprawdzam w przerwie z osobami, które milczą, czy to naprawdę ich wybór. Nie jestem do końca pewna, czy mężczyźni, którzy wypowiadają się w mieszanej genderowo grupie są świadomi, że kultura i wychowanie sprawia, że kobiety oddają wówczas często przestrzeń i milkną, obdarzając ich swoistą rangą. I czy kobiety są  świadome, że to robią? Oj, przydałaby się jakaś męsko-damska dyskusja na początku takiego spotkania, aby wnieść to zjawisko do świadomości grupy. Mógłby z tej refleksji nad szablonami, w które wtłacza nas kultura  wyniknąć jakiś nowy wzorzec bycia razem  – partnerski i autentyczny, pełen wrażliwości i chęci dzielenia się przywilejami. Marzenie?

A gdzie przejawia się moja niższa ranga?

Na pewno w relacji z partnerem, szczególnie gdy pojawia się dziecko – z automatu to on ma większą szansę, że będzie kontynuował pracę (bo przecież więcej zarabia – m. in. dlatego, że jest mężczyzną) i codziennie miał 10 godzin dla siebie, gdy nie musi się martwić opieką nad dzieckiem.

W byciu kobietą w Polsce – szklany sufit, utrudniony dostęp do polityki, mniejsze płace za tę samą pracę, ogromne wymagania co do wyglądu – od którego uzależnia się powodzenie społeczne – plus presja zarabianie na kolejne kosmetyki i ciuchy.

W byciu matką – to jednocześnie ranga, jak i mniejsze przywileje – zamknięcie w domu z dziećmi, coraz większe wymagania (rodź naturalnie i bez znieczulenia, bądź matką w kontakcie, noś dziecko przez pół roku przy piersi, codziennie gotuj dziecku – i to eko, stosuj i pierz eko pieluchy, dbaj o rozwój dziecka, karm 2 lata piersią – ale nie publicznie, itp., itd), zmniejszone możliwości swobodnego poruszania się, skoncentrowania uwagi, samorozwoju.

Niski wzrost sprawia, że często nie jestem traktowana poważnie. Podobnie z niezbyt donośnym głosem.

Przeżywanie emocji, bycie nieracjonalnym (nie tylko myślenie logiczne) prowokuje często do oceniania mnie jako „słabszą”, trudniej przebić się z informacją dostarczaną przez intuicję w porównaniu z informacją pochodzącą z racjonalnego umysłu.

Trudność w wyrażaniu złości to przyczynek do tego, ze osobom, które tego ograniczenia nie mają, łatwo mnie zakrzyczeć czy zastraszyć gdy zdecydują się na krzyk czy innego rodzaju wyrażenie agresji.

Uderza mnie, jak często jestem niezrozumiana przez osoby, które mają większą tolerancję na niska temperaturę – jestem oceniana, jako dziwna, nadwrażliwa,  zmarźluch, i żadna z tych osób nawet przez chwilę nie cieszy się świadomie przywilejem, który jej się przytrafił, uważając, że to one są ok, a ze mną jest coś nie tak i że marznięcie to mój osobisty wybór.

W byciu pacjentem w Polsce – kiedy podczas ciąży leżałam w jednym z najlepszych szpitali według rankingu akcji „Rodzić po ludzku”, doświadczyłam boleśnie, jak znika cała moja osobowość, godność, prawo do informacji i wyboru,  i prawie wszystkie inne demokratyczne oczywistości. Byłam tylko brzuchem, w którym usiłowano przytrzymać ciążę. Wszelkie próby dyskusji z lekarzami, niezgadzania się na przyjmowanie niektórych leków, spotykały sie z nagonką i groźbą, że oto mogę przestać być leczona. Pacjenci, dzieci i ryby głosu nie mają. Mocna lekcja jak działają rangi, gdy nie są uświadomione przez tych, którzy nimi dysponują. To była też doskonała okazja, aby przekonać się jak to jest nie być pełnosprawną, w całości być uzależnioną od pomocy innych (nie zdarzyło się np. aby pielęgniarka zrobiła mi coś do picia – nawet mimo prośby –  chociaż miałam zakaz nawet siadania, nie mówiąc o chodzeniu).

Czy w tym wszystkich chodzi o świadomość i wrażliwość – uznanie, że moje przywileje to po prostu wielki łut szczęścia i że to, że mam lepiej nie czyni mnie lepszą/lepszym od innych, którzy tego nie mają. Oraz, że w tym miejscu – wdzięczności za to uprzywilejowane miejsce, w którym się znalazłam, może się narodzić empatia i współodczuwanie, a nawet chęć podzielenie się korzyściami, jakie niesie moja wyższa ranga.

Praktyka pierwsza

Mindell zachęca, aby jak najwięcej mówić o swoich rangach – cieszyć się wyższymi i przekazywać innym, jakie wyzwania niosą ze sobą niższe. Ostatnio spotkałam świeżo upieczoną mamę, która we łzach wyznała, że jest w rozpaczy, bo jest okropną matką. Polegało to na tym, że jest jej trudno poradzić sobie z zamknięciem w domu, nagłym skurczeniem większości życiowym możliwości i spełniania swoich potrzeb oraz całą odpowiedzialnością i troską o dziecko na swojej głowie. Była przekonana, że to wyłącznie jej historia, i że wszystkie inne matki radzą sobie koncertowo. To oczywiście skutek tego, że tak bardzo boimy się czasem przyznać, że nie spełniamy społecznych oczekiwań.  Wówczas nie tylko nie doświadczamy wspólnoty wynikającej z trudnego położenia i bardzo niesprawiedliwych oczekiwań względem kobiet w roli rodzica w porównaniu z mężczyznami – ojcami, ale i nie dajemy takiej szansy innym matkom, wzmacniając w nich nieprawdziwe przekonania, że to tylko one nie sobie nie radzą i system społeczny nie ma z tym nic wspólnego.

Rozmowa może wiele zmieniać . W mojej relacji od zawsze borykamy się z różnicami w przeżywaniu rzeczywistości – mój partner to siła spokoju, zaufania do życia, bycia tu i teraz;  ja – przeciwnie – mam bardzo wiele obaw związanych z przyszłością, swoim zdrowiem, często wierzę, że możliwa jest tylko najczarniejsza opcja. Mojego partnera bardzo to złościło bo wydawało mu się, że to tylko mój wybór, który w każdej chwili silnym postanowieniem mogę zmienić i polepszyć swoje i nasze życie. To z kolei doprowadzało mnie do szewskiej pasji i budowało głęboką urazę wobec niego, bo ja wiedziałam, że te schematy mają źródło bardzo głęboko w moich przeżyciach z dzieciństwa i mimo wieloletniej pracy rożnymi metodami nie jest łatwo je przeprogramować.  Kiedy zwróciłam uwagę mojego partnera, że ma on w porównaniu ze mną ogromną rangę psychologiczną, wynikającą z tego, że nie doświadczył równie traumatycznych przeżyć gdy się rozwijał – było to dla niego wielkim odkryciem i bardzo go poruszyło. Był to moment dużej bliskości – poczułam się wreszcie zrozumiana, zobaczona.  Mam wrażenie, że ta świadomość wpłynie pozytywnie na nasze dalsze radzenie sobie z tym tematem.

Podobną sytuację opisuje Mindell.

„Powiedzmy, zę tój partner jest w depresji spowodowanej nadmiernym samokrytycyzmem. Jeśli ty nie cierpisz na to samo, to odczuwasz wobec msiebie szacunek, będący rodzajem psychologicznej rangi. Jesli nie używasz tej rangi świadomie, możesz lekceważyć problem twojego partnera, tracąc do niego cierpliwośc. Możesz też myśleć – „No tak, to typowe dla takich mężczyzn. Nic nie mogę z tym zrobić. W ten sposób popierasz porządek społęczny, przyjmując założenie, że twój partner nie może uwolnić się spod jego wpływu i minimalizując znaczenie tego problemu w ogóle.

W tej samej sytuacji możesz postąpić odwrotnie i pokazać, że społeczeństwo wywiera presję na nas wszystkich, abyśmy lepiej wyglądali, mieli wyższe wykształcenie i aby się nam finansowo lepiej wiodło. Na Zachodzie powinniśmy być raczej konformistami, a nie ludźmi szalonymi, powinniśmy być logiczni, a nie czujący, mocni, a nie podatni na zranienie, szczupli, anie pulchni i mieć jasną, a nie ciemną skórę. Większość wewnętrznych krytyków staje po stronie kultury,  w której dana osoba żyje. Spytaj swego partnera, czy jego wewnętrzny krytyk jest rasistą , seksista, homofobem, antysemitą lub też czy może uwewnętrzni jakieś inne uprzedzenia pochodzące z kultury większości. Badając te kwestie, ty i twój partner przeprowadzacie jednocześnie pracę wewnętrzną, relacyjną i polityczną. Możecie się nawzajem wyzwolić od norm kulturowych i dać sobie wzajemne przyzwolenie na bycie emocjonalnym, wrażliwym na zranienie, dziecinnym, śmiesznym, obdarzonym bogatą wyobraźnią lub bulwersującym otoczenie, i kimkolwiek jeszcze zechcecie być”.

Praktyka druga

Bardzo podoba mi się praktyka wdzięczności za rangi i wynikające z nich przywileje, które przypadły nam w udziale.

„Ciesz się swoimi przywilejami w myślach lub z przyjaciółmi. Bądź wdzięczny(a) za swoje szczęście, za to, że twoje przywileje oszczędzają ci bólu i za sposób, w jaki wzbogacają twoje życie. Bądź szczęśliwy(a), że je masz. Wyobraź sobie, jeśli chcesz, boską istotę dającą ci te przywileje. Spytaj tej istoty, dlaczego otrzymałeś (łaś) te dary. ” – proponuje Mindell.

To także przyczynek do tematu przeprowadzki do świata obfitości – kiedy decydujemy się zauważać swoje ragi i wynikające z nich przywileje, czujemy się niezwykle obdarowani.

Praktyka trzecia

„Ludzie świadomi swojej rangi wiedzą, że wiele swoich przywilejów odziedziczyli i że przywileje te nie są dostępne dla wszystkich. Nie patrzą z góry na tych, którzy mają mniejsze możliwości. (…) jeśli używasz rangi świadomie, to bywa ona lekarstwem. W innym przypadku jest trucizną. Nie możesz pozbyć się rangi, więc może postaraj się, aby wynikło z niej coś dobrego.  (…)  Spytaj innych jak możesz się nimi podzielić. (…) Pomyśl o paru jednostkach lub grupach, które nie mają tego przywileju. Czy potrafisz dzielić się lub używać swoich przywilejów w taki sposób, aby inni czuli się dumni z własnych? Aby potrafili mówić głośno o swoich problemach i uprzedzeniach?”- proponuje Mindell.

Jak mogę używać swoich rang do  do zmieniania moich relacji,  społeczności,  świata?

Co miesiąc wpłacam pieniądze na konto organizacji Avaaz, która, mam wrażenie, ma realne możliwości wpływania na palące światowe kwestie (chociażby wywierając presję na polityków czy organizacje międzynarodowe poprzez petycje podpisywane przez setki tysięcy osób na całym świecie).

Mój profil na facebooku w większości poświęcam na publikowanie wiadomości z obszaru budowania umiejętności współodczuwania i empatii oraz na ważne akcje społeczne.

Bardzo dużo opowiadam o tym, jakie to wyzwanie przez 2 lata opiekować się małym dzieckiem domu, jakie oprócz oczywistych radości jest to frustrujące, męczące, pozbawiające wielu możliwości, w tym niezbędnych mi do życia stymulacji intelektualnej oraz kontaktów z innymi.

Przez 2 lata prowadziłam bezpłatnie program Ambasadorzy Empatii, który miał zainspirować do większej empatycznej uważności i współodczuwania z innymi. Udział w nim wzięło 850 osób.

W rozmowach z partnerem staram się mieć świadomość mojej rangi polegającej na swobodnym mówieniu o emocjach i albo prowadzę ich mniej (wiedząc jaki to dyskomfort dla niego) albo próbuję pomagąć mu empatycznie w wyrażaniu siebie w ten sposób.

Podczas dwudziestu trzech edycji Festiwalu PROGRESSteron wciąż i wciąż mówimy głośno, jakie to ważne dla kobiet, aby realizować siebie, spełniać także swoje potrzeby. Festiwal jest miejscem, gdzie to się dzieje. Pokazujemy drogi wzmacniania siebie:  emocjonalnego, zawodowego, finansowego, itp.

W Dojrzewalni bardzo wspieramy empatyczne podejście w biznesie, organizujemy festiwale (Korporacja z duszą), warsztaty (Leadership from the Heart, Making Cooperation Real), dyskusje.

Chciałabym być uważna na wielkie przywileje, które daje ranga bycia rodzicem. W porównaniu z moją córką mam ogromną możliwość decydowania o swoich działaniach. Miki Kashtan, trenerka Nonviolent Communication z USA zachęcała mnie, aby jak najczęściej przypominać sobie swoje odczucia z dzieciństwa i stawiać się na miejscu dziecka – często bezrefleksyjnie wykorzystujemy władzę jaką mamy nad dzieckiem, na pierwszym miejscu stawiając swoje potrzeby. A także i tutaj chodzi po prostu o współodczuwanie – wczucie się w emocje i potrzeby dziecka i branie ich pod uwagę na równi ze swoimi (potrzeba jest duża kreatywność w szukaniu rozwiązań, które spełnią nasze potrzeby jednocześnie. No i empatia wyrażana wobec dziecka, gdy takiego rozwiązania nie uda się znaleźć. ).

To wszystko to tylko kropla w morzu.

Chciałabym przez następny miesiąc odnaleźć więcej sposobów na dzielenie się moimi rangami.

A co ty możesz zrobić?